ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 21.05 - Warszawa
- 22.05 - Kraków
- 25.05 - Łódź
- 25.05 - Zabrze
- 26.05 - Zabrze
- 08.06 - Żórawina
- 21.06 - Sosnowiec
- 22.06 - Warszawa
- 29.06 - Toruń
- 30.06 - Toruń
- 11.07 - Bolków
- 12.07 - Bolków
- 13.07 - Bolków
- 14.07 - Bolków
- 12.07 - Żerków
- 13.07 - Katowice
- 14.07 - Katowice
- 17.07 - Warszawa
- 21.07 - Warszawa
- 26.07 - Łódź
- 27.07 - Łódź
- 28.07 - Łódź
- 27.07 - Ostrów Wielkopolski
- 28.07 - Ostrów Wielkopolski
- 11.08 - Kraków
 

koncerty

03.09.2013

INO - ROCK FESTIVAL, Inowrocław, 31.08.2013

INO - ROCK FESTIVAL, Inowrocław, 31.08.2013 Riverside, Mostly Autumn, Änglagård, Believe, Osada Vida

Niezwykle udaną okazała się szósta edycja inowrocławskiego festiwalu. A przecież, tradycyjnie już, przed jego rozpoczęciem pojawiały się narzekania na skład, czy zmianę, jaka w nim zaszła kilka tygodni temu. I co? I z dużej chmury mały deszcz… Tfu, gdzież tam! Nie spadła nawet jedna kropelka! Pogoda dopisała wyjątkowo i utrzymała się jakby na zamówienie. Chłodniej w Inowrocławiu (jak i w całym naszym pięknym kraju) zrobiło się dopiero dnia następnego. Trudno też mówić o jakimś frekwencyjnym kryzysie. Ładnie odremontowany Teatr Letni zapełnił się na tyle, iż zapewnił idealny komfort przybyłym fanom, a zespołom sporą przyjemność z grania dla naprawdę sporej rzeszy słuchaczy. Zgrabnej organizacyjnej całości dopełniały stoiska z płytkami, koszulkami, obowiązkowym piwkiem i jedzeniem oraz widoczne służby medyczne regularnie przechadzające się wśród zebranych. Nie można też zapomnieć o niemalże szwajcarskiej precyzji w realizacji przyjętego planu festiwalu (pięć minut to chyba największy obsuw jaki  pojawił się, podczas tej kilkugodzinnej imprezy). Miało to oczywiście i swoje minusy – fani Änglagård, czy Mostly Autumn nie doczekali się wypragnionych bisów. Cóż, nie od dziś takie są festiwalowe reguły… No i jeszcze różnie było z nagłośnieniem. Lepiej na koncertach Änglagård, czy Riverside, gorzej podczas występów Osady Vida i Believe.

Jako pierwsza na scenie zameldowała się śląska Osada Vida. Zrobiła to na tyle sprawnie, że… ich występ udało mi się zobaczyć dopiero od jego połowy. Nie oznacza to wcale, że muzyków nie słyszałem. Tkwiłem bowiem w całkiem sporawej kolejce do wejścia, tuż pod murami Letniego. Tak to już jest, gdy duża grupa ludzi przybywa dokładnie w momencie rozpoczęcia imprezy, a na jej teren prowadzi jedna skromniutka brama. Muzycy zdominowali swój występ numerami z bardzo dobrze przyjętego, ostatniego krążka Particles serwując z niego Mighty World, Stronger, Fear, świetny i przebojowy Until You're Gone, Metallicowy i zaskakujący zarazem cover Master Of Puppets oraz Those Days. W  trudnej roli kapeli rozpoczynającej festiwal wypadli przekonująco, wykorzystując tym samym swoje 40 minut.

Warszawski Believe, podobnie jak Osada Vida, niemal w całości oparł występ na swoim ostatnim albumie The Warmest Sun In Winter. Trochę szkoda, bo nie jest to najlepszy krążek w dyskografii formacji Mirka Gila. Uroczo oczywiście zabrzmiał, zaraz na początku, mój ulubiony na tej płycie Beginners, bardzo pewnie radził sobie Wróblewski a Gil, jak zwykle, serwował gitarowe zagrywki, dzięki którym trudno pomylić go z kimś innym… A jednak zabrakło temu występowi większej dramaturgii i zaskoczeń. Być może ze względu na brak starszych rzeczy, którymi można było poprzeplatać najnowsze numery. Tymczasem artyści sięgnęli tylko po pochodzący z  Yesterday Is A Friend, What They Want (Is My Life), w którym, nie słysząc skrzypiec… zatęskniłem za Satomi.

Szwedzki Änglagård dał tego wieczoru jeden z najbardziej intrygujących koncertów. Można oczywiście mówić o tym, że to już nie ten zespół, trudno jednak odmówić jego muzykom kunsztownej wręcz sprawności i biegłości technicznej. Absolutnie najtrudniejszy w odbiorze występ tego festiwalu okazał się pierwszym przyjętym tak entuzjastycznie. Sprzyjały temu z pewnością i solidne nagłośnienie i delikatnie zapadające ciemności, dodające tej muzyce klimatu. Najważniejsze było jednak aranżacyjne bogactwo (niekiedy bardzo oryginalne - w pewnym momencie saksofonistka i flecistka Anna Holmgren wykorzystała efekt dźwiękowy, jaki wydaje opróżniany z powietrza balon). Zagrali Jordrök, Höstsejd, Sorgmantel, Längtans Klocka i Kung Bore, czyli przekrojowy materiał sięgający do trzech wydanych przez nich krążków. I tych, którzy dla nich przyszli, naprawdę urzekli.

Na występ Brytyjczyków z Mostly Autumn czekałem szczególnie. Gdy kilkanaście lat temu wydawali swoje trzy pierwsze, kultowe już dziś wśród fanów progresywnego folku, albumy wiedziałem, że gdy tylko do nas przyjadą, zobaczę ich bezwzględnie. No i tak oto słowo stało się ciałem - Jesienni przybyli. Nieco przetasowani i bez artystycznego, znanego z pierwszych krążków, błysku, którego od kilku lat poszukują na kolejnych płytach, dali sporo przyjemności swoim wiernym sympatykom. Zaczęli jednak od falstartu. Awaria sprzętu, której ofiarą padł liderujący im Bryan Josh, kazała im szybko przerwać występ. Po krótkiej konsternacji sytuację uratowała, wyglądająca zjawiskowo w krótkiej mini, Olivia Sparnenn, która wraz z Iainem Jenningsem zaintonowała akustyczny Rain Song – cover Breathing Space (co ciekawe, z repertuaru tej grupy Sparnenn usłyszeliśmy jeszcze tego wieczoru numer Questioning Eyes). Właściwy koncert rozpoczął porywający Drops Of The Sun z ostatniego, bardzo udanego, krążka. The Ghost Moon Orchestra reprezentowały jeszcze między innymi przejmujący Wild Eyed Skies i piękna wersja utworu Tonight, który pojawił się na bonusowym dysku tegoż albumu. Nie zabrakło oczywiście absolutnych klasyków. Evergreen, a szczególnie Heroes Never Die, którego końcówka rozpaliła fanów, naprawdę przywołały ducha starych, dobrych czasów. Muzyków po 80 – minutowym występie pożegnały sążniste brawa. Ci, którym muzyki Mostly Autumn było mało, mogli nabyć ją na płytkach w sklepiku, w absolutnie – co rzadko się zdarza – konkurencyjnych cenach!

Pół godziny przed 23 na scenie zameldowali się warszawianie z Riverside. Pierwszy polski headliner w sześcioletniej historii festiwalu (czego zresztą Mariusz Duda – frontman grupy - nie omieszkał przypomnieć podczas występu). I wcale nie powinno to zaskakiwać. Cała produkcja koncertu z oprawą świetlną i nagłośnieniem już na samym starcie pokazała, kto tego wieczoru tak naprawdę w inowrocławskim teatrze rozdawał karty. Zresztą, gdyby tak po koszulkach zebranych oceniać, których fanów było tego wieczoru najwięcej, Riverside wygrałby w cuglach. Kwartet zagrał bardzo przekrojowy materiał ciesząc nim i miłośników ostatniego, „hardrockowego” albumu (New Generation Slave, The Depth of Self-Delusion, Feel Like Falling, We Got Used to Us, Celebrity Touch, Escalator Shrine)  i fanów „progmetalowego” ADHD (Left Out, Egoist Hedonist). Nie zabrakło hiciorów w postaci Conceiving You i 02 Panic Room, czy wreszcie klasyki z Reality Dream III i Second Life Syndrome na czele. Fajny, profesjonalny występ dał też chyba sporo przyjemności samym muzykom, którzy bisowali i kończyli kwadrans po północy, wcześniej gorąco dziękując zebranym za przyjęcie.

 

Zdjęcia:

Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Mostly Autumn, Ino-Rock 2013 Osada Vida, Ino-Rock 2013 Osada Vida, Ino-Rock 2013 Osada Vida, Ino-Rock 2013 Osada Vida, Ino-Rock 2013 Osada Vida, Ino-Rock 2013 Believe, Ino-Rock 2013 Believe, Ino-Rock 2013 Believe, Ino-Rock 2013 Believe, Ino-Rock 2013 Believe, Ino-Rock 2013 Anglagard, Ino-Rock 2013 Anglagard, Ino-Rock 2013 Anglagard, Ino-Rock 2013 Anglagard, Ino-Rock 2013 Anglagard, Ino-Rock 2013 Riverside, Ino-Rock 2013 Riverside, Ino-Rock 2013 Riverside, Ino-Rock 2013 Riverside, Ino-Rock 2013 Riverside, Ino-Rock 2013 Riverside, Ino-Rock 2013 Riverside, Ino-Rock 2013
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2024 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.