To nieco zaskakujące, ale niniejszy tekst jest recenzyjnym debiutem formacji Lesoir na ArtRockowych łamach. Zaskakujące, bo to jednak grupa kojarzona z szeroko rozumianym rockiem progresywnym, do tego istniejąca już 17 lat i mająca na swoim koncie osiem albumów!

Zespół powstał w 2009 roku w ważnym dla dziejów zjednoczonej Europy mieście Maastricht z inicjatywy Maartje Meessen oraz Ingo Dassena. To tak naprawdę oni stworzyli pierwsze dwa albumy projektu (wydany w 2011 roku Lesoir i pochodzący z 2013 roku, Transience), wszak dopiero na następnych wydawnictwach zaczęli się pojawiać kolejni muzycy. Do dziś, poza wymienioną dwójką, najstarszy staż i stałą pozycję w zespole ma perkusista Bob Van Heumen, grający na wszystkich pozostałych płytach.

Nie ukrywam, że formację poznałem nieco bliżej dopiero w 2019 roku, gdy wyruszyła po raz pierwszy na wspólne tournée z naszym rodzimym Riverside. Piszę, „po raz pierwszy”, gdyż cztery lata później Holendrzy po raz kolejny poprzedzali koncerty naszej eksportowej rockowej gwiazdy. Za każdym razem był zatem czas na nadrabianie Lesoirowych zaległości. Dziś – przy okazji zbliżających się listopadowych występów Lesoir w Polsce (grupa poprzedzi koncerty swojej rodaczki, Anneke Van Giersbergen) – nadszedł czas na pierwszą recenzję. Tym bardziej, że okoliczności sprzyjają temu wyśmienicie, gdyż najnowsze wydawnictwo zespołu ledwie do nas przybyło, wszak premierę miało 23 października i tym samym pachnie jeszcze nowością. Żeby jednak napisać, jak prezentuje się Lesoir na  Tomorrow Is Now Today, warto zerknąć na to, jak ewoluowała przez te lata muzyka zespołu.

Bo niewątpliwie pierwsze trzy albumy (Lesoir, Transience, Luctor Et Emergo) miały bardziej surowy, energetyczny i rockowy charakter a same kompozycje były prostsze i mniej złożone. Wraz z wydanym w 2017 roku Latitude muzyka stała się aranżacyjnie bogatsza, przestrzenna a i zyskała nieco symfonicznego rozmachu. I w tym artrockowym entourage’u grupa trwa po dziś dzień, oczywiście czasami zmieniając akcenty i łącząc swoją muzykę z post rockiem, pewną onirycznością i silnymi wpływami rocka neoprogresywngo z Wysp Brytyjskich w stylu Magenty, czy Karnataki. Nie ukrywam, że bardziej podoba mi się ten późniejszy okres ich działalności i mam nawet swojego albumowego faworyta w postaci wydanego dwa lata temu krążka Push Back the Horizon z tak udanymi kompozycjami, jak Fireflies, You Are The World, Aeon, Nadi, czy As Long As Your Girls Smile.

Ten najnowszy krążek jest według mnie pewną syntezą, czy kompilacją wszystkich twarzy Lesoir. Bo w dalszym ciągu zespół zgrabnie zagospodarowuje poletko progresywnego rocka, nie uciekając od swoich mocnych stron, takich jak harmoniczne partie wokalne, ciekawe aranżacje, folkowe brzmienia, dobre melodie, zbliżając się do współczesnej odsłony innego neoprogresywnego tuza z Wysp, Mostly Autumn. Takie kompozycje jak Is It Nothing?, Back To You, Hidden Fire, czy Stay So Close są tego idealnym przykładem. Z drugiej jednak strony, chwilami wraca do większej brzmieniowej surowości, delikatnego brudu i naturalności. Dowodem na to może być „głośniejszy” i jakby rozkrzyczany Free Pass. Zaskakiwać może nostalgiczny w pierwszej części La Même Langue z melodeklamacją w języku francuskim, który jednak w drugiej części, wraz z potężnym uderzeniem gitar, zmierza w kierunku wspomnianej surowości. Wyróżniłbym jeszcze klimatyczny, nieco post-rockowy, motoryczny i przestrzenny instrumental Pendulum oraz piękną, wzniosła balladę Army Of Love.

Dużą siłą i ważnym elementem twórczości Lesoir są teksty. Tym razem, ich autorka, wokalistka Maartje Meessen, intryguje już samym tytułem, mówiącym, że tak naprawdę… jutro jest już dzisiaj. Tytułowa kompozycja, zamykająca zresztą album, jest podsumowaniem przekazu poszczególnych utworów. A w zasadzie pewną konstatacją, że czas najwyższy na działanie i zmianę. Nietrudno się domyślić, że obraz współczesnego świata, społeczeństwa i relacji międzyludzkich nie wygląda w słowach Meessen różowo. Takie Free Pass, La Même Langue, czy Army Of Love dotykają braku empatii (np. przyzwolenia na przemoc) i tego, że to ona powinna łączyć nas ponad barierami narodowościowymi oraz być lekiem na nienawiść, wojnę i podziały. A są jeszcze pytania o kondycję planety i naszą zbiorową odpowiedzialność za jej przyszłość (Is It Nothing?) oraz wątki dotyczące lęku przed niepewną przyszłością (Nadeli).