Piętnasty studyjny album Evergrey ukazał się nieco ponad miesiąc temu w dość szczególnym okresie dla formacji. Przypomnijmy, że po wydanej w 2024 roku płycie Theories of Emptiness odszedł wieloletni perkusista zespołu Jonas Ekdahl, a dwa miesiące przed wydaniem najnowszego albumu ogłoszono oficjalne rozstanie z formacją gitarzysty Henrika Danhage, który współtworzył ją przez ponad dwadzieścia lat. Wkrótce potem, przy okazji premiery nowego singla zapowiadającego tę płytę, ogłoszono, iż pełnoetatowym członkiem zespołu będzie znany ze Scar Symmetry i współpracy z Devinem Townsendem, Stephen Platt, który już wcześniej był koncertowym gitarzystą Szwedów.

Te dość istotne zawirowania personalne nie wpłynęły jednak jakoś znacząco na styl i jakość nowej muzyki progmetalowców z Göteborga, którzy oddali fanom kolejne epickie dzieło. Jak zwykle u nich bardzo mroczne w warstwie lirycznej, skupiającej się na ludzkiej psychice, wzajemnych relacjach oraz braniu odpowiedzialności za własną przyszłość. Sam tytuł albumu odnosi się do faktu, iż każdy z nas jest architektem własnej przyszłości i bez względu na to, w jak trudnej sytuacji życiowej się znajduje, zawsze może podjąć działania, aby stać się najlepszą wersją samego siebie. Warto przy tej okazji dostrzec delikatną różnicę między tytułem albumu Architects of A New Weave a mieszczącym się na płycie singlem Architects of The New Weave, która nie jest przypadkowa. Bo o ile tytuł krążka jest swoistym zaproszeniem dla każdego do znalezienia własnej drogi, tak utwór tytułowy został napisany z bardzo osobistej perspektywy Toma S. Englunda i opowiada o jego własnym życiu.

Pod względem muzycznym też jest niezwykle mocno, choć trudno mówić o jakichś zaskoczeniach. Grupa już dawno ukształtowała swój muzyczny świat pełen ciętych, chłoszczących, gitarowych riffów, mrocznych wokali, potężnych perkusyjnych form i nadających patetyczności klawiszowych teł. Już kilka albumów temu zespół odszedł od większej surowości i dynamiki na rzecz epickiej wzniosłości, popartej ujmującymi melodiami. I taka jest ta płyta. Bez słabych momentów, choć ze zrozumiem przyjmę utyskiwania tych, którzy zaczną dostrzegać zjadanie własnego ogona i powtarzanie już pewnych schematów.

Trudno jednak przejść obojętnie obok kilku ewidentnych kompozycyjnych petard, które na długo mogą zagościć w koncertowej setliście formacji. I tu trzeba wymienić The Shadow Self, The World Is On Fire, Leaving The Emptiness, zawierające jedne z najlepszych evergreyowych refrenów ostatnich lat, czy wreszcie kapitalny A Burning Flame, którego smaczkiem jest gościnny udział Mikaela Stanne z Dark Tranquillity. Niejako po przeciwnej stronie muzycznej wrażliwości mamy potężną, ociekającą patosem balladę Call Off Your Lions.

Recenzowana edycja zawiera bonusowy dysk z utworami Heights i znanym z Theories of EmptinessOne Heart, nagranym jednak już bez Henrika Danhage, a także albumową wersję wydanego w 2025 roku singla OXYGEN!. Dodatkowo jest na nim wersja demo utworu Longing, instrumentalne Leaving The Emptiness, a także koncertowa odsłona znakomitego Falling From The Sun.

I na koniec ciekawostka. Albumowa książeczka w digipaku włożona jest do góry nogami, co może wskazywać na błąd drukarski. Okazuje się jednak, że jest to celowy zabieg koncepcyjny, symbolizujący spojrzenie na świat z innej, wywróconej do góry nogami perspektywy.