ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 04.04 - Ostrów Wlkp
- 04.04 - Wrocław
- 05.04 - Kraków
- 06.04 - Warszawa
- 04.04 - Kraków
- 05.04 - Bielsko-Biała
- 12.04 - Zabrze
- 17.04 - Warszawa
- 25.04 - Kraków
- 25.04 - Bielsko-Biała
- 26.04 - Sosnowiec
- 29.04 - Kraków
- 05.05 - Toruń
- 06.05 - Gliwice
- 07.05 - Katowice
- 08.05 - Łódź
- 09.05 - Warszawa
- 10.05 - Bydgoszcz
- 11.05 - Poznań
- 10.05 - Łódź
- 17.05 - Gdańsk
- 30.05 - Alphen
- 01.06 - Poznań
- 04.06 - Warszawa
- 05.06 - Gliwice
- 09.06 - Kraków
- 12.06 - Wrocław
 

koncerty

22.03.2025

ZAKK SABBATH, Warszawa, Progresja, 20.03.2025

ZAKK SABBATH, Warszawa, Progresja, 20.03.2025

Każdego wieczoru, gdy pierwszym obrazem jaki widzisz zbliżając się do klubu, są podświetlone białym zimnym światłem logotyp PEPSI oraz znak pioruna, a pod tymi znakami ciągnąca się na kilkaset metrów kolejka, w której niby nikt nie narzucał dress code’u a jednak wszyscy ubrali się na czarno, to wiesz już, że to będzie kultowa impreza.

Bilety wyprzedały się wiele miesięcy temu, a co za tym idzie, słynna warszawska Progresja pękała w szwach już na wejściu. Zakk Sabbath, bo dla tej kombinacji słów tu przyjechaliśmy, jest połączeniem doskonałych, kultowych kompozycji Black Sabbath i niesamowitej siły oraz charyzmy Zakka Wylde’a. Można by pomyśleć, że to zwykły cover band, ale tak nie jest.  Urodzony w 1967 roku Zakk Wylde wkroczył na największe sceny świata już w roku 1987 dołączając do Ozyy’ego Osbourne’a, z którym, z pewnymi przerwami, gra do dziś. Zakk stworzył kilka projektów takich jak: Pride & Glory, jego najważniejsze dziecko, Black Label Society, solowe albumy pod własnym nazwiskiem, a w roku 2022 dołączył do zespołu Pantera, w zastępstwie za zamordowanego Dimebaga Darrella, jako gitarzysta koncertowy. Zakk jest tak silną personą, że ma nie tylko miliony fanów ale i fanatyków. Stworzył unikatowy styl gitarowy oparty na bardzo ciężkich riffach, super szybkich solówkach z ogromną ilością soczystych flażoletów i bardzo głębokiego vibrato. Dzięki temu Zakka rozpoznajemy po pierwszej nutce.

Klub Progresja, 20 marca 2025 roku, godzina 21:00, gorąco, głośno i czarno, tak miało być. Po to tu przyszliśmy.

W odróżnieniu od innych koncertów muzycy nie wyłonili się znienacka z ciemności, zza kotary, ale w pierwszym kontakcie z fanami Zakk Wylde wyszedł na scenę z zaplecza trzymając w dłoni figurki i kręcąc przy tym relację telefonem komórkowym. To jego rytuał uprawiany od lat. Następnie muzycy ukryli się za niewielkimi parawanami z tyłu sceny, gdzie poczekali aż do końca odtworzony zostanie kawałek Van Halen – Mean Street. Po nim pojawił się, również puszczony z taśmy, utwór Balck Sabbath, Supertzar. No i się zaczęło.

Zakk Wylde, uzbrojony w fioletową gitarę w czarne paski o pięknej nazwie Barbarian Vertigo stworzonej przez Wylde Audio, wpadł na scenę. Barbarzyński, agresywny kształt i kolorystyka wiosła, przesłaniające twarz broda i włosy, a przy tym odkryte ramiona i napięte bicepsy sprawiały wrażenie, jakby artysta wrócił z polowania na niedźwiedzie polarne na dalekiej północy, a nie wychodził z make-up room’u.

Dodatkowej siły ze sceny dodawała stojąca obok zestawu perkusyjnego ściana trzech Marshalli. Coraz rzadziej zdarza się na koncertach tej skali, że mamy przyjemność słuchać prawdziwego brzmienia analogowego instrumentów gitarowych. Od pierwszych dźwięków mieliśmy do czynienia z doskonałymi riffami przyprawionymi tłustym i pikantnym sosem. Gdyby porównać to do świata motoryzacji, to przyszliśmy tu posłuchać silnika klasycznego Porshe 911 i dostaliśmy Porshe 911, ale napędzane paliwem rakietowym. Flażolety kroiły szkło na barze, a vibrata drążyły trzecią linię metra pod warszawskim klubem Progresja - doskonałość i precyzja stylu gitarowego giganta z pełnym poszanowaniem dla klasycznych kompozycji.

Trzeba również uchylić czoła wokalnym umiejętnościom Zakka, który w spektakularny sposób potrafi imitować głos Księcia Ciemności. W trakcie 105 minut koncertu bez żadnych przerw, na scenie nie zabrakło solówek granych za plecami, a nawet przy użyciu zębów, niczym sam Jimi Hendrix. Facet zachowuje się i wygląda jak prawdziwa gwiazda rocka. Szczególne ukłony również dla kompanów scenicznych: basisty Roberta "Blasko" Nicholsona (Ozzy Osbourne, Rob Zombie) i perkusisty Joey’a Castillo (Danzig, Queen Of The Stone Age) oraz dla widzów - rzadko zdarza się, że fani wywołani ze sceny przez artystę potrafią śpiewać całe teksty, a nie tylko nucić melodię. Ciarki od stóp do głów.

Na zakończenie ostatniego kawałka War Pigs lider zespołu, niczym dzikie zwierzę, zbiegł ze sceny i wskoczył na ladę barową, po której dotarł aż na sam koniec klubu, gdzie dał niesamowity popis improwizując kilkuminutową solówkę. Ostatnie rzędy stały się pierwszymi. Z pewnością wielu zapamięta ten dzień.

Podsumowanie jest krótkie: życzmy sobie wszyscy więcej takich tribute bandów, bo czas nie oszczędza nikogo, a dzięki takim projektom możemy cieszyć się klasyką heavy metalu jeszcze długo.

 

Zdjęcia:

Słuchaj nas na Spotify
ArtRock.pl RSS ArtRock.pl na Facebook.com
© Copyright 1997 - 2025 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.