Queensrÿche to stary, bardzo zasłużony zespół dla progresywnego metalu, ale też zespół, który przeszedł liczne wzloty i spektakularne upadki. Było dużo zmian składów, kłótni, procesów sądowych i nawet przez chwilę dwa równolegle funkcjonujące zespoły o tej samej nazwie. W sumie kapela funkcjonuje od 1981 roku, to ma prawo do tych wszystkich perturbacji. Policzyłem moje wszystkie płyty, które zajmują na półce przegródkę z etykietą Queensrÿche i wyszło mi 12 sztuk. Podobnie jak większość najbardziej lubię płyty z okresu De Garmo-Tate, czyli „Operation:Mindcrime”, „Empire” i „Promised Land”. No cóż, Geoffa Tate i Chrisa De Garmo już nie ma w zespole a on funkcjonuje nadal, nagrywa płyty i koncertuje.
„Condition Hüman”, to druga płyta nagrana z nowym wokalistą Toddem La Torre i wydana w 2015 roku. To czternasty studyjny album zespołu i zarazem ostatni nagrany z perkusistą Scottem Rockenfieldem. Panowie zgodnie w wywiadach mówili, że jest to wspólne dzieło wszystkich pięciu muzyków. W wersji podstawowej płyta zawiera 12 utworów i trwa 53 minuty. Od razu napiszę, że zespół w tym składzie rokuje na przyszłość i ponownie po wielu latach chudych, można go słuchać z przyjemnością. Nowy wokalista radzi sobie bardzo dobrze, czasem nawet do złudzenia przypomina młodego Tate’a co wydawało mi się wręcz niemożliwe. To bardzo dobry nabytek dla zespołu, radzi sobie świetnie i jest też współautorem wielu utworów. Na kolejnej płycie zagrał również na perkusji, ale o tym może napiszę następnym razem.
Na płycie jest wiele melodyjnych gitar a także sporo technicznych progresywnych wstawek, czyli nic nowego w przypadku tego zespołu. Czuć nową energię, sporo jest ciężkich brzmień, częstych zmian metrum, są też gitarowe harmonie i podwójne solówki. Zdarzają się też wplecione dialogi, to wszystko co znamy ze starszych płyt. Zespół stara się nawiązać do swych najlepszych płyt i nawet w tekstach można to usłyszeć („Evolution calling” w utworze „Guardian”). Skoro już o tekstach wspomniałem, to traktują one o kondycji współczesnego człowieka i społeczeństwa. Możemy też usłyszeć o zagubieniu w cyfrowym świecie i nowoczesności, kontroli społecznej. Bunt jednostki wobec systemu, krytyka korporacji, brak empatii, to tematy na które już zespół wcześniej zwracał uwagę, czyli nic nowego, ale ważne, że są to teksty o czymś i mają sens. Moje ulubione utwory to "Bulletproof", "All There Was" i kończący płytę epicki tytułowy "Condition Hüman". W "Condition Hüman" słychać powrót zespołu do korzeni a gdy Todd śpiewa niżej, wolniej, to brzmi jak Tate. Muszę się przyznać, że w takim wydaniu najbardziej mi pasuje, chociaż te inne wyższe brzmienia też są ok.
Produkcją zajął się Chris "Zeuss" Harris i dobrze wykonał swoją robotę, płyta brzmi bardzo dobrze. Perkusja brzmi miejscami dość potężnie, gitary i bas też w porządku. Całość wydana bardzo przyzwoicie, jest książeczka w tekstami i zdjęciami, można ją ciągle kupić w przyzwoitej cenie, czego niestety nie można powiedzieć o pierwszej z Toddem wydanej w 2013 roku. Nie wiem jak to działa, ale czasem wytwórnie i muzycy narzekają, że ludzie nie kupują płyt, a jak się chce coś kupić, to już nie ma, bo nakład wyczerpany. Nie jest to płyta która po pierwszym przesłuchaniu od razu zagnieżdża się w umyśle, ale trzeba się w nią trochę wgryźć.
Reasumując, płyty słucha się dobrze, jest nadzieja na przyszłość. Nie jest to dzieło na miarę tych najlepszych, ale bardzo porządna pozycja. Dobrze, że zespół nadal istnieje i nagrywa. Ciesze się i będę kupował płyty, jeśli będą dostępne.