ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Recenzja albumu Exodus ─ The Most Beautiful Day w serwisie ArtRock.pl

Exodus — The Most Beautiful Day

 
wydawnictwo: Polskie Nagrania "Muza" 1980
 
1. Ci wybrani [4:40]
2. Stary Noe [4:22]
3. Złoty promień słońca [5:15]
4. Widok z góry najwyższej [5:40]
5. Ten najpiękniejszy dzień [19:11]:
- Leśne wspomnienie
- Czas już iść
- Wyścig z czasem
- Najpiękniejszy dzień
 
skład:
Andrzej Puczyński – gitara, gitara dwunastostrunowa, gitara basowa, syntezator, śpiew dodatkowy
Wojciech Puczyński – gitara basowa, gitara elektryczna
Paweł Birula – śpiew, gitara dwunastostrunowa
Władysław Komendarek – instrumenty klawiszowe, syntezatory, śpiew dodatkowy
Zbigniew Fyk – perkusja, śpiew dodatkowy
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Dobra, godna uwagi produkcja.
,2
Więcej niż dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,5
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,6
Arcydzieło.
,2

Łącznie 16, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
13.11.2023
(Gość)

Exodus — The Most Beautiful Day

Kiedy w latach 60-tych i 70-tych wybuchła na świecie rockowa rewolta, wielu rodaków w kraju nad Wisłą mogło pomarzyć o swobodnym dostępie do muzyki zza Żelaznej Kurtyny. W takiej sytuacji co bardziej sprytni obchodzili system, szmuglując nielegalnie za pazuchą muzyczne nowości. Powszechne stało się spraszanie sąsiadów lub kolegów do wspólnego słuchania winyli. 

W nie lepszej sytuacji byli artyści, którym władza komunistyczna, z obawy przed wybuchem rewolucji, ograniczała swobodę wypowiedzi artystycznej poprzez utrudnianie im możliwości wypromowania. Pod tym względem w najgorszej sytuacji znaleźli się muzycy rockowi. Jednym z przejawów jawnej dyskryminacji ze strony politycznego reżimu była konieczność czekania (częstokroć latami) na nagranie i publikację własnej długogrającej płyty. Jak dobrze wiemy, w czasach PRL-u pierwszeństwo wypowiedzi mieli posłuszni systemowi wykonawcy.

Nadzieję na przełom w tej kwestii przyniósł ruch Muzyki Młodej Generacji, promujący młode, zdolne zespoły, które nie mogły liczyć na wsparcie ze strony rządzących.

Warszawski Exodus, założony jesienią 1976 roku, był kluczową formacją tamtego okresu. Wtedy do braci Puczyńskich (jeden grał na basie, drugi na gitarze elektrycznej) dołączył zdolny instrumentalista, Władysław Komendarek. Spotkanie z nim dało rodzeństwu poczucie, że oto właśnie spotkali właściwego człowieka na właściwym miejscu, bowiem cała trójka miała bardzo zbieżną wizję tego, co chcieliby w muzyce osiągnąć. Trio szybko rozpoczęło poszukiwania bębniarza. W tym celu jeździli po całej Polsce, obserwując różnorodne występy. Podczas jednego z nich dostrzegli zdolnego perkusistę Zbigniewa Fyka i zaproponowali mu angaż do powstającej właśnie kapeli, na co ten przystał bez wahania.

W pierwszej fazie swojej egzystencji kwartet podczas swoich występów raczył publiczność głównie standardami rockowymi (grali m. in. Deep Purple czy ELP), jednocześnie pracując nad własnym stylem. Punktem wyjścia miał być rock progresywny. Wtedy na jeden z ich koncertów przyszedł Paweł Birula, członek pochodzącego z Krakowa awangardowego Teatru Stu, obdarzony charakterystycznym, wysokim sopranem, podobnym pod względem barwy do Jona Andersona, wokalisty grupy Yes. Show tak bardzo przypadło mu do gustu, że napisał list do muzyków z prośbą o nawiązanie współpracy (zaproponował im wtedy przejęcie wokalu). W ten oto sposób skład został uzupełniony o brakujące ogniwo.

Wówczas też zaczęły powstawać pierwsze autorskie utwory. Słowa do piosenek napisał Andrzej Puczyński wraz z Małgorzatą Maliszewską (znajomą Puczyńskiego, będącą pod wielkim wrażeniem emocjonalnego przekazu muzyki rzeczonej kapeli).

W tamtym czasie znalezienie studia nagrań, na które muzycy nie musieliby czekać latami stanowiło nie lada wyzwanie. W związku z powyższym artyści postanowili własnym sumptem zorganizować miejsce na zarejestrowanie materiału. Swoją pomoc zaoferował im Andrzej Poniatowski, znajomy Andrzeja Puczyńskiego, właściciel przenośnego studia nagraniowego umieszczonego w przyczepie kempingowej, należącej do bluesrockowego zespołu Klan. Nie dysponując ani wiedzą, ani doświadczeniem w technikach nagrywania, formacja utrwaliła na taśmach około 70 minut muzyki. Z kolei podkłady kwartet przygotował w warszawskim klubie Riwiera-Remont (po czym wokale zostały dograne w domu Poniatowskiego).

W efekcie wspólnej pracy powstało kilka suit rockowych w formacie awangardowego rocka („Nadzieje, niepokoje”, „Oda do nadziei”, „Gonitwa myśli”), a także krótsze formy („Uspokojenie wieczorne”, „Powiedz mi Różo”, czy „Pieśń na drogę”), wśród tych drugich największą popularność zdobyły: singlowe „Uspokojenie wieczorne”, „To co pamiętam” oraz „Niedokończony sen”.

Oprócz studyjnych nagrań zespół brał udział w licznych występach na wielu festiwalach (warto tu wymienić choćby Międzynarodową Konfrontację Muzycznych Pop Session w 1978 roku w Sopocie, a także liczne występy za granicą, w tym m. in. ZSRR, RFN i na Węgrzech), co w ostateczności pomogło muzykom nie tylko wypromować zespół, ale też znaleźć chętnego wydawcę na ich debiutancki krążek. Wobec nieustępliwości kwintetu oraz ogromnej popularności, jaką Exodus zdobył w tamtym czasie, Polskie Nagrania ostatecznie zaprosiły formację do swojego studia, gdzie w komfortowych warunkach mogła w końcu zarejestrować piosenki, które w ostateczności trafiły na „The Most Beautiful Day”.

Patrząc na zawartość rzeczonego zestawu piosenek, trudno nie zauważyć podziału płyty na dwie części. Pierwsza – piosenkowa, w której dominują utwory nieprzekraczające 5 minut, natomiast drugą część zajmuje 19-minutowa kobyła. Co oczywiste, taki zabieg wynikał z limitu czasowego na każdą stronę winyla.

Krążek otwiera utwór "Ci Wybrani", który zachwyca intrygującymi figurami instrumentów klawiszowych, wspartymi delikatnymi liniami melodycznymi elektrycznej gitary oraz oryginalnie prowadzoną sekcją rytmiczną, z lekką nutką hardrockowego zadzioru. Na uwagę zasługują także fajne harmonie wokalne oraz dopracowana brzmieniowo całość.

Jego następcą jest akustyczna ballada "Stary Noe", rozpoczynająca się dźwiękami burzy i deszczu, po których wchodzi powabna gitara Pawła Biruli i jego delikatny śpiew, przypominający swoją barwą głos Jona Andersona. Komendarek tworzy tutaj subtelne tło na swoich syntezatorach, natomiast bas Wojciecha Puczyńskiego przyciąga uwagę swoją melodyką, przez co song wypada wyśmienicie.

"Złoty promień Słońca" wprowadza słuchacza w nowy świat dzięki nietypowej linii melodycznej instrumentów klawiszowych i pulsującemu groovowi Zbigniewa Fyka. Gitara Pawła Biruli, choć pełniąca rolę tła, wyróżnia się tu emocjonalnym przekazem. To bez wątpienia jeden z mocnych kandydatów na hit.

Wytchnienie przynosi „Widok z góry najwyższej”, gdzie oryginalna linia melodyczna klawiszy Komendarka przeplatana jest delikatnym tłem gitary elektrycznej, przywodzącej na myśl styl gry Steve'a Hackett'a z Genesis. Melodia, choć niespieszna, stopniowo przenosi słuchacza we właściwą część, w której zwiewna gra basu, porywające figury gitary elektrycznej oraz syntezatorów dynamicznie operują nastrojem słuchacza. Jest to kolejny mocny punkt na omawianym krążku.

Płytę zamyka 19-minutowa tytułowa suita. Rozpoczyna ją agresywny riff, uzupełniony sinusoidalnym syntezatorem pana Komendarka. Melodia stopniowo wprowadza słuchacza w główną sekcję, gdzie lekka gra basu, poruszające figury gitary elektrycznej oraz syntezatorów dynamicznie operują nastrojem słuchacza. Po kilku minutach rockowa galopada gładko przechodzi we właściwą część suity. Po refrenie zespół zmienia klimat, w którym Władysław Komendarek kreśli porywające figury na swoich klawiszach, aż do momentu, kiedy następuje wyciszenie, uzupełnione przez gitarowe plamy dźwiękowe. W tym miejscu trudno nie odnieść wrażenia, że zespół uwielbia nie tylko tworzyć wielkie struktury, ale również zabawę formą. Po chwili do słuchacza dociera delikatny śpiew:

I słowa i myśli nieważne są już

Miej serce otwarte a szczęście może jest obok tuż

To jeden z magicznych momentów na płycie, gdzie ciarki przepływają po całym ciele, niczym fale. W tym miejscu zespół bardzo zbliżył się pod względem struktury oraz nastroju do  „The Gates Of Delirium” grupy Yes. Nie jest to dalekie od prawdy, bowiem zespół otwarcie deklarował czerpanie wzorców m. in. właśnie z tej formacji.

W tym momencie suita pozornie zdąża do podniosłego finału, jednak kwintet ponownie zmienia klimat, wracając do figur zagranych w poprzednich częściach. Utwór ponownie nabiera rozpędu, by po kilku minutach złapać oddech. W tym klimacie Biruła wraca do przytoczonej przed chwilą wyśpiewanej frazy prowadząc suitę ku patetycznemu zakończeniu. Wspaniały kawałek i zdecydowanie najlepsza suita Exodusu.

Pod względem lirycznym album prezentuje refleksje na tematy egzystencjalne, częstokroć mające odniesienia do biblijnego przekazu. Na przykład w „Starym Noe” zespół próbuje odpowiedzieć na pytanie czym jest wiara i zaufanie w Bożą Opatrzność. Z kolei w „Ci Wybrani” znajdujemy obraz PRL-owskiej rzeczywistości, ubrany w biblijne odniesienia: przemienienia wody w wino (partyjna wierchuszka), budowania Arki (osoby, które budowały wokół siebie bezpieczną przystań). Natomiast „Złoty promień Słońca” stanowi zachętę, by wziąć życie w swoje ręce. W tym kontekście wspaniałym uzupełnieniem jest suita „Ten najpiękniejszy dzień”, w której podmiot liryczny rozsnuwa przed słuchaczem wizję przemiany życia, o ile ten zwalczy w sobie lęk. Doskonałym uzupełnieniem tego obrazu jest „Widok z góry najwyższej”, gdzie w alegorię górskiej wspinaczki wpleciona jest refleksja nad konsekwencjami zwycięstw i porażek w ludzkim życiu. 

„The Most Beautiful Day” odniosło wielki sukces, podbijając serca ponad 200 000 słuchaczy, tym samym ugruntowując pozycję Exodusu na rodzimym rynku. Po wydaniu krążka warszawski band wyjechał w udaną trasę koncertową, której punkt kulminacyjny stanowił widowiskowy koncert Rocking Jamboree w Sali Kongresowej, gdzie rozentuzjazmowana publiczność śpiewała z zespołem jego przeboje (fragmenty tego występu zostały zarejestrowane i wydane po latach na DVD pod tytułem „A Ray Of Sunshine”).

Na album trafiło w ostateczności tylko 5 numerów. Nie znaczy to wcale, że w trakcie sesji nagraniowych w latach 1979-1980 zespół nie nagrał dodatkowego materiału. Wśród utworów z sesji do „The Most Beautiful Day” zostały zachowane takie kawałki jak: nostalgiczny „Spacer z psem”, przebojowy „Pan Verne jednak rację miał”, czy pokręcony „Wagabunda”.

Podsumowując podstawową zawartość rzeczonej płyty można powiedzieć, że Exodus wyprodukował spójny i starannie przemyślany album, zarówno pod względem muzycznym jak i literackim. Nie należę do grona osób szufladkujących styl zespołu jako rock symfoniczny (wprawdzie grupa w latach 70-tych popełniła kilka wielkich form muzycznych, ale swoje brzmienie oparła raczej na syntezatorach, aniżeli sekcji symfonicznej). Dlatego też trudno mi nazwać ich styl rockiem symfonicznym. W mojej ocenie jest to raczej wysokiej próby rock progresywny. Choć styl formacji wskazywał na silny wpływ muzyki grup zza Żelaznej Kurtyny (których nota bene muzycy namiętnie słuchali), to w oczach prasy zespół był nowym i niezwykle ciekawym zjawiskiem na rodzimym rynku muzycznym.

Choć po latach brzmienie „The Most Beautiful Day” trąci nieco myszką, broni się jako zwarty, doskonale dobrany zestaw piosenek. Zespół nabrał wprawy po kilku latach spędzonych w studiach nagrań, dostarczając słuchaczowi materiał wysokiej klasy, pełen emocji, dynamizmu i stanowiący jednocześnie świadectwo dojrzałości oraz świadomości muzycznej poszczególnych członków. Exodus nie tylko udowodnił, że potrafi pisać przebojowe piosenki, ale też lubi bawić się formą i przełamywać schematy. Stąd też recenzowany krążek polecam nie tylko fanom rocka progresywnego, lecz przede wszystkim miłośnikom dojrzałej muzyki, opartej o sprawdzone patenty i wypełnionej po brzegi wielkimi emocjami i dojrzałą warstwą liryczną. Nie będziecie zawiedzeni. Bardzo dobra pozycja.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
Mgławica Koński Łeb - Barnard 33 by Naczelny
© Copyright 1997 - 2024 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.