Muszę szczerze przyznać, że nie spodziewałem się tej płyty, myślałem, że „Under The Same Sky”, to będzie jednorazowy projekt, a tu niespodzianka. Panowie Mick Moss i Luís Fazendeiro połączyli siły twórcze w czerwcu 2026 roku ukazała się druga płyta. Minęło długie 12 lat i sam byłem ciekaw czy to nie była zbyt duża przerwa. „Dreams and Limitations” to 9 utworów i 47 minut muzyki. Podobnie jak przy pierwszym dziele Luis odpowiedzialny jest za muzykę a Mick za wokale i teksty. Pod aranżacjami panowie podpisali się wspólnie.
Płytę rozpoczyna krótki, instrumentalny utwór tytułowy i jest on wstępem to kolejnego, potężnego „Rise”. To właśnie „Rise” ukazał się jako pierwszy singiel promujący to wydawnictwo. Ostra gitara, Mick śpiewający ostrzej, ale pojawiają się też pianino, syntezatory. Możemy usłyszeć też sekcję smyczkową ( mamy tu kwintet smyczkowy) oraz instrumenty dęte. Gitary akustyczne, bas, perkusja oczywiście też tu występują, sporo się dzieje. Do tego utworu powstał też teledysk, który można obejrzeć w sieci. Takiego grania nie mieliśmy okazji usłyszeć na pierwszej płycie. Kolejny „Illuminate” bardziej przypomina nam to do czego przyzwyczailiśmy się słuchając pierwszego dzieła Sleeping Pulse. Po ostrzejszym wstępie sytuacja się uspokaja, Mick śpiewa łagodnie i robi się bardziej nastrojowo. Ostrzejsza gitara powraca przy refrenach.
W następnym „The Butterfly Collector”charakterystyczną rolę odgrywa flet. Słuchając tego utworu nie wiem dlaczego, ale ciągle przypomina nam się nasz rodzimy Quidam. To też ciekawy utwór.
Piąty „Two Wreaths” rozpoczyna się spokojnie, delikatną, spokojną, minimalistyczną partią fortepianu. Dalej wchodzi gitara akustyczna, Mick zaczyna śpiewać. Dochodzi bas, perkusja, sekcja smyczkowa i robi się bardzo pięknie. To jedna z moich ulubionych kompozycji na tej płycie. Mick zaśpiewał tu wspaniale.
Kolejny „The Constraint,” to bardziej dynamiczny utwór, mamy w nim ciekawe solo gitarowe. Całość brzmienia tego kawałka przypomina mi trochę fiński The 69 Eyes, a może nawet Sisters of Mercy a już najbardziej w zwrotkach śpiewanych przez Micka. To ciekawy, energetyczny kawałek, moim zdaniem lepszy niż „Rise”.
Sekcja smyczkowa rozpoczyna następny „Behind the Glass”. To kolejny z moich ulubionych numerów z tej płyty. Świetnie zaśpiewany przez Micka i Jenny O'Connor uwór, w tekście którego pojawia się nawet jakiś promyk nadziei. Warto też zwrócić uwagę na solo gitarowe, jest ciekawe.
Najdłuższy, ponad dziewięciominutowy „.Extrasolar” z kolei przypomina mi trochę holenderski The Gathering, zwłaszcza te stłumione gitary. Syntezatory robią nam kosmiczny, przestrzenny nastrój, a gitary akustyczne i sekcja smyczkowa dopina całość. Pod koniec utworu smyczki pięknie współgrają z ostrzejszą gitarą. Piękny to utwór, bez dwóch zdań „ kosmiczny”.
„When I Am Young Again”, to kończący numer, który spaja i podsumowuje całą płytę. Spokojny, nastrojowy utwór o życiu i przemijaniu.
Teksty Micka opowiadają o bólu, traumie,żałobie, stracie, poszukiwaniu ukojenia i wewnętrznego spokoju, czyli nic nowego. To małe światełko nadziei pojawiające się w tekstach, to jedyna nowość.
Dla mnie osobiście wszystko co najlepsze na tej płycie rozpoczyna się od piątego utworu. Nowością w porównaniu z pierwszą płytą jest poszerzone instrumentarium o sekcję dętą, mamy tu flet, trąbki, waltornię a nawet skrzydłówkę.
Płyta jest wydana ładnie, dostajemy książeczkę z tekstami, jest dokładny opis kto na czym zagrał. Brzmienie wydaje mi się inne niż na pierwszej płycie, jakby bardziej przytłumione i mniej przestrzenne. Gdyby ktoś kazał mi wybierać tylko jedną płytę, to chyba wybrałbym pierwszą. Długo panowie kazali nam czekać na to dzieło, ale warto było. Ciekawe czy będą kolejne?