Ostatnio na mój recenzyjny stół trafiają albumy, które pachną nostalgią za latami osiemdziesiątymi i wiążącą się z nią moją fascynacją new romantic i rockiem gotyckim. Niedawno zachwycałem się nową płytą naszego rodzimego Hidden By Ivy, która – moim skromnym zdaniem – lata temu mogłaby trafić do kultowej audycji Romantycy Muzyki Rockowej nieżyjącego już Tomasza Beksińskiego. I gdy kilka dni temu odpaliłem – zupełnie na świeżo, bez jakiegokolwiek doczytywania i wprowadzenia – płytę Knots & Chains kompletnie nieznanego mi zespołu Lone Assembly, znieruchomiałem. Bo poczułem się jakbym usłyszał jakąś zaginioną klasyczną płytę, której Beksiński nigdy w swojej audycji nie puścił…

Bo nie mógł. Gdyż Lone Assembly to szwajcarski kwartet, Raphaël Bressler (śpiew), Glenn Le Meur (gitara), Jim Bodeman (bas) i Romain Segu (perkusja), który zadebiutował EP-ką That Never Happened, będącą hołdem dla utraconej bliskiej osoby, ledwie w 2024 roku. Knots & Chains, który światło dzienne ujrzał w lutym tego roku, nakładem Irascrible Records, jest ich pełną albumową wypowiedzią.

Co gra Lone Assembly? Podczas pierwszych przesłuchań miałem w głowie istną burzę mózgów, w której kołatały się co chwilę jakieś nazwy, od Joy Division, New Order, Clan Of Xymox, Depeche Mode, po Gary’ego Numana, Petera Murphy’ego, Editors, Siverta Høyema i takie kultowe wytwórnie muzyczne jak Factory Records i 4AD. I choć Lone Assembly nie gra, jak żaden z tych wykonawców, to jednak pewne niuanse, klimat, czy brzmieniowe detale, wyjęte z powyższych, budują ich artystyczny obraz.

Obraz, który w sumie dość łatwo zaszufladkować, choć trzeba użyć wielu tak nielubianych przez twórców łatek. Bo Lone Assembly przepięknie łączy gotycki klimat z new wave, dark wave, synth popem, new romantic i melancholijnym post punkiem. No a to wszystko budowane jest na wyrazistych figurach basowych, pulsującym i niekiedy tanecznym rytmie oraz gitarach ze stosownym pogłosem. I wreszcie jest ten głos. Głos Raphaëla Bresslera, głęboki, niski, niekiedy łączący majestatyczność z chłodem, czerpiący z Davida Gahana, Andrew Eldritcha, Petera Steele, Iana Curtisa, czy wspomnianego Siverta Høyema.

Naprawdę trudno tu coś wyróżniać, bo Knots & Chains to 38-minutowy zestaw 10 mrocznych, chłodnych i rytmicznych hitów z niesamowitymi melodiami i refrenami. Czasami po prostu uroczymi, innym razem pachnącymi gotycką wzniosłością. Moje ulubione? Call of the Swift, Fantasy, The Pain Keeper, The City Works Like This, In the Open, You’re Pulling at the Same Strings i kapitalnie kończący całość cudowny A Dark Score. Obrazu pięknej płyty dopełniają idealnie łączące się z muzyką liryki. Podporządkowane są tematyce kontroli oraz jej różnym formom, dotykając bólu, wyobcowania, smutku, nadziei, siły i odwagi.

I jeszcze jedna świetna wiadomość. Grupa już w listopadzie tego roku pojawi się na trzech koncertach w Polsce. Czekam!