Choć wydanego w 2023 roku debiutanckiego albumu duetu Daydreamer & Nightwalker nie recenzowałem na naszych łamach, to jednak obie postacie powinny być doskonale znane naszym czytelnikom. Bo z niezwykle bogatego dorobku Przemysława Rudzia recenzowaliśmy Pomeranian Wind i Enchanted Lighthouse nagrane wspólnie z Arturem Wolskim, zaś w przypadku Romana Odoja zauważyliśmy jego wydany w 2020 roku debiut Fiasko, potem zaś opublikowany w 2024 roku krążek Dryland Rock projektu Stick N Stones, w którym ten odpowiadał między innymi za partie gitar (co ciekawe, masteringiem tamtej płyty zajął się Przemysław Rudź).

To że artystyczne drogi obu panów się skrzyżowały nie powinno dziwić patrząc tylko pobieżnie na ich dotychczasowe dokonania. Rudź to wszak znany kompozytor i wykonawca muzyki elektronicznej oraz popularyzator astronomii, zaś Odoj wspomniane debiutanckie Fiasko podporządkował konceptowi zainspirowanemu ostatnią powieścią Stanisława Lema o takim właśnie tytule a płyta Stick N Stones nie była wolna od delikatnych nawiązań do naszej elektronicznej legendy, Marka Bilińskiego.

Nie zmienia to postaci rzeczy, że w tym duecie za el-muzyczny pierwiastek (i tym samym klawiszowe instrumentarium) odpowiada Rudź, zaś za progresywno rockową stronę (kreowaną przez gitary) odpowiada Odoj. Ta płyta jest nieco inna od Daydreamer & Nightwalker. Przede wszystkim, jest zdecydowanie krótsza od poprzedniczki, z czterema kompozycjami wpisanymi w trzy kwadranse. Do tego, można powiedzieć, że tym razem, między tymi lekko odmiennymi światami obu panów, mamy większą równowagę. Bo w istocie więcej w niej progresywnej formy.

Słychać to doskonale w otwierającym całość i najkrótszym zarazem utworze tytułowym, w którym pojawiają się goście – bardzo wyrazista sekcja rytmiczna Arkadiusz Suchara (z mocno soczystym basem) i Michał Maliński (perkusja). Przez to w kompozycji robi się energetycznie i żywiołowo. I choć następny w zestawie, już długi i rozbudowany do nieco ponad 13 minut, Pyramidion nieco zwalnia, z czasem jednak się rozpędza, zyskuje na transowości i hipnotyczności a gitarowe solowe formy i towarzyszące im elektroniczne figury mają prawo przywoływać klasyków space rocka z Ozric Tentacles. Two Faces of Autumn przynosi muzykę wręcz wypływjącą z tytułu. Nastrojową, przestrzenną, ilustracyjną i… jesienną. W nim, po mrocznym, „organowym” środku, przechodzimy w bardzo błogą część zdominowaną pięknym i nastrojowym gitarowym solo w lekko Latimerowym stylu. Fight or Flight wieńczy dwudziestominutowa suita Into the Higher Domain. Z pewnością najbardziej wymagająca, z dość majestatycznym niespiesznym początkiem, z czasem sięgająca po brzmienia ambientowe, a nawet bardziej eksperymentalne.

To ciekawszy album od debiutu. Bardziej urozmaicony brzmieniowo a do tego zbudowany na wielu dobrych melodycznych tematach, atrakcyjnych dla odbiorcy. Polecam miłośnikom dobrych krzyżówek rocka z elektroniką.