Jedni z twórców brit popu, legenda rocka lat dziewięćdziesiątych, brytyjska formacja Suede, już za 10 dni zagra w naszym kraju. Do tego, będzie to ich dopiero drugi występ w Polsce, po tym sprzed siedmiu laty, na katowickim OFF Festivalu. Warto zatem przyjrzeć się ich ostatniemu albumowi Antidepressants, który światło dzienne ujrzał w ubiegłym roku i który muzycy promują w ramach aktualnej trasy.
Nie czarujmy się, Suede to zespół po przejściach i po paru początkach. Mam znajomych i przyjaciół, którzy w pewnym momencie kompletnie o nich zapomnieli zadając pytanie: „to oni jeszcze grają?” Grają i wydaje się, że od kilku lat trzymają dobrą formę. Wydany cztery lata temu Autofiction zebrał bardzo przychylne recenzje a artyści określili go, jako początek „czarno-białej trylogii”.
Antidepressants jest zatem jej drugą odsłoną. Widać to po utrzymanej w podobnej kolorystyce, ale i klimacie okładce (tym razem nieco szokującej, z Brettem Andersonem ze skrzydłami z… tusz mięsa) oraz po samej muzyce.
W zasadzie dostajemy wszystko to, za co od lat Suede cenimy. Pachnące The Smiths, Davidem Bowie, czy The Cure gitarowe granie z wyrazistym, motorycznym basem i jedynym w swoim rodzaju, pełnym emocji, wokalem Andersona ze stosownym pogłosem, nad którym unosi się duch jakiejś melancholijnej neurotyczności. Zresztą, skoro o niej mowa - teksty dotykają lęków wynikających ze współczesnego życia, co zresztą sugeruje sam tytuł, niemniej wydaje się, że to album dający nadzieję i na swój sposób afirmujący życie.
Samą muzykę świetnie określa tytuł jednego z utworów - Broken Music For Broken People – jednego z najlepszych w zestawie. Na Antidepressants dużo jest post punkowości (patrz, nieco rozkrzyczany w refrenie utwór tytułowy), ale też takiej chłodnej gotyckości. To chyba pewna nowość u nich.
Przede wszystkim jednak ponownie nie brakuje u nich po prostu świetnych, nośnych piosenek z dobrymi melodiami. Z pełnym przekonaniem mogę do nich zaliczyć rozpoczynające album Disintegrate, Dancing With the Europeans, The Sound Of The Summer z pięknym motywem gitary na starcie, wspomniane Broken Music For Broken People, Trance State, czy wreszcie mój ukochany, wzniosły i przejmujący June Rain, który był dla mnie utworem 2025 roku.
Cóż, pozostaje odliczać dni do warszawskiego koncertu (podczas którego zagrają parę mocnych rzeczy z tej płyty) i… czekać na trzecią odsłonę trylogii.