Każdy z nas skrywa jakieś tajemnice. Takie wstydliwe też. Na przykład fakt, że nie słyszało się żadnej płyty jakiegoś kultowego (albo uznawanego za taki) zespołu. Są tacy, którzy nie rozpoznaliby Metalliki, więc moja ignorancja względem Placebo nie jest chyba jakimś wielkim wyczynem. Owszem, gdzieś tam przelatywały piosenki choćby ze "Sleeping With Ghosts" czy ostatnio z "Battle For The Sun". Na dłuższą lekturę nigdy nie było okazji, chociaż patrząc na stada goth/gimbo-hipsterów kochających Placebo nie było mi do tego specjalnie spieszno. Teoretycznie dziwnie jest pisać recenzję nowego materiału tak uznanego składu nie mając się do czego odnieść, ale ciekawie będzie przeczytać co o "Loud Like Love" sądzi osoba "zielona", zupełnie nie uprzedzona i nie zaślepiona w słodkiej miłości do Brytoli.
Płyta była zapowiadana od ok. 2 lat. Co jakiś czas na fejsbuczkach i innych czaso-umilaczach wrzucane były nowe informacje, trailery, wypowiedzi muzyków etc. Cały ten hype nie zdał się na wiele, bo muzyka jest dość rozczarowująca. Owszem, brzmienie jest dość tłuste, zwłaszcza w warstwie gitarowej. Lirycznie poruszane tematy to miłość i jej wszelkie odcienie. Muzycznie niestety wiele nudą. Riffy, melodie, refreny, rytm - wszystko to dość wtórne, ograne wiele razy na scenie alternatywnego rocka i britpopu. Jednym z nielicznych wyróżników jest "Rob The Bank" - dynamiczny, z niezłymi melodiami i elektronicznymi dodatkami oraz energetycznym wokalem Briana Molko. Tak samo dość radosny jest utwór tytułowy, z ciekawymi smaczkami gitarowymi w tle. W momencie kiedy panowie zwalniają (np. "Too Many Friends", "Begin The End") robi się dość słabo, a czasami wręcz groteskowo (to chyba przez specyficzną manierę wokalną Briana). Są momenty, ale to tak jak w grze naszej ukochanej reprezentacji - kilka dobrych akcji, a cały mecz w czapę.
Chociaż ostatnio wzięło mnie na brytyjskie granie, płyta nie zrobiła na mnie jakiegoś oszałamiającego wrażenia. Tak jak pisałem na początku, nie umiem porównać jej do poprzednich wydawnictw, ale sądząc po słabych ocenach krytyków i tylko nieco lepszych opiniach fanów, "Loud Like Love" nie jest czymś, czym Placebo będzie się chwalić za 20 lat. Ultra fani gatunku i zespołu z pewnością ochrzczą album "mocnym kandydatem do płyty roku", reszcie polecam zakręceniem się za innymi produkcjami, które wyszły tego lata.