Piątkowy wieczór w częstochowskiej Muzycznej Mecie był częścią trasy „Podwójna gra” formacji Slave Keeper. Jednak to nie sympatyczna załoga z Lublina była magnesem, który przyciągnął mnie pod Jasną Górę.

Bo była nią śląska formacja Here On Earth, która na początku grudnia minionego roku wydała swój czwarty album Zaświat. Pisałem na naszych łamach, że to jeden z najczęściej słuchanych przeze mnie i najbardziej lubianych albumów 2025 roku, dlatego też czekałem na bliższe go poznanie także w koncertowej odsłonie.

To był chyba już czwarty koncert grupy od premiery albumu, zatem muzycy z tym nowym materiałem byli dość oswojeni. I to było słychać. Do tego, ku mojej radości, zagrali aż siedem nowych kompozycji (Zabierz mnie, We mnie, w tobie, Kogoś będzie brak, Dzyń, dzyń, Czas przygasłych świateł, Poczekaj, Bezkres) zgrabnie mieszając je z utworami z Nic nam się nie należy (Wdzięczni, Drzewo i kwiat, Godni) oraz z singlowym K.A.T.E.

Muzyczna Meta to niewielki, kameralny klub, który miałem okazję już odwiedzić prawie siedem lat temu przy okazji koncertu grupy Tides From Nebula promującej wówczas From Voodoo To Zen. Ma zatem ten klub też dość charakterystyczne dla takich miejsc brzmienie, w którym nieco brakowało mi oddechu i przestrzeni. Do tego było ciut za głośno, niemniej przesympatycznie było oglądać z bliska instrumentalistów i widzieć, jak z pietyzmem wydobywają z gitar każdy dźwięk. I jeszcze jedno! Dokładnie w dniu koncertu swoje urodziny obchodził perkusista formacji Krzysztof Cudny, któremu wszyscy zebrani odśpiewali gromkie „Sto lat!”

Parę chwili po Here On Earth na scenie pojawił się kwintet Slave Keeper. To grupa już z zupełnie innej muzycznej bajki, bo oferująca mieszankę hard rocka i heavy metalu z dodatkiem żeńskiego wokalu. Tak mi się ten wieczór życiowo potoczył, że nie mogłem ich zobaczyć w całości, niemniej trochę formacji posłuchałem. Muzycy promowali tym występem swój drugi album Podwójna gra i to on zdominował setlistę. Wybrzmiało z niego osiem kompozycji na czele z promującym tę płytę Świętym grzesznikiem (do niego też grupa przygotowała klip), który wypadł naprawdę przebojowo. Widziałem na leżącej na scenie setliście dwie wykreślone piosenki, być może ze względu na lekką chorobę wokalistki, Marty Biernackiej. Humory jednak muzykom dopisywały, choćby podczas konferansjerki między utworami, którą podejmowali – jak żartobliwie zauważyli - aby oszczędzić nieco głosu Marty. Cóż, mimo że widziałem ich tylko we fragmencie, widać było że potrafią z luzem robić dobre hard& heavy. I taki też – dobry, wręcz niezwykle udany - był ten wieczór.

Tekst: Mariusz Danielak

Zdjęcie: Michał "Angelus" Majewski [Maj Music]