To piętnasty studyjny album zespołu i trzeci z nowym wokalistą Toddem La Torre. Płyta ukazała się w 2019 roku. Jest to też pierwsza płyta, na której zabrakło perkusisty Scotta Rockenfielda i zarazem ostatnia z gitarzystą Parkeram Lundgrenam. Jak widzimy ciągle jakieś zmiany personalne dotykają zespołu, ale trwają i nagrywają nadal. Todd La Torre nagrał partie perkusji podczas absencji Scotta Rockenfielda. Jeśli chodzi o mnie osobiście, to była to pierwsza płyta Queensrÿche jaką kupiłem po odejściu Geoffa Tate. Panowie przygotowali nam 10 utworów trwających łącznie 44 minuty.

W listopadzie 2018 roku ukazał się pierwszy singiel z tej płyt pt. "Man the Machine". Następnie w styczniu 2019 roku wyszedł drugi singiel "Dark Reverie", wtedy zobaczyłem teledysk do tego utworu i spodobał mi się na tyle, że postanowiłem kupić płytę. Od razu napiszę, że nadal jest to mój ulubiony utwór z tej płyty, do której muzykę i tekst napisał Parker Lundgren.
"Dark Reverie" to melancholijna ballada z mocnym refrenem, świetnie zagrana i zaśpiewana.
Gdy Todd La Torre śpiewa „We all fall, We all hurt, We all bleed”, a potem słyszymy gitary, to jest to dla mnie kwintesencja zespołu jaki lubiłem od dawna. Bez dwóch zdań najlepsza kompozycja na płycie i już wtedy żałowałem, że Parker Lundgren postanowił rozstać się z zespołem, ale co robić…
Trzeba pochwalić Wiltona i Lundgrena za ciepłe brzmienie gitar i świetne techniczne harmonie.
Oprócz tego wszystkiego co już znamy pojawiają się na płycie też nowe subtelne wschodnie akcenty jak chociażby w utworze "Inside Out". Z kolei w „Propaganda Fashion" możemy usłyszeć trochę cięższych grunge' owych brzmień z lat 90ych.

Częste zmiany tempa i bardziej złożone struktury słychać w utworach „Bent”i „Launder the Conscience". Ciekawy jest też rozpoczynający płytę „Blood of the Levant, bardzo energetyczny", z potężnymi riffami i świetnie zaśpiewany. Todd La Torre dobrze się sprawdził zarówno w roli wokalisty jak i perkusisty. W jego śpiewie mniej słychać nawiązań do poprzednika, a bardziej jego własny styl.

Cały album to powrót zespołu do głębszych progresywnych korzeni. Płytę ponownie wyprodukował Chris "Zeuss" Harris i na jego pracę nie możemy narzekać, bo spisał się świetnie, całość brzmi bardzo dobrze. Do jego obowiązków należały też: inżynieria dźwięku, miks, mastering. Jeśli chodzi o teksty, to w sumie nic nowego. Tematyka kręci się wokół zagadnień społeczno-politycznych. Geopolityka, wojny, mechanizmy manipulacji społeczeństwem, a także depresja, wewnętrzne niepokoje. Dehumanizacja i zacieranie się różnic pomiędzy maszynami a ludźmi, to tematy już poruszane wcześniej i bardzo cieakawe. Słucha się tego całkiem przyjemnie, mam już tę płytę od lat i nie znudziła mi się. Wydanie staranne, zawiera książeczkę z tekstami, wszystko utrzymane w czarnych odcieniach. Dziwne, że nie ma ani jednego zdjęcia zespołu, ale pewnie taka była koncepcja.

Reasumując, pomimo kolejnych zmian personalnych zespół przetrwał, nagrywa, koncertuje i mnie to cieszy.