W minioną sobotę, w Przystanku Otwartej Kultury Kazimierz w Sosnowcu, fani niebanalnej muzyki mogli poobcować z nią na dwa różne sposoby…
Najpierw, stykając się z koncertową fotografią, bowiem prawdziwym asumptem do sobotnich wydarzeń był finisaż wystawy Rockowe migawki autorstwa Michała Majewskiego z Maj Music, którego kilkadziesiąt wyjątkowych zdjęć, pięknie zresztą wyeksponowanych, można było podziwiać w sosnowieckim POK-u od 10 stycznia. Majewski nie powinien być obcy czytelnikom ArtRock.PL, bowiem jego zdjęcia zdobią czasami nasze koncertowe relacje. W ostatnim dniu wystawy można było nie tylko jeszcze raz zerknąć na jego prace, ale też wysłuchać kilkunastominutowego wywiadu z fotografikiem i przy okazji skorzystać z… małego, słodkiego poczęstunku.
Nie był to jednak koniec sobotnich atrakcji, bowiem bohater wieczoru zaprosił do Sosnowca – dla uświetnienia tego wyjątkowego dla siebie dnia – swoich muzycznych przyjaciół z Podlasia, znaną naszym czytelnikom grupę Starsabout (tu recenzje płyt formacji). I to też było coś szczególnego. Nie chodzi o to, że grupa specjalnie na to wydarzenie przebyła kilkaset kilometrów (jak zażartował ze sceny Piotr Trypus, ponoć „z niemałymi przygodami”), ale przede wszystkim dlatego, że zespół koncertuje niezwykle rzadko a i sześcioosobowy skład, w którym grupa wystąpiła na deskach POK-u, zdarzył się po raz pierwszy.
Muzycy skomponowali swoją setlistę mieszając w niej rzeczy z dwóch dotychczasowych pełnowymiarowych albumów oraz z trzech singli, które trafiły na Live in Studio (If Tomorrow Never Comes, Night Of Blooming Wonders i Out Of Your Arms). Dodajmy, że z debiutanckiego Halflights wybrzmiały między innymi Sway, Black Rain Love i Bluebird, zaś wśród numerów z Longing For Home były rozpoczynające występ Blue Caress oraz Cry Me No Tears i Hourglass.
Występy Starsabout są nieco inne, niż zwykłe rockowe koncerty. Niespieszne, melancholijne, nostalgiczne, nieco oniryczne i.. introwertyczne. Nie pada podczas nich zbyt wiele słów a między poszczególnymi kompozycjami zapada niekiedy dłuższa cisza, podczas której artyści w skupieniu przygotowują instrumenty do rozpoczęcia kolejnego utworu. I ma to swój urok, choć niewątpliwie wymaga u odbiorcy skupienia i odpowiedniego nastroju, aby płynąć mentalnie z zespołem i nadawać na podobnych falach.
Cóż, to był piękny sobotni wieczór zwieńczony w foyer licznymi fotograficzno-muzycznymi rozmowami głównych bohaterów wieczoru z przybyłymi gośćmi.