ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 26.11 - Łódź
- 01.12 - Wrocław
- 02.12 - Sosnowiec
- 03.12 - Kraków
- 08.12 - Gdańsk
- 09.12 - Elbląg
- 26.11 - Kraków
- 26.11 - Warszawa,
- 27.11 - Łódź,
- 26.11 - Kraków
- 27.11 - Kraków
- 27.11 - Gdynia
- 28.11 - Wrocław
- 30.11 - Warszawa
- 02.12 - Kraków
- 03.12 - Warszawa
- 03.12 - Kraków
- 03.12 - Leszno
- 05.12 - Warszawa
- 05.12 - Gliwice
- 06.12 - Kraków
- 09.12 - Kraków
- 10.12 - Kraków
- 10.12 - Kraków
- 11.12 - Kraków
- 14.12 - Gliwice
- 27.12 - Kraków
- 23.01 - Warszawa
- 24.01 - Warszawa
 

koncerty

07.12.2007

Festiwal Ars Cameralis – Susanna and the Magical Orchestra, Piano Magic, 24-25.11.2007 r. Bytom, Chorzów.

W ogóle miałem zupełnie inaczej spędzić ten weekend. Miałem być w Poznaniu na zlocie mojego ulubionego #trojka, miałem zajadać rogale świętomarcińskie, zwiedzać browar i konsumować jego wyroby w miłym towarzystwie. Ale…zapomniałem o Ars Cameralis. Festiwal sztuki oficjalnie kameralnej, a w rzeczywistości różnej i różnistej, jest od dawna bodaj najważniejszą imprezą kulturalną w Konurbacji. W tym roku zestaw imprez był wręcz imponujący, a kulminację zaplanowano właśnie na ten weekend – 24-25 listopada: dwa koncerty dwójki wykonawców, których nie zobaczyć nie mogłem. Więc przepraszam Cię, Karolino.
Sobota, 24.11.2007 – Susanna and the Magical Orchestra, Bytom, Bytomskie Centrum Kultury, godz. 20.00
 
Znajomość z Zuzanną i Magiczną Orkiestrą rozpocząłem tak jak prawie wszyscy. Ktoś napisał o niej na swoim blogu, i nie poprzestał na opisaniu płyty Melody Mountain, ale wrzucił linka do MySpace. Kliknąłem – i przeżyłem kilka minut olśnienia. Oto długowłosa, zwiewna kobieta stoi przy mikrofonie i wyśpiewuje – przy kameralnym akompaniamencie złożonym z pianina i loopów – utwór, który jest bezdyskusyjnym klasykiem rocka, ale którego jakoś nigdy do tej pory nie ceniłem. Ale w jej wykonaniu Love Will Tear Us Apart nie ma nowofalowego zgiełku, jest żarliwość i piękno.
Susanna i Morten, reklamujący się jako „najmniejsza orkiestra świata” są Norwegami i w ich piosenkach znajduję to, co najbardziej w muzyce ze Skandynawii kocham: zewnętrzna warstwa chłodu i ogromne, buchające emocje pod spodem. „Arctic soul” – tak ich muzykę się określa. A o tym, jak bardzo są cenieni, świadczy choćby to, że bohaterowie następnego wieczoru, Piano Magic, specjalnie przyjechali do Konurbacji dzień wcześniej, żeby zobaczyć ich koncert.
I oto już są na scenie, i już nas witają: Hello / Hello at my dooorstep / Hello in my street… Morten Qvenild, sympatyczny, nieśmiały blondyn pochylający się nad syntezatorem, od czasu do czasu przesiadający się do pianina. I Susanna Wallumrød, jeszcze bardziej introwertyczna na scenie niż można by się domyślać z interpretacji płytowych. Wpatrzona w mikrofon, zerkająca na karteczki z tekstami, unikająca kontaktu z publicznością (przez cały koncert nie odezwała się ani słowem – wszystkich zapowiedzi dokonywał Morten).
Zagrali obszerny wybór utworów ze swoich obu płyt. Przyznam, że nie jestem do końca przekonany do wszystkich coverów z albumu Melody Mountain – i nie zmieniłem zdania w sobotę. Enjoy the Silence, zagrane przez Orkiestrę jako drugi utwór w kolejności, straciło gdzieś swój cały klaustrofobiczny urok depeszowego oryginału, nie zyskując nic w zamian. Potem pojawiła się i zaskakująca wersja It’s a Long Way to the Top AC/DC, i Dylanowski Don’t Think It’s All Right, i przyjęta aplauzem Condition of the Heart. Ale absolutnym highlightem była Jolene. Tę rozpaczliwą prośbę kobiety skierowaną do rywalki Susanna wyśpiewała stokroć intensywniej niż na płycie List of Lights and Buoys: w Bytomiu zabrzmiała po prostu przejmująco. Natomiast wielkie wrażenie zrobiły na mnie w sobotę autorskie utwory Susanny z pierwszej płyty duetu: wspomniane Hello, Sweet Devil, Believer, a zwłaszcza wspaniały Friend. Może dzięki temu, że nie miałem czasu przypomnieć sobie przed koncertem debiutanckiej płyty Suzanny i potem siedząc w sali BCK cały czas zastanawiałem się, co to za zapomniany klasyk, który Orkiestra odświeżyła… bo ten utwór brzmi, jakby się go znało „od zawsze”, tylko gdzieś przepadł w głębi skrzynki pamięci.
Było oczywiście Love Will Tear Us Apart, potem chwila przerwy i bis. Hallelujah ma tysiące wykonań – to jest inne, wyciszone, zdecydowanie niżej w moll, a nie wyżej w dur, z początku trudne do rozpoznania, nie pełne afirmacji, a raczej żałosnej skargi (fraza I did my best…). Wspaniałe zakończenie pięknego koncertu.
 
Niedziela, 25.11.2007 – Piano Magic, Chorzów, Teatr Rozrywki, godz. 19:00
 
Tu emocji było już mniej. Piano Magic jest jednym z moich ulubionych zespołów ostatnich lat, ale… po pierwsze, widziałem ich całkiem niedawno, podczas ich pierwszej wizyty w Konurbacji na Off-Festiwalu w lipcu, i wiedziałem, czego się spodziewać.. Po drugie, zupełnie mi się nie podoba ich ostatnia płyta, a to z niej nagrania przeważają w repertuarze koncertu. I po trzecie – Piano Magic dziś jest innym zespołem niż np. z epoki Writers Without Homes. Wtedy ze swoją delikatnością świetnie by na Ars Cameralis pasowali, dzisiaj… są raczej zespołem typowo gitarowym, rockowym, mniej oryginalnym.
Uderzała różnica między widowniami na obu koncertach. W Bytomiu publiczności było mniej, ale prawie wszyscy wyglądali na takich, którzy dokładnie wiedzą, na co idą i czego się mogą spodziewać. W Chorzowie teatr był wypełniony w całości, ale odnosiło się wrażenie, że większość stanowią posiadacze festiwalowych karnetów, albo wręcz wejściówek rozdawanych przez instytucje patronujące i media. Niektórzy nie zdzierżyli gitarowych sprzężeń i ewakuowali się w pośpiechu w trakcie koncertu – zwłaszcza, że ten ostatni był, jak to przewrotnie powiadał Glen Johnson, a quiet one. Naprawdę quiet było tylko przez moment, gdy zepsuła się perkusja i Johnson musiał przez chwilę poradzić sobie jako solista.
Sam koncert… jak się rzekło, powtarzał w dużej mierze repertuar ze Słupnej z lipca. Przeważał repertuar z Part Monster i Disaffected, pojawiło się kilka utworów z The Troubled Sleep Of Piano Magic (Saint Marie i I Am The Teacher’s Son) i pojedyncze utwory z wcześniejszych płyt, w tym brawurowo odegrana (Music Won’t Save You From Anything But) Silence. Johnson zabawiał publiczność swoim polskim (jak do nas więcej poprzyjeżdża, to się nauczy może więcej niż „Dżekuje” i „Dżem dobry”) i popisywał się swoim przeuroczym ironicznym poczuciem humoru (tym razem motywem przewodnim był pies, który był podobno jednym z dwóch widzów na poprzednim koncercie, a jedynym, który klaskał). Było sympatycznie, ale bez jakiejś magii.
Po występie zespół zaprosił na after party w klubie „Elektro” w Katowicach – nie byłem, nie widziałem, a myślę, że impreza, na której członkowie Piano Magic grali swoją ulubioną muzykę, mogło być nie mniej ciekawe niż sam koncert.
 
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.