Nie pisaliśmy jeszcze w naszym recenzyjnym dziale o tej formacji, ale czas najwyższy to zrobić. A okazje po temu są dwie. Po pierwsze, w czerwcu, nakładem naszego rodzimego Oskara, ukazało się trzecie wydawnictwo zespołu, a po drugie, grupa już za miesiąc, 5 września, po raz pierwszy zagra w Polsce, dając koncert na ProgRockFest w Legionowie.

Czas zatem krótko ich przedstawić. Alcántara to sycylijski zespół założony w Katanii w 2019 roku przez Francesco Ventiego i Sergio Manfrediego Sallicano. Muzycy mają na swoim koncie wydany w 2020 roku debiut Solitaire oraz opublikowany pięć lat później krążek Taman Shud.

To recenzowane niżej wydawnictwo swoim tytułem, In Concert, mówi wiele i pokazuje Alcántarę bardziej kompleksowo i z nieco innej brzmieniowej strony, oddaje jednak to, co w ich muzyce jest najpiękniejsze.

Dźwięki, które tu słyszymy zostały zapisane w czerwcu tego roku w katańskim Zō Centro Culture Contemporanee. Muzycy nie podają w książeczce więcej szczegółów, ale – jak wynika z informacji płynących z ich mediów - koncert odbył się 13 czerwca, zaś wydawnictwo w rekordowym tempie… 19 czerwca trafiło już do sprzedaży! Jego konstrukcja jest dość prosta. Artyści najpierw w całości wykonują płytę Tamam Shud a po niej cztery kompozycje z Solitare.

Ich muzyka to oczywiście progresywny rock, zwykle niespieszny, utrzymany w średnich tempach, z dużą dozą melancholii, nostalgii i klimatyczności, choć nie brak w niej i bardziej zadziornych tematów (takie Distant Star jest bardzo Jeżozwierzowe ale i… ciut Karmazynowe). Przez wiele utworów przewija się swoista oniryczność i psychodeliczność, sięgająca głęboko w lata siedemdziesiąte (posłuchajcie Sail). Ma ta muzyka też nieco z bluesa i pewnej filmowej ilustracyjności. Jednak nad całym albumem unosi się wszechobecny duch Pink Floyd słyszalny nie tylko w wyrazistych, pięknych melodiach ale i zgrabnie skrojonych partiach gitary solowej. Nieprzypadkowo w pewnym momencie Sergio Manfredi Sallicano, wymieniając muzyków zespołu, przedstawia gitarzystę jako… Salvo „El Gilmour” Di Mauro. Warto też zwrócić uwagę, że partie wokalne w Alcántarze wykonywane są zarówno w języku angielskim, jak i włoskim.

Najpiękniejsze kompozycje? Obowiązkowo otwierająca całość TerryG, taka motoryczna i transowa, fantastycznie wprowadzająca w klimat występu, a pod sam koniec występu After The Flood, z cudnymi solówkami gitarowymi. Warto też dotrwać do samego końca, bowiem w finale koncertu, tuż po wybrzmieniu Seasons, grupa wykonuje subtelny fragment klasyka z lat 30-tych XX wieku, Dream A Little Dream Of Me, spopularyzowanego później przez Mamas & the Papas.

Fajnie brzmi ten sycylijski prog z tą koncertową przestrzenią i tym koncertowym pogłosem. Wierzę, że już niebawem w Legionowie także tego doświadczymy.