To był mój piąty wieczór koncertowy w tym roku. Na razie w klasyfikacji klubowej prowadzi Alive, gdzie byłem dwukrotnie - w piątek i w sobotę. Piątek był hardrockowy - autorskie programy z polskimi tekstami zagrały wrocławskie Terapia i SIN, zaś w sobotę zajechały do klubu katowicki Here On Earth i lubelski Slave Keeper.
 
Z chłopakami z Katowic znam się od ponad ośmiu lat. Widziałem ich na scenie około dziesięciu razy, między innymi na festiwalach w Toruniu (dwa razy), Łodzi, Ostrzeszowie, Ostrowie i kilka razy we Wrocławiu, w tym na mojej Progolucji Październikowej, gdzie zagrali na piątej edycji w 2022 roku. Tym razem przyjechali promować swoją czwartą płytę "Zaświat" wydaną kilka tygodni temu, którą zamierzałem nabyć dopiero bezpośrednio od nich, więc osłuchaną ją miałem tylko symbolicznie.
 
Here On Earth to obecnie już nie kwintet tylko kwartet. Tworzą go wokalista Krzysztof Wróbel, basista Przemysław Nowakowski, bębniarz Krzysztof Cudny i Piotr Krasek, który oprócz gitary obsługuje teraz dodatkowo elektronikę sterowaną klawiszami.
Czy po raz pierwszy widziałem HoE jako kwartet ? I tak i nie, ze wskazaniem na nie. Nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Bo stało się tak, gdy grali jeszcze w piątkę, że przyjechali na wspomnianą wyżej Progolucję w składzie osłabionym chorobowo. Ale poradzili sobie scenicznie w ten sposób, że puszczanego z plików basistę zastąpiła wizualnie obecna w klubie Łącznik makieta Britney Spears.
Dwie trzecie sobotniego koncertu Here On Earth stanowiły utwory z nowej plyty, z której zagrano około dwóch trzecich materiału. Czyli konkretnie: tych nowych było siedem. Generalnie we wcieleniu "zaświatowym" elektronika jest oszczędniejsza niż poprzednio, bardziej przestrzenna, z mocniejszym sznytem ilustracyjnym, postrockowym. Ale jak to w HoE są i momenty ostrego, progmetalowego "technicznego" przyłojenia i przyspieszenia. I wtedy np. pojawia się nawet growl w wykonaniu basisty.
Podstawową część koncertu zamknął mocno wyczekiwany liryczny utwór czyli K.A.T.E. zadedykowany przez zespół pewnej świętującej wraz z przyjezdną ekipą urodziny koleżance.
 
O ile, jak wspomniałem, chłopaków z Katowic widziałem razy sporo to goście z Lublina byli dla mnie zupełną zagadką. To zagadka taka, że gdyby nie HoE wpisany przeze mnie w koncertowy kalendarz to pewnie ominąłbym ich koncert. Bo wcześniej nawet nie znałem ich nazwy.
Zagrało kilkudziesięciosekundowe intro, zabrzmiał pierwszy riff gitarowy, potem drugi i trzeci i wiedzieliśmy z czym będziemy mieli do czynienia. To był melodyjny metal à la Helloween, bo takie skojarzenie według mnie jest zdecydowanie najbliższe.
Był sopran Marty Biernackiej ale i refrenowe zaśpiewy gitarzystów Piotra Jakubowicza i Piotra Miećko i basisty Jakuba Orłowskiego.
Były gitarowe unisona niczym u klasyków z Wishbone Ash czy Thin Lizzy, był urozmaicony ale równiutko, klarownie trzymany rytm przez Piotra Szalaka.
Slave Keeper ogrywają obecnie świeżą drugą płytę "Podwójna gra" i cieszą się, że wreszcie zadebiutowali we Wrocławiu. I to jest pewnie wytłumaczenie mojej nieznajomości tego bandu.
Ludzie zgromadzeni w klubie w dość sporej ilości, mimo silnego mrozu, zadowoleni z koncertu, zespoły zadowolone z grania i z atmosfery, więc wszystko "na propsie". Mam nadzieję, że powtórzy się to (oprócz mrozu) w piątek przy tym samym zestawie wykonawczym w częstochowskiej Muzycznej Mecie.
No i mam nadzieję, że zespoły te niedługo znów pojawią się we Wrocławiu.
 
P.S.
Co zagrali ? Zobaczcie w galerii na przyniesionych do domu i sfotografowanych setlistach.
Aha, to był ponownie koncertowy wieczór z wyłącznie językiem polskim. A to bardzo cenię.