Od dwóch koncertów w Polsce formacje Wheel i Stoned Jesus rozpoczęły swoją co-headlinerską trasę Spring Equiniox Tour 2026…

Na inaugurację w Krakowie jako ostatni zagrał Stoned Jesus, w stolicy wieczór kończył fiński Wheel. Co ciekawe, jeszcze parę godzin wcześniej, na oficjalnej czasówce występu miało być tak jak w Krakowie. Oba wieczory zainaugurowali jednak Belgowie z Ice Sealed Eyes. Cóż, nie ukrywam, że ostatnio sporo siedzę w około metalcore’owym graniu i ten ich występ był raczej z cyklu „każdy kiedyś zaczynał”. Być może to kwestia specyficznego, hydrozagadkowego brzmienia, ale sympatyczni Belgowie wypadli dość bojaźliwie, bez większej scenicznej ekspresji, soczystego groove’u a ich agresywny, choć niekiedy dość majestatyczny metalcore (nazywany przez nich newcorem) nie wypadł zbyt oryginalnie.

Zdecydowanie wyżej poprzeczka poszła, gdy na scenie pojawili się nasi ukraińscy sąsiedzi ze Stoned Jesus. Występowali już u nas wielokrotnie i są w naszym kraju już niezwykle cenioną marką. Widać to zresztą było w Hydrozagadce. Ich występ spotkał się chyba z najbardziej gorącymi reakcjami i największą frekwencją, bo na występie Wheel publiczność już się nieco przerzedziła. Trio zaczęło od świetnego i majestatycznego New Dawn z ubiegłorocznego Songs to Sun, który to zresztą album był najliczniej reprezentowany w setliście (cztery numery). Były też utwory z Harvest, psychodeliczny Hands Resist Him z Piligrims oraz obowiązkowy i nośny I'm the Mountain z uznanego  Seven Thunders Roar. Całość zakończyli rozpędzonym Here Come the Robots pozostawiając po swoim progresywnym stoner/doom rockowym występie (co ciekawe, całkiem soczyście brzmiącym w tym niewielkim stołecznym klubie) dobre wrażenie. Z ciekawostek warto wspomnieć o tym, iż nie zabrakło scenicznego komentarza dotyczącego wojny na Ukrainie a i na bogatym merchu można było wesprzeć naszych sąsiadów w walce z Rosją. Nadmieńmy jeszcze, że zespół wystąpił z nowym perkusistą, Ihorem Biriuchenko.

Wieczór zakończyli panowie z fińskiego Wheel, formacji, która wypłynęła na fali post-Toolowego grania. Trudno nie znaleźć ewidentnych odniesień do brzmienia sławniejszych Amerykanów, czy to w specyficznych figurach basowych, połamanej rytmice, czy szatkujących, matematycznych riffach. Mimo że na swoim koncie mają dopiero trzy płyty, mogą pochwalić się już u nas sporą grupą oddanych fanów. Dla przykładu, spotkani podczas koncertu moi znajomi przybyli, tylko dla nich, aż z Bydgoszczy. Artyści zagrali bardzo reprezentatywną i przekrojową setlistę grając kompozycje z wszystkich swych pełnowymiarowych wydawnictw (Moving Backwards, Resident Human, Charismatic Leaders) oraz EP-ki The Divide.