Zaskakująco dobry debiut. Na dodatek z krakowskiego Lynx Music, dla którego to pewien stylistyczny skok w bok. Tak, jak chociażby w przypadku Uistiti. Intrygująca, nieszablonowa muzyka, napisana i nagrana praktycznie przez dwoje ludzi z artystyczną duszą i takowym, niemałym już dorobkiem. Aleksandra Dudziak i Wojciech Sochaczewski - to oni nadają ton temu albumowi. Ona – autorka muzyki, niebanalnych i osobistych tekstów dotykających wiary, dodatkowo grająca na instrumentach klawiszowych, on – zafascynowany rytmem i bębnami. I to wszystko słychać. Dwa żywioły - głos i rytm - wykreowane przez nich, dominują na „Beam – Light”.
Mówi się czasami, że wokal spełnia rolę dodatkowego instrumentu. Jeśli faktycznie tak jest, ten krążek może być tegoż wzorcowym przykładem. Choćby Dudziak śpiewała w niezrozumiałym, własnym języku, tak jak czyni to Anna Ujma ze wspomnianego Uistiti, czy czyniła Elizabeth Frazer z Cocteau Twins, to i tak kreowane przez nią dźwięki naładowane byłyby silnym, emocjonalnym przekazem. Nazwisko Frazer nie pada tu zresztą zupełnie przypadkowo. Bo choć barwa głosu Dudziak, może kojarzyć się nam z kilkoma znajomymi wokalami, najbardziej według mnie zbliża się właśnie do stylu wokalistki Cocteau Twins, tak z okresu „Garlands”.
Z kolei Sochaczewski precyzyjnie dba o rytmiczne aranżacje, które sprawiają, że czasami ma się wrażenie, iż rytm nadaje tym dźwiękom szczególnego obrazu („Other Side Of The Mirror”, „Belly World”, „Past The Door”, „Set Ebu Sa). Z drugiej strony nie można zapomnieć o bardzo wyrazistym basie, raz to bujającym („Holly Cows”), innym razem jazzującym („Set Ebu Sa”). Ma poza tym ta płyta sporo ciekawych smaczków. A to wyważone partie saksofonu, doskonale urozmaicające całość („Asking For The Promised Land”, „The Message”, „Post The Door”), lekko space’owe, klawiszowe pasaże („Belly World”), trochę orientalizmów (“Set Ebu Sa”) czy wreszcie gitarowych solówek, takich, które kochają artrockowi wyjadacze („Asking For The Promised Land”, „Far Away”). No i wreszcie są tu naprawdę ładne melodie, bez których ta muzyka by nie zaistniała w tak przekonujący sposób. Trudno mi ją nawet zaszufladkować. Ma może i w sobie jakieś popowe naleciałości, może coś z ducha „world music”, może…
Nieważne. W założeniu artystów, muzyka i słowa zawarte na tym albumie mają być snopem światła, który… „szybko trafia do wnętrza, do serca i kojarzy się jednoznacznie dobrze, metafizycznie i ponadczasowo”. I chyba są. Polecam.