Niezwykle bogaty w wydawnictwa Neala Morse'a jest mijający rok. Artysta wydał wszak album Sola Gratia, materiał zatytułowany Hope And A Future, wraz z Portnoyem i Georgem pochwalił się trzecią odsłoną cyklu Cover To Cover a 4 grudnia wypuścił kolejne w swojej dyskografii wypasione wydawnictwo koncertowe Jesus Christ The Exorcist - Live At Morsefest 2018.
 
Rzecz wpisuje się w wydawane niemalże regularnie rejestracje koncertów organizowanych podczas cyklicznej imprezy Morsefest. 15 września 2018 roku w Cross Plains w Tennessee artysta zdecydował się zagrać po raz pierwszy w całości na żywo progresywno rockowy musical Jesus Christ The Exorcist. Tę niemalże rockową operę Morse stworzył już w 2009 roku jednak dopiero dziesięć lat później znalazła się ona na dwupłytowym studyjnym wydawnictwie. Ciekawostką jest zatem to, że tak naprawdę koncertowa wersja Jesus Christ The Exorcist jest pod względem rejestracji wcześniejsza, choć wydana już po albumie studyjnym.
 
Tematycznie Jesus Christ The Exorcist jest po prostu opowieścią o życiu Jezusa a poszczególne kompozycje odnoszą się do słynnych wątków znanych z Nowego Testamentu. Dwugodzinny koncert w kościele New Life Fellowship jest zatem przede wszystkim swoistym religijnym misterium. Widać to po pełnych emocji i wzruszeń zachowaniach Neal'a Morse'a ale także towarzyszących mu artystów. Pomijając jednak te religijne wątki dostajemy przygotowany z dużym rozmachem rockowy spektakl. Czegóż my tu nie mamy?! Chór, kwartet smyczkowy, sekcję waltornii, mnóstwo wokalistów otwarzających poszczególne role a nawet dwie tancerki (w tej roli córka i synowa Morse'a). Trzon zespołu stanowią stali współpracownicy Morse'a z jego zespołu: Bill Hubauer, Randy George oraz Eric Gilette. Co ciekawe, ten znany z The Neal Morse Band gitarzysta gra tutaj na perkusji (!) godnie zastępując Mike'a Portnoya. Z kolei obowiązki gitarzysty przejął świetnie się prezentujący Paul Bielatowicz.
 
Ten koncert pokazuje z nieco innej strony samego Morse'a. Bo choć tradycyjnie znajduje się on w centrum sceny za klawiszowym zestawem, to jednak nie odgrywa głównej roli. Tylko chwilami jest głównym wokalistą, tym razem przede wszystkim, oprócz gry na instrumentach, dyryguje (dosłownie!) wydarzeniami na scenie. Bardzo dobrze w tytułowej roli Jezusa pokazuje się Ted Leonard (Spock's Beard, Enchant), przekonujący jako Judasz jest Nick D'Virgilio, najwięcej jednak ciepła i takiego duchowego uroku wnosi delikatna Talon David w roli Marii Magdaleny. 
 
Pod względem muzycznym to kolejny przemyślany w szczegółach przez Morse'a koncept, pełen aranżacyjnego bogactwa, zmian nastrojów i wzruszających melodii. W przeciwieństwie do dzieł sygnowanych nazwą The Neal Morse Band to rzecz nieco mniej rockowa, bardziej symfoniczna i gospelowa. Momentów jest tu mnóstwo, choćby przepiękne Free At Last, przejmujące The Greatest Love Of All albo wzniosłe Love Has Called My Name. Z drugiej strony trudno pominąć zaskakujące The Madman Of The Gadarenes okraszone popisem kilku wokalistów śpiewających unisono.
 
Całość zgrabnie sfilmowano (na oświetlonej ciekawie scenie, za którą umieszczono ekran z wyświetlanymi wszystkimi tekstami, obserwujemy precyzyjnie wszystkich wykonawców) i obdarzono dobrym brzmieniem. Jako bonus dostajemy godzinny dokument Jesus Christ The Exorcist: Behind The Curtain z wypowiedzimi muzyków oraz przebitakami z prób przed spektaklem. Do pudełka Blu-ray dodano książeczkę z bogatym wyborem zdjęć z koncertu. Wartościowe wydawnictwo.