ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

22.07.2013

Colours Of Ostrava 2013 – Dzień 4 (21.07.2013): Jamie Cullum, Tomahawk, Rokia Traore, Hayseed Dixie i inni + podsumowanie

Colours Of Ostrava 2013 – Dzień 4 (21.07.2013): Jamie Cullum, Tomahawk, Rokia Traore, Hayseed Dixie i inni + podsumowanie

Zakończył się festiwal Colours Of Ostrava 2013. W miasteczku namiotowym trwa wielkie pakowanie, a zasłyszane rozmowy są zgodne z moimi odczuciami - mimo sporej liczby niedogodności organizacyjnych mieliśmy możliwość uczestniczenia w czterodniowym wydarzeniu pełnym fantastycznej muzyki i pięknych chwil. Krótkie podsumowanie i wnioski znajdują się w ostatniej części dzisiejszej relacji, a najpierw parę słów o muzycznych „barwach” dnia ostatniego.

Pierwsza część niedzieli do wybitnych nie należała. Na pierwszy ogień poszła kubańska kapela Porno para Ricardo, która bardziej skupia się na swoim przesłaniu „anty- Castro”, niż na dobrej muzyce. Nieczyste dźwięki i niemiłosierny fałsz wokalisty dość szybko zmusił mnie do ucieczki w kierunku sceny Drive, gdzie występowała czeska Norah Jones – Sarah And The Adams. Występ ten nie zachwycił, podobnie jak kolejny czeski „kopista” – Vojtech Dyk & B-Side Band, który za wszelką cenę próbował udowodnić, że zaśpiewa lepiej bigbandowe przeboje niż Michael Buble (podkradał mu nawet aranże). Krzyczał, mruczał, scattował, jodłowałwszystko z miernym skutkiem… Nastąpił więc wędrówki ciąg dalszy i po raz pierwszy wybrałem się do wnętrza Auli Gong. Muszę przyznać, że sala robi fascynujące wrażenie. Około 16 koncertowała w niej dobrze znana słuchaczom Trójki (za sprawą Marcina  Kydryńskiego) – Sara Tavares. Portugalska wokalistka, która kilka lat temu wypełniła po brzegi namiot na Warszawskim Festiwalu Skrzyżowanie Kultur, tym razem nie osiągnęła tak dużego sukcesu frekwencyjnego, ale klimatyczny koncert spodobał się publiczność. Równie dobrze, ale w zupełnie innej stylistyce wypadł  zespół My Jerusalem (Drive Stage). Trochę grungowe, trochę stonerowe granie spod znaku wczesnych albumów Queens Of The Stone Age, spodobałoby się fanom gatunku, mimo że godzina na tego typu przeżycia zbyt wczesna. Chwilę później fatalnym występem „popisała się” grupa Wilaya 49. Mix muzyków z różnych stron świata i z różnych muzycznych kultur obnażył bezsens pomysłu na „granie wszystkiego”. Był i rap, i dubstep, i wokalne zawodzenie, i szeroka gama instrumentów, a tak naprawdę zabrakło najważniejszego, czyli po prostu dobrej muzyki i współpracy między artystami. Beznadziejny koncert został na szczęście dość szybko zapomniany dzięki bardzo dobrym występom na scenie Drive (Wordly Savages grający dynamiczny gypsyfolk) oraz na scenie ArcelorMittal, gdzie zagrała diva malijskiej muzyki Rokia Traore. Wokalistka, która kilka lat temu rozkochała w sobie publiczność warszawskiego Francophonic, zaprezentowała wiele miłych dla ucha dźwięków. Co ciekawe, na scenie towarzyszył jej tylko jeden instrument afrykański. Bardziej typowe instrumenty - perkusja, bas i gitara - były obsadzone przez białych muzyków i brzmiały zdecydowanie europejsko. Mi ten zabieg się spodobał, ale folkowi puryści mogli być zaskoczeni.  Tych, którzy zdążyli się już „wyluzować” na koncercie Rokii, czekał nie lada cios w postaci występu jedynego stricte rockowego reprezentanta na scenie głównej –zespołu  Tomahawk z Mikiem Pattonem na wokalu. Kilka dni temu Patton śpiewał w Sali Kongresowej na urodzinowym koncercie Johna Zorna, a wczoraj zaprezentował najintensywniejsze „barwy” na tegorocznym Colours. Mroczny, krzykliwy wokal i pokręcona rytmika poszczególnych utworów robiły wrażenie, ale wydaje się, że występ ten był zbyt trudny w odbiorze, co zaowocowało dość niską frekwencją. Po koncercie amerykanów przyszedł czas na największy festiwalowy dylemat. Zmuszony zostałem do rezygnacji z podobno wyśmienitego koncertu Devendry Banhart, na rzecz koncertujących na scenie Drive Hayseed Dixie. Kilka lat temu, zupełnie przypadkiem, natrafiłem na ich płytę na wyprzedaży, kupiłem i zdecydowanie mnie zachwycili. Amerykański kwartet specjalizuje się w coverowaniu „z jajem” rockowych klasyków (nazwa kojarząca się z Ac/Dc nieprzypadkowa). Usłyszeliśmy więc „Bohemian Rhapsody” Queen, „Ace Of Spades” Motorhead, czy „Hells Bells” Ac/Dc z intrem zagranym na pustych butelkach po piwie. Nie wszystko się zgrywało – a to w gitarze poszła struna, a to brodacz na akustycznym basie pomylił nuty, ale nie było to ważne, a może nawet wpisane w konwencję (ogrodniczki i przydługie kolorowe skarpety dominowały na scenie). Dobra zabawa była świetnym preludium do koncertu wieńczącego tegoroczną edycję Colours. Na scenie głównej przed 22 pojawił się Jamie Cullum.

Koncert Brytyjczyka był zachwycający pod każdym względem. Początkowo było dynamicznie, a w set liście dominowały utwory z niedawno recenzowanej przeze mnie, najnowszej płyty Jamiego Momentum (recenzja tutaj). Już wtedy wskazywałem na zasadniczą zmianę w stylistyce Culluma, ale na koncercie stało się to jeszcze wyraźniejsze. Cullum nie jest już konserwatywnym croonerem (jak Michael Buble, czy Matt Dusk), chowającym się za pianinem. Szalone solówki, wariactwo na scenie, skoki z pianina i żartowanie z publicznością („rzucacie mi staniki? Ok. Ale pamiętajcie, że wszystko wędruje potem do organizacji charytatywnych!”) wypełniły koncert. Pełno było wspaniałych jazzowych wariacji, lekkiej elektroniki („Love For $ale”), ale szczytem muzycznego szaleństwa był beatboxerowy mush-up „Get Lucky” Daft Punk z „Suit & Tie” Timberlake’a. Warto też dodać, że Cullum ma ze sobą fantastycznych muzyków. Nie dość, że każdy z czwórki obsługiwał co najmniej dwa instrumenty, to jeszcze wielokrotnie bardzo wyraziście zaznaczała swoją obecność na scenie. Świetnym zwieńczeniem koncertu było akustyczne wykonanie hitu „Twentysomething”. Organizatorzy postąpili słusznie rozpisując koncert Culluma jako zamknięcie Colours of Ostrava 2013. Dzięki koncertowi Jamiego nikt nie wychodził z terenu festiwalowego rozczarowany.

Podsumowanie

Colours Of Ostrava 2013 od początku było festiwalem pełnym sprzecznych emocji. Z jednej strony fatalne warunki sanitarne na polu namiotowym i wszechobecny pył na terenie festiwalu (za mało stref zielonych), a z drugiej fenomenalne koncerty. Miałem jednak możliwość uczestniczenia w konferencji prasowej zamykającej festiwal, na której organizatorzy zapewnili mnie, że za rok spróbują poprawić  to, co funkcjonowało źle. Tak jak zrobili z Aulą Gong wprowadzając rezerwacje, dzięki czemu wszyscy, którym zależało na zobaczeniu danego wykonawcy mieli taką możliwość. Za rok festiwal dopiero po raz trzeci odbędzie się w bardzo trudnej lokalizacji jaką są Dolne Vitkovice i pozostaje wierzyć organizatorom – będzie jeszcze lepiej. Warto też zwrócić uwagę na rzecz prozaiczną, która w ostatnim roku dość często doskwiera mi podczas występów wszelakich. Chodzi o wysokość scen. Na Colours Of Ostrava ten problem nie występuje. Właściwie z każdego miejsca bardzo dobrze widać artystów, co pozwala na doskonały odbiór koncertów.

Warto wskazać też inne elementy, które już teraz są mocnymi stronami Colours Of Ostrava. Po pierwsze bardzo dobre rozplanowanie line-upu. Przy tak obszernym muzycznie festiwalu dość często napotyka się problem biegania ze sceny na scenę, aby zobaczyć swoich ulubieńców. W przypadku Colours nie napotkałem większych trudności w pogodzeniu moich muzycznych oczekiwań z rozpiską czasową koncertów. Ogromnym sukcesem jest tegoroczna nowość – scena Drive, na której dominowały gatunki wywodzące się z amerykańskiego folku. Być może warto rozważyć jeszcze więcej scen tematycznych. Tym bardziej, że idea „festiwalu dla wszystkich”, która wyraźnie przyświeca Colours jest realizowana tylko częściowo. Publiczność bardzo często gubi się w gatunkowej mnogości na głównych scenach i nie wszystkie występy spotykają się z tak dobrym odbiorem na jaki zasługują (np. Tomahawk, czy Jamie Cullum). Przez to festiwal ten staje się miejscem wielu muzycznych odkryć, a nie miejsce do dobrej zabawy.

Na koniec trzeba wspomnieć o jeszcze jednym, jakże ważnym aspekcie. Muzyczne media w Polsce myślą zdecydowanie zbyt lokalnie. Co roku przed Openerem, czy Jarocinem pojawia się wielka wrzawa, plakaty, ulotki. A pięć godzin pociągiem z Warszawy, 20 km od granicy odbywa się festiwal, gdzie za dużo mniejsze pieniądze grają zespoły z dużo wyższej półki.

W imieniu swoim, ale też chyba wielu naszych rodaków dziękujemy czeskim organizatorom oraz Agencji Joytown za tworzenie tak dobrego, czterodniowego, muzycznego święta. Mamy nadzieje, że za rok będzie jeszcze lepiej, wszelkie problemy organizacyjne uda się wyeliminować i wszyscy będziemy mogli bawić się wśród muzycznych kolorów Ostravy!

Poniżej relacje z poprzednich dni:
Colours Of Ostrava - Dzień 1
Colours Of Ostrava - Dzień 2
Colours Of Ostrava - Dzień 3

Zdjęcia festiwalowe: Petr Piechowicz, Matyáš Theuer LK HOLDING

 

Zdjęcia:

Colours Of Ostrava 2013, Dzień 4, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Wilaya 49, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Wilaya 49, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Wojtiech Dyk, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Wojtiech Dyk, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Porno para Ricardo, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Porno para Ricardo, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Wordly Savages, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Rokia Traore, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Rokia Traore, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Rokia Traore, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Tomahawk, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Tomahawk, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Tomahawk, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Tomahawk, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Devendra Banhart, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Jamie Cullum, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Jamie Cullum, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Jamie Cullum, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Jamie Cullum, foto. Petr Piechowicz Colours Of Ostrava 2013, Jamie Cullum, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING Colours Of Ostrava 2013, Jamie Cullum, foto. Matyáš Theuer LK HOLDING
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2023 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.