Kultowa kielecka formacja powróciła w 2018 roku po 15 latach z albumem Tu jest i tam jest, który miałem przyjemność recenzować na naszych łamach. Na kolejną płytę artyści znów kazali czekać ładnych parę lat, ale ważne że jest i ponownie przynosi kawał ciekawej i niebanalnej muzyki.
Znów w formacji zaszło trochę personalnych zmian, bo obok żelaznej trójki (Krzemiński, Szmidt, Pastuszka) za bębnami mamy Jana Rusina a za tak kluczowe – i w sporej mierze decydujące o ich brzmieniu - skrzypce tym razem odpowiada Joanna Chudyba (przypomnę, że na poprzednim krążku gościnnie pojawił się między innymi tworzący zespół od początku Michał Jelonek).
Wydaje się, że tym albumem zespół po raz kolejny buduje pomost między przeszłością a współczesnością, sięgając dość otwarcie do swojego brzmienia z lat dziewięćdziesiątych. Zresztą, gdy odpalamy otwierający całość Fear and Love mamy swoiste deja vu! Bo kompozycja jest pewną „wariacją” na temat Hate and Love z ich ikonicznego debiutu. A nie jest to jedyna taka sytuacja, w której muzycy, z pewnej kompozycyjnej bazy z lat 90-tych, tworzą coś nowego, puszczając oko do słuchacza. Dlatego pozostawię to Państwu do odkrywania.
Z wiatrem to album, w którym muzycy po raz kolejny, w bogaty sposób aranżując swoje utwory, zgrabnie łączą zadziorne gitarowe, niekiedy hard rockowe riffy ze skrzypcowymi figurami, czasami łagodzącymi całość, ale równie często równie rozkrzyczanymi i ekspresyjnymi, jak ten bardziej rockowy instrument.
Gdybym miał tak na szybko i pewnie dość powierzchownie porównać tę płytę z jej poprzedniczką, to Z wiatrem jest zdecydowanie bardziej przystępna, naprawdę nośna i zawierająca mnóstwo świetnych melodycznych tematów. Wystarczy zresztą posłuchać Fear and Love, Z wiatrem, czy Ciało i wino. Choć, żeby była jasność, w dalszym ciągu króluje tu wielowątkowość i progresywna muzyczna forma.
Obrazu bardzo udanej płyty dopełniają intrygujące teksty dotykające filozofii i ludzkiej egzystencji. I choć niekiedy zawierają tezy, na które mam inne spojrzenie („To co za tobą już, dziś nie znaczy nic” w Duchowości) z pewnością zmuszają do myślenia. Do tego warto dostrzec, po raz kolejny zresztą, ciekawą graficzną formę samego wydania. Polecam Państwu tę płytę.