Wrocławskie Halucynacje powracają na nasze recenzyjne łamy. Osiem lat temu pisałem o ich pełnowymiarowym debiucie La Petite Blonde, który światło dzienne ujrzał nakładem krakowskiego Lynx Music. Tym razem zespół, już w stajni poznańskiego Oskara, oferuje kolejny duży album, choć nie wolno zapominać, że niejako po drodze „wydarzyły się” u nich dwie publikacje mające charakter mini-albumów: RedRoom Live Session (2019) i RedRoom. Voices (2020). Można ich zresztą wysłuchać choćby na stronie bandcamp formacji. Na drugim z nich, co sugerować może tytuł, pojawił się wokalista, Mike Ohio i co istotne, gościnnie śpiewa także na tym, tegorocznym wydawnictwie w trzech kompozycjach (Guilty Pleasure, Keyhole, Love Will Always Smell Daffodils), co jest dość istotną zmianą dla instrumentalnej grupy. Doszło też do innych roszad personalnych, ale już zostawmy je i zajmijmy się samą płytą i zawartą na niej muzyką.
Już sam tytuł The Day When Everything And Nothing Happened zdradza nieco filozoficzne podejście artystów do całości. I nie powinno to dziwić, bo płyta ma charakter spójnego konceptu dotykającego wewnętrznej przemiany człowieka dążącego do dostosowania się do nowej rzeczywistości i znalezienia własnego ja. Kolejne kompozycje są pewnymi etapami dochodzenia do tej zmiany a ich różnorodność brzmieniowa symbolizuje w pewnym sensie złożoność i wielowarstwowość tego procesu. A niektóre utwory pokazują pewne inspiracje literackie - tytuł The Music of Erich Zann nawiązuje do opowiadania H.P. Lovecrafta, a Cinnamon Shops do powieści Brunona Schulza.
Muzyka Halucynacji wpisuje się naturalnie w ramy szeroko rozumianego progresywnego rocka. Są tu zatem dłuższe, rozbudowane, wielowątkowe formy, zmiany tempa i klimatu, aranżacyjne bogactwo korzystające z licznych instrumentów (skrzypce, flet, klarnet, bouzouki), jest też czerpanie z szerokiej stylistycznej gamy, od bluesa, przez hard rock, jazz, awangardę, po muzykę klasyczną i improwizowaną.
I wiele z tego pokazuje już pierwsza, otwierająca całość kompozycja Guilty Pleasure, brzmiąca jak blues rockowy klasyk, z przetworzonym wokalem, fajnie i soczyście pracującą sekcją rytmiczną i saksofonowymi figurami dodającymi jazzrockowego posmaku. A potem mamy choćby osadzony absolutnie w muzyce klasycznej The Music Of Erich Zann z konkretnymi refleksami brzmień barokowych, Vive Para Te Morder, pachnące greckim folkiem i słynnym tańcem sirtaki, subtelne, miniaturowe i piękne melodycznie ballady Love Will Always Smell Daffodils (w duchu Camela z lat siedemdziesiątych) i No One Cares łącząca jakby wspomniany grecki folk z… balladowaniem duetu Simon & Garfunkel. Z kolei druga odsłona Cinnamon Shops, rozpoczęta w stylu muzycznej awangardy i eksperymentu, z czasem przynosi nieco karmazynowych brzmień i wreszcie ciężkie Sabbathowe riffy oraz wylewny gitarowy popis. Na koniec zostawiłem sobie mój ulubiony utwór, najdłuższy w zestawie Keyhole, w którym dużo się dzieje a już prawdziwą jego perłą jest porywające, zalatujące psychodelią gitarowe solo, które mogłoby się ciągnąc i ciągnąć.
Czuć w graniu Halucynacji dużą muzyczną erudycję. Graniu, które powinno trafić do słuchaczy ceniących sobie rockową klasykę, jednak zgrabnie „mieszającą w stylach” i inteligentnie podaną.