ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 20.05 - Ostrava
- 21.05 - Warszawa
- 22.05 - Kraków
- 25.05 - Łódź
- 25.05 - Zabrze
- 26.05 - Zabrze
- 08.06 - Żórawina
- 21.06 - Sosnowiec
- 22.06 - Warszawa
- 29.06 - Toruń
- 30.06 - Toruń
- 11.07 - Bolków
- 12.07 - Bolków
- 13.07 - Bolków
- 14.07 - Bolków
- 12.07 - Żerków
- 13.07 - Katowice
- 14.07 - Katowice
- 17.07 - Warszawa
- 21.07 - Warszawa
- 26.07 - Łódź
- 27.07 - Łódź
- 28.07 - Łódź
- 27.07 - Ostrów Wielkopolski
- 28.07 - Ostrów Wielkopolski
- 11.08 - Kraków
 

koncerty

04.10.2013

ORPHANED LAND, Warszawa, Proxima, 02.10.2013

ORPHANED LAND, Warszawa, Proxima, 02.10.2013

Izraelscy mistrzowie orientalnego metalu po raz kolejny odwiedzili nasz kraj. Tym razem w roli gwiazdy wieczoru.

Wiem, że utyskiwanie na frekwencję staje się już mało oryginalne i nużące. Cóż, nieodzownym elementem powodzenia każdego koncertu jest publika. Jak nie dopisuje trudno mówić o jakimś sukcesie – z jednej, jak i z drugiej strony. Trudno też o tym fakcie nie wspomnieć. Tego środowego wieczoru z frekwencją było kiepsko, nawet w niewielkiej Proximie. Trochę ponad sto osób pewnie rozczarowało kapelę, która - jak wydaje się - mocno pnie się w górę. Poczynając od Mabool, poprzez The Never Ending Way of ORWarriOr, a na ostatnim All Is One kończąc artyści nagrywają krążki na naprawdę wysokim artystycznym poziomie i…

Cóż, najwierniejsi fani, którzy przybyli ich oglądać, ceniący sobie wspomniane ostatnie trzy albumy, z repertuaru byli z pewnością zadowoleni. Muzycy wyszli na scenę pół godziny przed 23 i zaczęli od Through Fire And Water z All Is One. Z promowanego tą trasą krążka usłyszeliśmy jeszcze tego wieczoru numer tytułowy, The Simple Man, Brother, Let The Truce Be Known, Ya Benaye i Children. Frontman Orphaned Land - Kobi Farhi - już na samym początku powitał zebranych głośnym Shalom Warszawa!. Ubrany w nieprzepasaną szarą tunikę, obwieszony koralami i zupełnie na boso, ze swoją charakterystyczną fryzurą i zarostem wyglądał jak… Chrystus. Cały czas przykuwał uwagę, to zaangażowaniem w swoistą misję, jaką artyści niosą swoją muzyką (mówił o niej więcej przed przepięknym Brother), to wymownym ludowym tańcem, świetnie komponującym się z tymi bardziej orientalnymi elementami ich muzyki.

A skoro o nich mowa. Przy ostatniej płycie Orphaned Land pracowało kilkadziesiąt osób. W efekcie tego powstał album pełen rozmaitych instrumentów, bogatych aranżacji i muzycznych dźwiękowych smaczków. Tymczasem na niewielkiej scenie Proximy materiał ten odgrywało tylko pięciu muzyków trzymających w dłoniach dwie gitary, bas, perkusyjne pałeczki i mikrofon. Zabrzmiało surowiej? Niezupełnie, bowiem od czego jest współczesna technika?! Publiczność mogła zatem usłyszeć i symfoniczne aranże, i chóry, i klawiszowe tła i wreszcie żeńskie wokalizy. Mimo tego wszystko wypadło bardzo naturalnie i z pewnością purystom li tylko żywego grania to nie przeszkadzało. Takie to mamy czasy - skoro technika pozwala, a budżet nie, trzeba sobie jakoś radzić.

Wróćmy jednak do samego koncertu, bowiem zebrani usłyszeli jeszcze przebojowe Sapari oraz Barakah, Olat Ha'tamid i In Thy Never Ending Way (którym zresztą zakończyli podstawowy set) z albumu  The Never Ending Way of ORWarriOR. Z niego zabrakło mi tylko ukochanego The Warrior. Ów brak zrekompensował mi za to równie niesamowity Ocean Land z Mabool (z niego poleciały jeszcze Birth of the Three, The Kiss of Babylon i Norra el Norra). Bodajże najstarszą rzeczą tego wieczory była El Meod Na'Ala pamiętająca jeszcze poprzednie stulecie.

Muzykom, gorąco dopingowanym i czasami wspomaganym wokalnie przez garstkę fanów, towarzyszyły tuż za sceną filmowe projekcje prezentowane na przemian z okładką All Is One. Zagrali 80 minut i tuż przed północą, po jednym bisie, zeszli ostatecznie ze sceny. Po fajnym koncercie. Szkoda tylko, że tak niewielu chciało go zobaczyć.

Przed Orphaned Land zaprezentowały się kolejno: francuski The Mars Chronicles promujący debiutancką EP-kę, znany i ceniony, również francuski Klone oraz pochodzący z Jordanii Bilocate. Każda z kapel zagrała solidny półgodzinny set. Miłośnikom muzyki gwiazdy wieczoru mógł spodobać się wspomniany Bilocate, grający bardziej ciemną i mroczną odmianę orientalnego metalu, okraszoną do tego growlem. Fanów bardziej technicznego progmetalowego grania mógł ucieszyć występ muzyków The Mars Chronicles, do tego intrygująco ubranych w białe uniformy i z takowymi makijażami.

 

Zdjęcia:

Orphaned Land, Warszawa, 02.10.2013 Orphaned Land, Warszawa, 02.10.2013 Orphaned Land, Warszawa, 02.10.2013 Orphaned Land, Warszawa, 02.10.2013 Orphaned Land, Warszawa, 02.10.2013 Orphaned Land, Warszawa, 02.10.2013 Orphaned Land, Warszawa, 02.10.2013 The Mars Chronicle, Warszawa, 02.10.2013 The Mars Chronicle, Warszawa, 02.10.2013 The Mars Chronicle, Warszawa, 02.10.2013 Klone, Warszawa, 02.10.2013 Bilocate, Warszawa, 02.10.2013
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2024 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.