ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 21.06 - Sosnowiec
- 22.06 - Warszawa
- 29.06 - Toruń
- 30.06 - Toruń
- 11.07 - Bolków
- 12.07 - Bolków
- 13.07 - Bolków
- 14.07 - Bolków
- 12.07 - Żerków
- 13.07 - Katowice
- 14.07 - Katowice
- 17.07 - Warszawa
- 21.07 - Warszawa
- 26.07 - Łódź
- 27.07 - Łódź
- 28.07 - Łódź
- 27.07 - Ostrów Wielkopolski
- 28.07 - Ostrów Wielkopolski
- 11.08 - Kraków
- 23.08 - Inowrocław
- 24.08 - Inowrocław
- 12.09 - Zabrze
 

wywiady

29.12.2023

"Nigdy nie wzorowałem się na muzyce Thoma Yorke’a" – rozmowa z założycielem Orbit Service, Randallem Frazierem

O zamiłowaniu do mrocznej strony muzyki rozrywkowej, preferowanej formie pracy w ramach autorskiego projektu, współpracy z innymi artystami, nowym wydawnictwie i statystowaniu Legendarnym Różowym Kropkom opowiedział w przeprowadzonym jeszcze w połowie 2019 roku, zapodzianym do niedawna wywiadzie w archiwum ArtRock.pl pomysłodawca i główny reżyser zjawiska muzycznego – Orbit Service – denwerczyk Randall Frazier.

ArtRock.pl: Ostatnie dwie Twoje płyty – A Calm Note from the West i Stereo Magic (Portal in 13 Parts) – pokazują zupełnie inne oblicze Randalla Fraziera. Są wyraźnie cichsze i posępniejsze od poprzedniczek – Twilight i Songs of Eta Carinae – na których znajdziemy nader przygnębiające kawałki, takie jak choćby pozbawione wszelakiej nadziei Dark Orange Sunset czy zgoła desperackie No Longer Do We Dream. Co sprawia, że nadal brniesz ku ciemnej stronie muzyki rozrywkowej?

Randall Frazier: Ten projekt muzyczny [Orbit Service - przyp. red.] ewoluował od dłuższego czasu. Wprawdzie sposób pisania przeze mnie tekstów pozostaje od lat niezmienny, jednak sam sposób przekazu się zmienił, co z pewnością lepiej teraz oddaje zaszyte w słowach emocje i intencje. Podczas nagrywania pierwszych płyt Orbit Service zawsze czułem, że potrzebuję mieć ze sobą prawdziwy zespół, który sprawi, że pomysły staną się bardziej namacalne i konkretne. Ale będąc jego członkiem zawsze miałem wrażenie, iż oddalam się od tego, co pierwotnie sobie zamierzyłem. W zespole musisz liczyć się ze zdaniem tworzących go ludzi; nieraz pójdziesz na kompromis, ograniczysz własną kreatywność na rzecz kolegów, aby ci poczuli się potrzebni i mieli przekonanie, że mają swój wkład w komponowanie muzyki. Gorset stanowi też zależność od instrumentarium, jakim akurat dysponujesz. Obecnie jestem bardziej niezależny niż kiedyś, zwłaszcza gdy mówimy o pierwszym etapie powstawania każdego nowego albumu. Mimo wszystko nadal jestem otwarty i chętny do współpracy z innymi muzykami, takimi jak Patrick Q. Wright (The Legendary Pink Dots, Tear Garden, Amanda Palmer & Edward Ka-Spel), który to zagrał na moim ostatnim albumie [The Door to the Sky — przyp. red.], czy Kim G. Hansen z duńskiego duetu Antenne. Również grywając w miejscach niedaleko od domu zatrudniam stale muzyków, takich jak choćby Nathan Jamiel z The Drood, Dennis Swanson z Day Dissolved Dream i in. Ale ostatecznie uważam, że muzyka napisana w całości przeze mnie, bez udziału osób trzecich, jest tym, co pierwotnie było moim zamiarem. Chyba dostatecznie dojrzałem do tego typu formuły aktywności artystycznej. Dzięki temu oryginalny zamysł, nastrój pozostaje zawsze taki sam.

AR: Orbit Service postrzegane było często przez krytyków jako Radiohead na sterydach. Nie uważasz, że tego rodzaju porównania są być może efektowne, ale też nieco szkodliwe dla wizerunku Twego zjawiska muzycznego?

RF: Słyszałem to wiele razy. Myślę, że faktycznie tego rodzaju oceny mogą być jednocześnie korzystne i szkodliwe. Nie wzorowałem się nigdy na muzyce Thoma Yorke’a, zwłaszcza Radiohead. Co więcej, nigdy też nie byłem pod jej wpływem. Moje inspiracje muzyczne są dla mnie oczywiste i sięgają znacznie bardziej wstecz niż rockowe początki twórczości autorów OK Computer. Oczywiście doceniam Radiohead i jest mi ogromnie przyjemnie, słysząc tego rodzaju porównania, zwłaszcza gdy odnoszą się one do kanonu muzyki rozrywkowej, z jakim Radiogłowi są utożsamiani.

AR: Czy współpraca z innymi rozpoznawalnymi artystami, takimi jak Edward Ka-spel czy Armchair Migraine Journey, zmieniły w jakimś stopniu Twoje podejście do pisania muzyki?

RF: Doświadczenie płynące z tej współpracy jest niezwykle cenną pamiątką z okresu rzeczonej „kolaboracji”. Epizod z Edwardem okazał się nader twórczym doświadczeniem i poprawił istotnie rytm mojej pracy. To był prawdziwy zaszczyt móc z nim pracować i obserwować, jak rodzą się pomysły i w procesie tworzenia przeobrażają ze wstępnego szkicu w ostateczną postać.

AR: Stereo Magic wydaje się naturalnym następcą A Calm Note from the West. Zawiera też jedno z moich ulubionych nagrań Orbit Service, Turn into Light. Oba krążki brzmią nieprzeciętnie pomysłowo i oba bez wyjątku roztaczają przed słuchaczem postapokaliptyczną, pogrążoną w nieutulonym smutku wizję świata — z pewnością pozbawioną cienia wesołości.

RF: Hahaha!!! Tak, przyznaję, nie brzmią nazbyt pogodnie. Jako słuchacza ciągnie mnie zwykle ku cięższym i mroczniejszym melodiom, co pewnie znajduje odzwierciedlenie w tym, co na co dzień tworzę pod szyldem Orbit Service. Obecnie co prawda nie jestem pod wpływem ciemnych chmur życia, mimo to są one nieodzowną częścią naszej codzienności i to właśnie one przyzywają mnie, ilekroć znajdę się w wirze tworzenia muzyki.

AR: Skompletowałeś już cały materiał na nową płytę? Czy będzie ona kontynuacją dwóch poprzednich?

RF: Tak. Nowa płyta ukaże się jesienią. Nazywać się będzie The Doors to the Sky i będzie uwzględniać dźwięki skrzypiec i altówki Patricka Q. Wrighta (The Legendary Pink Dots). Nie nazwałbym tego kontynuacją, ale brzmienie i feeling pozostają tożsame z tym, co było wcześniej. Ponadto pojawi się w sprzedaży 150 egzemplarzy 180-gramowych, białych winyli, z czego 30 sztuk będzie wykonanych ręcznie. Będzie można również z wyprzedzeniem złożyć zamówienie poprzez Facebook czy Bandcamp.

AR: Czy zamierzasz supportować The Legendary Pink Dots podczas ich jubileuszowego tournée po Stanach i Europie?

RF: Tak. Jestem bardzo podekscytowany nadarzającą się kolejną okazją podróżowania z LPD po Ameryce Północnej. Nie ma natomiast żadnych planów, jeśli chodzi o Europę. Przynajmniej na tę chwilę. Jeżeli coś się zmieni, będę oznajmiał.

Rozmawiał: Tomasz Ostafiński