Uściślijmy. Warszawianie pojawili się na terenie dawnej fabryki Poznańskiego w skromnej, dwuosobowej reprezentacji. W skromnej, aczkolwiek zacnej i istotnej, bowiem łodzianie mogli spotkać się z liderem i gitarzystą grupy – Mirkiem Gilem oraz najnowszym nabytkiem formacji i zarazem jej głosem – Karolem Wróblewskim. Mieszanka rutyny z młodością wypaliła tego popołudnia fantastycznie, gdyż obaj panowie dobrze się bawiąc, przy okazji, sporo pozytywnej energii przekazali zebranym.
Zaczęło się z małym, dziesięciominutowym poślizgiem i… niewielkim zgrzytem. Artyści przygotowali dla swojego występu multimedialną prezentację, której empikowska obsługa niestety nie dała rady odpalić. W wyniku tego, podczas występu Believe oglądaliśmy… spotkanie z Krystyną Jandą i zapowiedzi zbliżających się imprez. Myli się jednak ten, kto myśli, iż kogokolwiek ta sytuacja wyprowadziła z równowagi. Gil stał się jeszcze bardziej wyluzowany, trochę żartobliwie ponarzekał na brak klimatyzacji i przez trzydzieści pięć minut po prostu czarował swoją gitarą.
A czarował na małej scenie zagraconej gitarowym futerałem, dwoma krzesełeczkami, tyloma mikrofonami i kartkami na niej usłanymi. Wróblewski oprócz śpiewu (także przez specjalną tubę!) i gry na flecie poprzecznym parał się konferansjerką. Raz zabawnie, innym razem całkiem poważnie, zapowiadał kolejne kompozycje. Głównie te z ostatniego, promowanego podczas koncertu krążka. Jedynym wyjątkiem był „Beggar” z albumu „Alone”, projektu Mr.Gil, zagrany zresztą dwukrotnie. Co jednak najważniejsze, wokalista Believe przy mikrofonie spisywał się po prostu świetnie. Biorąc pod uwagę fakt, iż przybył do Łodzi przeziębiony i „na antybiotykach”, pozostaje tylko uchylić przed nim kapelusz. To doprawdy mocna osobowość, sprawdzająca się nie tylko na srebrnej blaszce.
Momentów było sporo. Podczas występu i tuż po nim. A to dwukrotnie gitarka zamilkła nie wiedzieć czemu, a to Gil - lekko pewnie żartując z miejsca, w którym odbywał się występ (czytaj: z centrum handlowego) prosił jakąś panią o wyjście z basenu, ze względu na niewłaściwy strój, bądź wreszcie głośno śmiał się, gdy klaszcząca rytmicznie podczas „Beggar” publika… traciła rytm! Już po koncercie, podczas licznych rozmów, wspólnych zdjęć, podpisywania płyt i przygotowanych wcześniej plakatów, jeden z obecnych podarował Karolowi Wróblewskiemu koszulkę Pink Floyd z nadrukiem „The Wall”. Frontman Believe bez wahania poprosił darczyńcę o autograf! Sympatyczne, nieprawdaż?!
Całkiem gościnne okazało się miasto włókniarzy dla 2/5 Believe. Liczne grono słuchaczy (od jednego do… osiemdziesiątego roku życia!) i… mnóstwo ciepłych reakcji – oto najlepszy komentarz do całej imprezki.
A oto zestaw zagranych tego popołudnia kompozycji
This Bread Is Mine
Mother
AA
Beggar
This Is Life
Mine
Silence
Bis:
Beggar
Mine
PS. Już dziś zapraszam do przeczytania długiego i mam nadzieję ciekawego wywiadu, który niebawem ukaże się w naszym serwisie. Wywiadu, jakiego udzielili mi artyści kilka dłuższych chwil po koncercie…