Po półtora roku od debiutanckiego albumu FatherSon Ryszard Kramarski powraca do artystycznej kolaboracji ze swoim synem Michałem. W sumie, nie powinno to dziwić, bo lider Millenium był niezwykle zadowolony z tej współpracy a kolejne „wdrażanie” w ten progresywny świat młodszego z Kramarskich było coraz intensywniejsze. Wszak Michał pojawił się zaraz gościnnie na albumie Alice tRKproject a potem na wyjątkowym, jubileuszowym koncercie Millenium, zapisanym zresztą dla potomności jako Universum.

Jak wygląda ten drugi album? Z jednej strony wielkich zaskoczeń nie ma. W dalszym ciągu jesteśmy w progresywnym świecie Ryszarda Kramarskiego, w którym ładne, melodyjne kompozycje, zwykle utrzymane w niespiesznych tempach, ozdobione solowymi popisami gitarowymi czy klawiszowymi, są wspólnym mianownikiem dla wszystkich jego projektów. Z drugiej strony, trudno nie zauważyć pewnych niuansów, które nadają tej płycie odmienności.

Przede wszystkim, mamy tu więcej dłuższych, 6-7 minutowych, rozbudowanych kompozycji. Do tego, Kramarski zrezygnował w tym projekcie z programowanej perkusji. W ten sposób, cóż by nie powiedzieć, partie Grzegorza Bauera dodają całości nieco większej organiczności i naturalności.

Można też chyba zaryzykować, że nieco więcej tu brzmień kłaniających się latom osiemdziesiątym, które czuć w klimacie kilku kompozycji. Najdobitniej zauważalne jest to oczywiście w utworze The Magical 80’s, który nie tylko jest nostalgicznym hołdem dla tych lat wyrażonym w tekście. Bo Michał „dialoguje” tu wokalnie ze sobą (drugi głos, znacznie wyższy, jako swoisty „chórek”,), jak w kompozycjach z tamtej dekady, a już figura bębnów w drugiej minucie, za chwilę uzupełniona wokalem z wokoderem, to ewidentne puszczenie oka do tych doskonale znających kultowe już Collinsowskie przejście w In The Air Tonight. Sporą odmianą dla twórczości szefa Lynx Music jest też przedostatni tu Where Do We Go?, zaskakujący fajnym jazzowym solo na pianinie, mogącym być dobrą bazą do improwizatorskich zabaw podczas ewentualnych koncertowych wykonań.

Warto zwrócić uwagę na kompozycję Hachiko, odwołującą się do autentycznej historii wiernego psa. Tak sobie pomyślałem, że o ile w tRKprojekt Kramarski odwołuje się do klasycznych dzieł literatury, to tu dotknął opowieści, którą szczególnie spopularyzował słynny film z 2009 Mój przyjaciel Hachiko. Wyróżniam ten utwór, gdyż dodatkowo jego obecność na płycie została podkreślona stosowną grafiką zdobiącą tył digipaka. A sama kompozycja, zgodnie ze wzruszającą tematyką, ma dość nostalgiczny charakter. Rozpoczęta od łkającej, jakby Latimerowskiej, gitary dopiero w drugiej części ożywia się rytmicznie, choć zachowuje ten melancholijny klimat. Zresztą, skoro mowa o tekstach, mocno uogólniając, sporo w nich rozczarowania czasami, w których przyszło nam żyć i niepokoju o to, w którą stronę zmierza współczesne społeczeństwo.

Pharmakon to niewątpliwie kolejna płyta, która nie rozczaruje fanów projektów Ryszarda Kramarskiego. Ja jednak liczę na to, że na trzecim albumie FatherSon Michał Kramarski doda do projektu nieco swoich inspiracji i pomysłów na muzykę. Ciekawy jestem takiego bardziej odważnego, muzycznego i międzypokoleniowego mezaliansu.