Już od 24 lat pierwszy maja kojarzy nam się nie tyle ze Świętem Pracy, co z wielkim muzycznym świętem. Przynajmniej we Wrocławiu.

W Mieście Krasnali, które przecież słyną ze swojej pracowitości, jest jeden specjalny krasnal – ten z twarzą i gitarą Leszka Cichońskiego. Nasz niezmordowany edukator i autor legendarnego workshopu powołał do życia Thanks Jimi Festival w 2002 roku, podczas którego co roku odbywa się bicie Gitarowego Rekordu Guinessa.

O historii samej imprezy i rywalizacji możecie przeczytać w naszym wywiadzie z głównym pomysłodawcą i dyrygentem największego gitarowego zespołu na świecie. Największego, ponieważ już od niemal dwóch dekad nikt nie odważył się rzucić wyzwania uczestnikom wrocławskiego festiwalu.

Wrocławski Rynek zamienił się w jedną wielką scenę: cztery platformy muzyczne, wystawy, kiermasze, wypożyczalnie instrumentów - wszystko w samym sercu Starego Miasta. Jak co roku, do Wrocławia zjechała potężna liczba odwiedzających oraz muzyków pragnących stać się częścią tej historii.

C-G-D-A-E – te proste pięć akordów niosło niesamowitą moc. Ale to nie tylko „Hey Joe” dominowało w głośnikach. Usłyszeliśmy typowo gitarowe szlagiery, a publiczność głośno wspierała artystów przy takich hitach jak Foxy Lady czy Sweet Home Alabama.

Na scenie pojawili się prawdziwi „Guitar Jedi”, o których wspominaliśmy w wywiadzie: Kozakiewicz, Drapała, Krzaklewski, Cichoński, Raduli i Styczyński. Wzruszającym momentem było wykonanie utworu Dorosłe Dzieci przez duet Grzegorz Kupczyk i Wojciech Hoffmann (z rodziną) oraz Nadziei zespołu Ira (również z Kupczykiem).

Nie zabrakło kobiecej energii w ramach cyklu „Gitara jest dziewczyną” -  wystąpiły m.in. zespół Joanny Dutkowskiej wspieranej przez Chucka Fraziera, Magda Piskorczyk oraz Magdalena Czwojda. Lokalną, wrocławską scenę reprezentowali m.in. Adiema Walkowiak, Nikola Warda i Damian Szewczyk.

Goście specjalni dbali o to, by vibe nie gasł ani na chwilę: Neil Zaza oczarował techniką; Al Anderson i Chet Samuel przywołali ducha Boba Marleya; Luxtorpeda i Piotr Kupicha porwali tłumy a Creedence Clearwater Revival wnieśli nieco bluegrassowego charakteru.

Dodatkową dawkę mocy (dosłownie!) zapewnił 501. Legion, czyli cosplayerzy w strojach z Gwiezdnych Wojen.

Zanim zabrzmiały akordy gitarowego hymnu, nieodzownym elementem każdej edycji jest konkurs na najdziwniejszą gitarę w stylu "granie na byle czym" oraz najwymyślniejsze przebranie uczestników. I choć konkurencję wygrało radio oraz dziewczynka z chłodziarką, to jednak największą furorę zrobiła grająca europaleta, przyozdobiona autografami artystów obecnych podczas tegorocznej edycji festiwalu.

Samo bicie rekordu było punktem kulminacyjnym, choć tym razem nie udało się pobić niesamowitego wyniku ustanowionego we Wrocławiu w 2025 roku. Punktualnie o godzinie 16:00 zabrzmiały tysiące gitar, dyrygowane przez Leszka Cichońskiego ze sceny, które po chwili przerodziło się w jam session.

Nie ostudziło to jednak zapału uczestników - to był dopiero wstęp do serii wieczornych koncertów.

Na scenie Antyradia królowali Ira, Turbo, Trio Balkan Strings, Joanna Dutkowska Band,  a finał na Scenie Głównej należał do Luxtorpedy, Al Andersona, Creedence Clearwater Revival oraz formacji Perfect & Łukasz Drapała. Widok pełnego Rynku ludzi zjednoczonych przez muzykę? Bezcenne!