Debiutancki album powstałej w 2024 roku rodzimej formacji The Riverose. Grupę tworzy aż siedmioro muzyków (ósmym członkiem, wymienionym w składzie zespołu w albumowej książeczce, jest autorka tekstów, Agnieszka Mikołajewska). Niektórzy z nich mają muzyczne wykształcenie, inni współpracę z tak znanymi wykonawcami, jak Edyta Górniak, Monika Brodka, Sorry Boys, Lombard, czy też występy na scenach znanych festiwali w Sopocie, Opolu, na Open’erze, Thanks Jimi Festival, czy na Przystanku Woodstock. Gdy dodamy do tego pięcioro innych muzyków, wspierających gościnnie The Riverose, mamy debiut podany na bogato.
Z czym tak naprawdę mierzymy się na The Riverose? Okładka kieruje nas w klimaty retro muzyki, odwołuje do lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku i do czasów dzieci kwiatów. Gdy jednocześnie zauważymy epatowanie intensywną kolorystyką, widoczną choćby w strojach (co dostrzegalne jest na płytowych grafikach), możemy powiedzieć, że nie jest to zły trop.
Bo ta muzyka, która w pierwszej kolejności, w materiałach promocyjnych, klasyfikowana jest jako indie rock, ma sporo z hipisowskich czasów, podszyta jest bluesem, sporą nutą folku, dobrego popu i funku. Taki funkujący właśnie i bardzo przebojowy jest otwierający całość ich promocyjny singiel No Surrender. Kompozycja, dzięki między innymi bujającej figurze pulsującego basu, jest faktycznie na tyle nośna, że grupa zdecydowała się także zamknąć nią album w wersji bardziej tanecznego remiksu.
A co między nimi? A choćby podszyty blues rockiem Fade Away, ze zgrabnym gitarowym solo w finale, hipisowsko-folkowy Eyes Of Hope, troszkę amerykańsko – westernowy Give Peace A Chance Again z brzmieniowymi niuansami w tle w stylu The Doors, no i wreszcie mnóstwo uroczych balladowych piosenek, takich jak Winding Road, Breakdown, czy Neon Echoes. W tej pierwszej, gdy na początku słyszę Nikę Grann, mam wrażenie obcowania z głosem Agnethy Fältskog i czuję ducha legendarnej Abby. Zresztą, wspomniana Grann, jest bardzo silnym punktem zespołu (dodajmy, że partie wokalne dzieli z Szymonem Fabisiakiem).
Cóż, wiem, że nie mamy tu odkrywczości a do tego troszkę muzycznego miszmaszu. Widać jednak, że muzycy grają to co czują i lubią. I udowadniają tym, że jest jeszcze siła w takim prawdziwym, naturalnym rock’and’rollowym graniu. Pewnie, że nowocześnie wyprodukowanym, bardzo profesjonalnie zagranym i bogato zaaranżowanym ale podanym z uroczą lekkością i ujmującymi melodiami. Do tego okraszonym niebanalnymi tekstami dotykającymi np. ludzkich relacji, jak we wspomnianym No Surrender. Ja to kupuję i czekam na drugi album. Mocna siódemka. Więcej niż dobry, zasługujący na uwagę album.