Już za kilka dni norweski Leprous zaprezentuje się po raz drugi w tym roku w Polsce grając we Wrocławiu i promując ostatnie wydawnictwo zespołu, które ukazało się w październiku minionego roku. Czas zatem najwyższy napisać słów kilka o tym dość wyjątkowym dla nich albumie.

To niby tylko koncertówka, ale wyjątkowa dlatego, że tak naprawdę panowie nie mają takich wydawnictw zbyt wiele. W zasadzie tylko wydane w 2016 roku Live At Rockefeller Music Hall a doliczyć do tego można jeszcze tylko Aphelion w wersji Tour Edition, do którego dodano bonusowy dysk z koncertowymi nagraniami (materiał kilka miesięcy później trafił na winyl jako Aphelion Live 2022).

An Evening of Atonement zarejestrowane zostało 7 lutego 2025 roku na scenie legendarnego holenderskiego klubu Poppodium 013 w Tilburgu. Koncert był częścią trasy promującej wydany w 2024 roku krążek Melodies of Atonement i w setliście znalazło się sześć kompozycji z tej płyty oraz wybór utworów z pozostałych albumów w dyskografii. Zespół nie sięgnął tylko do debiutanckiego Aeolia, dzięki czemu zapisany tu koncert ma bardzo reprezentatywny charakter dla ich twórczości.

Miałem okazję być na polskim koncercie tej trasy, który odbył się 1 lutego w warszawskiej Progresji i był… próbą generalną przed holenderską rejestracją! Norwegowie zagrali bowiem u nas dokładnie ten sam zestaw utworów podzielony na dwa akty (z 15 minutową przerwą) i po 6 dniach przerwy wyszli na tilburską scenę!

Słuchając tego, co mówił podczas holenderskiego występu frontamn Einar Solberg oraz czytając to, co napisał w książeczce wydawnictwa, nie można się dziwić, że to album dla nich szczególny. Bo dokładnie 15 lat wcześniej, w 2010 roku, w Holandii (Baarlo), grupa zagrała swój pierwszy koncert poza granicami swojego rodzinnego kraju (zresztą, tuż przed wykonaniem Passion Solberg robi publiczności mały quiz w tym temacie). Po latach grała tu już jako headliner w, wypełnionym po brzegi publicznością, kultowym klubie.

Co jeszcze świadczy o niecodzienności tego nagrania? Wraz z Melodies of Atonement formacja zrezygnowała z orkiestrowych form, które definiowały jej kilka ostatnich albumów. Dzięki temu na scenie są już tylko oni. Pięciu muzyków (tu z dodatkowym klawiszowcem, Harrisonem White’m), bardziej skupionych, wyrazistych i na swój sposób surowych w odbiorze. Jednak jak zawsze u nich, z niesamowitą energią.

Płyta (w recenzowanej edycji 2CD + Blu-ray) jest dowodem na to, jak ogromną drogę pokonał zespół, aby znaleźć się w tym miejscu. Fascynujący jest fakt, że Leprous osiągnął taki progres nie schlebiając fanom, oferując im bardziej przystępne dźwięki. Zresztą, mniej wprawiony słuchacz, na co dzień obcujący z nieco inną, bardziej uporządkowaną muzyczną materią, może - odpalając ten koncert i słuchając choćby rozpoczynających wszystko Silently Walking Alone i The Price – doznać niemałego zmieszania. Wszak pozornie tam się „nic nie zgadza”. Każdy muzyk gra swoją pieśń, jakby w innym tempie i z innym nerwem. Ale to właśnie u nich jest genialne. Plus niesamowita melodyka kojąca te ciężkości.

Ten występ ma także świetną produkcję. Z pewnością najbardziej profesjonalną w ich historii. Może i bez telebimów i z dość jednorodnymi światłami (dominuje biel), jednak bardzo ekspansywnymi. Do tego z wybuchającymi słupami ognia i dynamicznym ruchem scenicznym. To tu możemy zobaczyć na scenie, w zakończeniu Faceless, chór złożony z ich holenderskich fanów, który wypada wybitnie (wszak w Warszawie też było zjawiskowo).

W bonusie dostajemy niespełna półgodzinny wywiad z całym zespołem, w którym muzycy mówią między innymi o płycie Melodies of Atonement i reakcjach na nią, ulubionych kompozycjach w setliście, wspomnianej produkcji, czy wreszcie o swojej przyszłości. Wszystko oczywiście w zabawnej, pełnej dowcipów konwencji. A ci, którzy dotrwają do samego końca wywiadu zobaczą jeszcze kuluary Poppodium 013, przez które przechodzą artyści tuż po występie i dzielą się swoimi pierwszymi wrażeniami.