ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Myslovitz ─ 1.577 w serwisie ArtRock.pl

Myslovitz — 1.577

 
wydawnictwo: EMI Music Poland 2013
 
01."Telefon" - 6:18
02."Prędzej później dalej" - 4:18
03."Wszystkie ważne zawsze rzeczy" - 3:49
04."Koniec lata" - 5:04
05."Trzy procent" - 4:08
06."Jaki to kolor?/GFY" - 3:19
07."Jaki to kolor?/4.00" - 4:31
08."Trzy sny o tym samym" - 5:08
09."Szum" - 3:45
10."Być jak John Wayne" - 7:44
 
Całkowity czas: 48:04
skład:
Michał Kowalonek – śpiew, gitara
Wojciech (Wojtek) Powaga – gitara
Przemysław (Przemek) Myszor – gitara, instrumenty klawiszowe
Jacek Kuderski – gitara basowa
Wojciech (Wojtek, „Lala”) Kuderski – perkusja
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,2
Album słaby, nie broni się jako całość.
,3
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,2
Niezła płyta, można posłuchać.
,2
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,4
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,13
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,3
Arcydzieło.
,3

Łącznie 33, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
07.06.2013
(Gość)

Myslovitz — 1.577

Informacja o odejściu z Myslovitz Artura Rojka była wielkim szokiem. Nie tylko dla fanów grupy, ale także dla całej branży muzycznej. OK, nie zawsze w zespole układało się dobrze (dobitnie ukazała to biografia Życie to surfing autorstwa Leszka Gnoińskiego), ale nikt nie spodziewał się tego w takim momencie. Po wydaniu Nieważne jak wysoko jesteśmy… muzycy wszem i wobec ogłaszali, że to jedynie pierwsza część większej całości. Można było się wtedy domyślać, że nastał dobry czas dla zespołu. Prawda okazała się inna. Fani nie mają jednak co płakać – nowy materiał (z Michałem Kowalonkiem przy mikrofonie) zaprzecza tezie, że Myslovitz bez Rojka nie ma racji bytu.

 Zacznijmy od nowego nabytku. Nie będę ukrywał – obawiałem się, że następca będzie chciał bezmyślnie kopiować charyzmatycznego poprzednika. Obawy były jednak bezpodstawne. Kowalonek (znany z grupy Snowman) idealnie wpasował się do muzyki zawartej na 1.577. A ta jest wprost wyborna.

Pierwszy utwór daje dobre wyobrażenie o zawartości dziewiątego albumu studyjnego Myslovitz. Teksty mniej depresyjne niż na poprzedniku. Za to muzyka wydaje się być spokojniejsza. Telefon to przepięknie (to gwizdanie - majstersztyk) snująca się ballada, której nie powstydziłby się sam Chris Martin z Coldplay. Za kilkanaście lat będziemy mówić, że to jeden z najważniejszych utworów w karierze. Prędzej, później, dalej to zwrot ku klimatom nowofalowym z taneczną pulsacją (prosiłbym na następnej płycie o więcej takich tanecznych klimatów). Chłopaki przyznają się do inspiracji grupą Editors. Dużo w tym racji (polecam posłuchać utworu Munich z repertuaru Anglików). Następny w kolejce, Wszystkie ważne zawsze rzeczy, przenosi słuchacza do popowych lat sześćdziesiątych. Mimo że to najmniej przekonujący utwór na płycie, warto pochylić się nad zapadającym w pamięć refrenem: Wiesz, że droga ta/ między nami długa nie jest i tak/ tylko długo trwa/ bo cały czas/ między ty i ja bardzo długie jest i. Utwory numer cztery i pięć należą do moich ulubionych. Pierwszy z nich jest nasiąknięty elektronicznymi dodatkami. Dobrze to koresponduje z lekko depresyjną warstwą słowną autorstwa Przemka Myszora. Trzy procent cieszy najbardziej. To po prostu w stu procentach klasyczny Myslovitz (okres Korovy Milky Bar?). Ponadto znajduje się w nim fraza, która najbardziej utkwiła mi w głowie: Każdy jakieś miejsce ma/ każdy lecz nie ja.

Niewątpliwie punktem kulminacyjnym jest dwuczęściowy Jaki to kolor. Część pierwsza jest bardzo senna. Wolno się rozkręca. Z kolei druga to kompletne przeciwieństwo – mocniejsza muzycznie i słownie (wokalista rzuca nawet ostrym go fuck yourself). Trzy sny o tym samym lokuje się w podobnym klimacie jak numer sześć. No i ten tekst rozliczeniowy – najważniejszy na płycie. A Szum? Najwięcej zawdzięcza brytyjskiej muzyce lat dziewięćdziesiątych.  1.577 zamyka utwór najbardziej zaskakujący – odjechany Być jak John Wayne. Słoneczna psychodelia, z chórkami na początku, nasuwająca skojarzenia z późnymi Beatlesami.

Nowy album przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Na chwilę obecną – najmocniejszy konkurent dla Dr Misio w walce o miano najlepszej polskiej płyty tego roku. Myslovitz wrócił z tarczą.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.