Absolutna muzyczna wizytówka Australii już za chwilę przybędzie do nas ponownie, zatem czas najwyższy przyjrzeć się ich ostatniemu albumowi Ask That God, który wszak będą promować. Żeby była jasność, byli u nas w zeszłym roku na poznańskim BitterSweet Music Festival, jednak – o ile się nie mylę – gościli u nas wówczas dopiero po raz drugi, wcześniej będąc chyba tylko na  Open'erze w 2010 roku.

Ale do rzeczy, bo tym wydanym w 2024 roku czwartym swoim pełnowymiarowym krążkiem panowie Luke Steel i Nick Littlemore powrócili po ośmiu latach przerwy. Ale powrócili w bardzo dobrej formie. Mistrzowie kolorowej i dla wielu pełnej blichtru oraz fajerwerków elektronicznej alternatywy, electropopu, synth-popu, dance-rocka, electro-rocka, czy pewnie czegoś tam jeszcze, pomieścili na Ask That God dwanaście kompozycji, które powstawały przez siedem lat. Pracę nad nim rozpoczęli rychło po wydaniu trzeciego Two Vines, jednak wkrótce potem duet ogłosił przerwę.

Ozdobiony, jak to zwykle u nich, przykuwającą uwagę intensywnymi kolorami okładką, Ask That God, ponownie oferuje taki troszkę bajkowy, nostalgiczny pop, ubrany w świetną produkcję, do tego pełen brzmieniowych i aranżacyjnych smaczków oraz kapitalnych, nośnych melodii. Może i muzykom nie udaje się podtrzymać tej atrakcyjnej jakości i przebojowości na całym albumie, ale to i tak bardzo dobra rzecz w ich dyskografii.

Wydaje się, że artyści swoje najlepsze działa odpalają w pierwszej części wraz z otwierającymi płytę promocyjnymi singlami Changes i Cherry Blossom. W pierwszym z nich cudnie buja robiąca głęboki klimat basowa figura, w drugim, energetycznie pędzącym do przodu, „robotę robi” refren w konwencji call and response (no może przesadziłem), w której zwiewny, wysoki wokal dialoguje z tym charakterystycznym dla nich, metalicznym.

A to nie koniec atrakcji, bo również singlowy Music on the Radio, zakorzeniony gdzieś w soulowo-funkowych klimatach, pachnie Bee Gees, zaś kolejny The Feeling You Get po prostu rozwala swoją przebojowością. Być może nie wczytywałem się głęboko w jakieś recenzje i reakcje na ten album, ale mam wrażenie, że ten numer został jakby w nich pominięty. Pamiętam, że mnie zrobił cudowne wakacje w Czarnogórze AD 2024  i nie był wówczas w stanie wyjść mi z głowy. Zaciekawia też bardzo AEIOU, rozpoczęty takim pikselowym motywem klawiszowym, oraz Television z ekstremalnie nośnym, nieco stadionowym refrenem.

Niestety wraz z Happy Like You napięcie delikatnie siada. Być może między innymi przez mało wyraziste ballady Wild World i kończącą całość Friends I Now. A może należało to jakoś inaczej ułożyć w trackliście? Faktem jest, że warto w tej części przyjrzeć się jeszcze tytułowemu Ask That God. Ktoś powie… czyli co, pół perfekcyjnej płyty? Bez przesady, bo na Ask That God jest naprawdę kawał nowoczesnego, inteligentnego i melodyjnego popu, po który warto sięgnąć.