Dziś recenzja albumu, na którym pewne konteksty i wszystko to co wokół niego, są ważniejsze od (wiem, że to nie zabrzmi dobrze!) samej muzyki na nim pomieszczonej. Bo ten niedługi koncertowy materiał (w zasadzie EP-ka) jest nie tylko wycinkiem pewnego szczególnego koncertu, ale także istotnym dokumentem w historii ważnego na polskiej scenie zespołu.

Ale od początku. Bo gdy rok po wydaniu albumu Saiko (2012) szeregi formacji opuścił jeden z jej filarów, gitarzysta Maciej Meller, zespół wkrótce zawiesił działalność. Sam muzyk niezbyt długo wytrzymał w tym zawieszeniu. Bo już kilka lat później zarejestrował dwa albumy z trio Meller, Gołyźniak, Duda a niebawem stał się, najpierw koncertowym i sesyjnym, a później stałym członkiem Riverside. Artysta też, wraz z wydanym w 2020 roku albumem Zenith, rozpoczął swoją solową karierę, z której po części zrodził się pomysł na założenie własnego wydawnictwa, Farna Records.

I tu już ponownie wracamy do samego Quidamu. Bo oto w 2021 roku zespół spotkał się przy okazji reedycji pierwszej płyty nakładem wspomnianego wydawnictwa. Wówczas muzycy, niemalże w dawnym składzie (tylko Radka Scholla na gitarze basowej zastąpił Jarek Szajerski) nagrali nową wersję absolutnego ich klasyka, utworu Sanktuarium. To był pierwszy znak mówiący o tym, że grupa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa a jej historia być może jeszcze troszkę potrwa. I już w następnym roku wznowiono kolejną płytę, Sny aniołów, a zespół ponownie nagrał utwór Pod powieką. Prawdziwe trzęsienie ziemi nastąpiło jednak w lutym 2025 roku, kiedy to ogłoszono, że zespół "w sensacyjnym składzie" wystąpi na 17. edycji Ino Rock Festival, w swoim rodzinnym Inowrocławiu.

I tu dochodzimy już do recenzowanej płyty. Bo Together Again EP - Live at Ino Rock Festival 2025 i cztery pomieszczone na niej utwory pochodzą właśnie z tego wyjątkowego inowrocławskiego koncertu, do którego doszło 23 sierpnia 2025 roku. To podczas tego występu do aktualnego i najdłużej działającego składu formacji dołączyli byli jej muzycy: wokalistka Emilia Nazaruk (dawniej Derkowska), flecistka Ewa Albering (dawniej Smarzyńska) oraz perkusista Rafał Jermakow. I tak sobie to zespół z wydawcą wymyślili, że pierwsze dwie zapisane tu kompozycje (But Strong Together i We Are Alone Together) pochodzą z okresu, gdy wokalistą był już Bartosz Kossowicz, a dwie następne (Sanktuarium i Bajkowy), gdy w grupie śpiewała Emilia Derkowska (dosłownie 4 dni temu oficjalną premierę miała limitowana edycja winylowa tego wydawnictwa i nie muszę chyba dodawać, że strony A i B pięknego, przezroczystego longplaya idealnie oddają tę historyczną cezurę).

A sama muzyka? Cóż, nie będę ukrywał, że choć wykonania energetycznego But Strong Together i nastrojowego We Are Alone Together są znakomite, to jednak prawdziwym magnesem są te dwie rzeczy zagrane – cóż by nie powiedzieć – z gośćmi. Choć wielokrotnie bywałem na Ino – Rock Festival, na tej ubiegłorocznej, z powodu wakacyjnego wyjazdu, nie byłem. I do dziś zazdroszczę tym, którzy na żywo usłyszeli ten magiczny moment, gdy Emilia Nazaruk zaczęła śpiewać „Jest takie miejsce…”. Zresztą, gdy słucham dziś tej EP-ki, w dalszym ciągu mam przy tych słowach ciarki. Podobnie jest zresztą w momencie, gdy Maciej Meller porywająco zmienia „Quidamowe solo” w to jedno z najpiękniejszych w historii rocka, popis Steve’a Hacketta w Genesisowym Firth Of Fifth, a potem błogo i wręcz sielankowo powraca do swojego oryginału. Niby znam „tę podmiankę” na pamięć, wiem co za chwilę się wydarzy, a jednak za każdym razem fascynuje mnie, jak grupa kiedyś na to wpadła i tak perfekcyjnie dopasowała?! I choćby dla tych momentów warto po ten rarytas i swoisty „dokument pewnego niezwykłego czasu” sięgnąć.

No i teraz suplement. Bo ta piękna historia o powrocie będzie miała swoją kontynuację. W tym roku zespół świętować będzie swoje 35-lecie i już zapowiedział jesienną trasę koncertową z udziałem Emilii Nazaruk i specjalnego gościa, samego Colina Bassa, niegdyś niezwykle ważnego w historii Quidamowych muzyków. Ale i to nie koniec atrakcji, bowiem Farna Records zapowiada serię koncertowych bootlegów z występami zespołu, dedykowanymi trasom koncertowym promującym poszczególne albumy a sami muzycy Quidam pracują ponoć nad nowymi utworami!

Po suplemencie będzie jeszcze post scriptum. Grupa zawsze miała słabość do wymownych i symbolicznych tytułów wydawnictw pojawiających się w przełomowych momentach jej działalności. Gdy nagrywała pierwszą płytę z Bartoszem Kossowiczem zatytułowała ją surRevival, co było intrygującym połączeniem słów przetrwanie i odrodzenie. Tę EP-kę muzycy zatytułowali Together Again. Nic dodać, nić ująć. Wierzę tylko, że to „together” będzie jeszcze trwało i trwało.

Oceny nie będzie. Bo tak wyjątkowe wydawnicze perełki jej nie podlegają.