ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 13.04 - Warszawa
- 14.04 - Białystok
- 25.04 - Poznań
- 26.04 - Szczecin
- 27.04 - Koszalin
- 28.04 - Gdynia
- 10.05 - Piekary Śląskie
- 11.05 - Kraków
- 12.05 - Lublin
- 13.04 - Ostrowiec Świętokrzyski
- 19.04 - Gdańsk
- 20.04 - Chorzów
- 26.04 - Ostrów Wielkopolski
- 27.04 - Wrocław
- 28.04 - Poznań
- 04.05 - Lublin
- 10.05 - Łódź
- 11.05 - Warszawa
- 17.05 - Gorzów
- 18.05 - Szczecin
- 19.05 - Bydgoszcz
- 13.04 - Bydgoszcz
- 14.04 - Warszawa
- 16.04 - Gdańsk
- 17.04 - Kraków
- 14.04 - Radzionków
- 20.04 - Gomunice
- 25.04 - Bielsko-Biała
- 18.04 - Rzeszów
- 20.04 - Bielsko Biała
- 21.04 - Radom
- 22.04 - Kielce
- 20.04 - Lipno
- 24.04 - Warszawa
- 25.04 - Kraków
- 26.04 - GDAŃSK
- 07.05 - Chorzów
- 08.05 - Siemianowice Śląskie
- 09.05 - Siemianowice Śląskie
- 25.05 - Łódź
 

koncerty

13.03.2023

LEPROUS + KALANDRA, MONUMENTS, Wrocław, Centrum Kultury A2, 11.03.2023

LEPROUS + KALANDRA, MONUMENTS, Wrocław, Centrum Kultury A2, 11.03.2023

Krótka i nieoczekiwana relacja z nordycko-wyspiarskiego prog-metalowego wieczoru nad Odrą.

Od kilku już lat te dwie nazwy mocno wyrastają na muzycznej mapie Polski. Mowa o Leprous - norweskich przedstawicielach nowej fali muzyki wielogatunkowej oraz o klubie CK A2 we Wrocławiu. Norwegowie są częstymi gośćmi na nadwiślańskich scenach. Trasa koncertowa promująca wydany w 2021 r. album Aphelion, tym razem zahaczyła o stolicę Dolnego Śląska, przyciągając ze sobą fanów tego dosyć osobliwego zespołu. A było ich dużo. Organizator podaje 960 dusz przesiąkniętych chęcią oglądania norweskiej eksplozji cross-metalowej sceny, moje skromne oko nawet pozwala lekko zawyżyć tę wartość, ale jak wspomniał kolega Wojtek Olejniczenko - chyba pewne limity zostały przekroczone.  Leprous postanowił nam nie tylko pokazać siebie, ale swoich kolegów z norweskiej i wyspiarskiej sceny cross-metalowej – a to już zrobiło z tego mini festiwal mrocznego, nordycko-brytyjskiego art –metalu nad Odrą. I tak, w poprzemysłowej hali, ucywilizowanej na modny, wrocławski klub muzyczny, końskie włosie tarło o metal w iście djentowym stylu, łamiąc schematy i płynnie przechodząc od słodkiego progresywnego grania po mroczne, doom metalowe, ciężkie brzmienia i rytmiczne łamańce. Co trzeba podkreślić – występ odbył się punktualnie, zgodnie z rozpiską organizatora. No, dosyć tego słodzenia. Miód i dziegieć zostawiam na koniec.

O 19:30 rozbrzmiał słodki, ale lekko chłodny głos Katrine Stenbekk, wokalistki norweskiego kwartetu Kalandra. I byłbym rad zapoznać się z ich muzyką, gdyby ... - dziegieć na koniec. Musiałem to zrobić po koncercie. Zespół określa swoją twórczość jako przedstawiciele indie-rock, to taki stylistyczny wytrych, pozwala zespołowi płynnie czerpać inspiracje z różnych form, łamiących utarte w przeszłości szufladki. Kalandra czerpie dosyć szerokie inspiracje z muzyki świata, nordyckiego folku i muzyki ambient. Takim świetnym przykładem jest otwierający występ przestrzenny Borders, Katrine wspomagała się vocoderem, harmonizując swój głos do brzmienia gitary, której dźwięk wydobywał się przy użyciu smyczka. Wokalistka nie ukrywała, że ich macierzystą sceną jest Norwegia – część utworów zaśpiewała w ich ojczystym języku. Na scenie zabrzmiało łącznie 7 kompozycji: Borders, Slow Motion, Naive, Virkelighetens etterklang, „”, Ensom oraz na zakończenie Brave New World. I szczerze żałuję, że nie zakupiłem ich krążka CD, ale naprawię ten błąd. Z uwagi na charakter muzyki to nie była scena do zapoznania się z muzyką tego zespołu. Jednak do zwrócenia uwagi o istnieniu była wystarczająca. Następnym razem liczę, że wystąpią w Starym Klasztorze – zwłaszcza patrząc na teledysk do zamykającego występ Brave new world. Byli pierwszy raz we Wrocławiu i mam gorącą nadzieję, że nie ostatni! Jeżeli Kalandra jeszcze nie przekonała do siebie podczas koncertu – polecam zerknąć na ich stronę: https://www.kalandra.no!

Równiutko o 20:30 na scenę władował się brytyjski cross-metalowy Monuments i się zaczęło. Ciężko, bardzo ostro, growlująco. Core metal i progresywne i djentowe łamańce - taka moda, wiecie, Messhugah zaczęło grać tym stylem 30 lat temu, a wyspiarski Haken wprowadziło galopadą do „prog-kultury” w poprzedniej dekadzie. I szczerze, core to nie mój styl, ale szacunek dla wokalisty za skok w publiczność (tak, skoczył, tłum się nie rozsąpił), po którym płynąc na fali rąk wciąż śpiewał. Potem zaczęło się typowo jak dla sceny metalowej czyli młynek pod sceną i trzeba było zrobić parę kroków w tył. Mając już pewną ilość obrotów wokół słońca na karku, udział w takich pląsach tylko za zgodą lekarza. Tu repertuar także nieskromny. Ze swoich 4 dotychczasowych wydawnictw zagrali 8 kawałków – I, the creator, Opiate, Leviathan, Empty vessels make the most noise, Cardinal red, Falce provicence, Lavos oraz zamykający The Crimmerian. Zakończony gościnnym występem wiolonczelisty Raphaela Weinroth-Browne'a, towarzyszącemu headlinerowi w tej trasie. Brawa dla perkusisty za bezbłędnie wyrecytowane „stół z powyłamywanymi nogami” .

I równiuko o 21:30 na scenę wjechał ten najbardziej oczekiwany zespół. Leprous nie będę szerzej opisywał, wszyscy go znają. To uroczy, indie-art-metal-prog-popowy twór, który swoją eklektyczną formą wszedł do serwisów muzycznych i mainstreamowych i tych niszowych, praktycznie do każdej formy muzyki pop, rocka i metalu. I to jest niesamowite, jak płynnie przechodzą klimatem między tym ciężkim, nostalgicznym norweskim doom metalem, popem, który absolutnie nie ma nic wspólnego z A-ha, djent i prog metalem a na klasycznym rocku progresywnym kończąc. I właśnie ten stylistyczny miks w połączeniu z wysokim wokalem Einara Solberga jest ciężko zapracowaną wizytówką zespołu.

Są na scenie od ponad 20 lat, mają w dorobku 7 studyjnych albumów i jeden koncertowy. Pamiętam, jak w jednej z korespondencji wymienianej z Ojcem Dyrektorem RS, Piotr Kosiński zachwalał muzyczną eksplozję na norweskiej scenie. Wtedy raczej dla nas kojarzonej z mrocznym doom & black metalem, nieźle rozrabiającym Mayhem, twórczością A-ha i sceną alt-jazzową jak Aarsen, Garbarek itd.  A tu taka odmiana. I to nie był pierwszy i nie jedyny zespół z północnych obrzeży Europy, ale jedyny, który tak świetnie zapadł w świadomości odbiorców. Ale za to jak rozpoznawalny! Zresztą ilość osób pod sceną mówi sama  za siebie. Co do samej części technicznej - oświetleniowcy i akustycy zrobili kawał świetnej roboty, nadając bardzo dobrą oprawę – świetlne ramki ustawione na wzór piramidy – jak z okładki promowanego na tym koncercie siódmego albumu zatytułowanego Aphelion, które zmieniały kolory i odcienie, oświetlając dodatkowo scenę. W rezultacie powstał bardzo ciekawy teatr świateł i muzyki, w którym aktorzy tańczyli z instrumentami na scenie, wskakując na plastikowe podesty ustawione na brzegu sceny – dzięki temu, my metr siedemdziesiąt, mogliśmy w tłumie wysokiej młodzieży, podziwiać muzyczny spektakl. Akustyka, biorąc pod uwagę materię, miała najwięcej do zrobienia. Muszę przyznać, że tym razem magicy od dźwięku dokonali oczekiwanego cudu. Dziegieć na koniec! 14 kompozycji, tyle łącznie w ciągu całego 2 godzinnego występu zagrał nam Leprous. Trzymali się ostatnich 3 albumów.  Począwszy od Have you ever? przez monumentalny The Price, Foe, The Flood, On hold, Castaway Angels, From the Flame, Distand bells, Out of here, The Silent revelation, następnie był wybór publiczności The Valley (dzięki za podpowiedź dla Magdy M!)  i zamykający Below, który zabrzmiał bardzo pompatycznie. Oj, tu chyba akustycy mieli magiczny guzik, gdyż zabrzmiał on najlepiej z całego setu utworów. Po wspólnym zdjęciu z publicznością i krótkiej, dosłownie 30 sekundowej przerwie, muzycy wyszli na 2 utwory – Nighttime Disguise przechodzące płynnie w The Sky is Red, podczas którego cała oprawa sceniczna biła krwistą czerwienią.  

Skąd taki product placement lokalu? To jedyny klub muzyczny w mieście, który jest w stanie pomieścić 1000 osób – ogromna zaleta to: miejsce, świetny dojazd komunikacją miejską, dobrze widoczna scena, przygotowanie pod praktycznie każdy koncert z marszu. Wada: brak parkingów. I tu łyżka dziegciu. O ile sam klub oceniam względem lokacji na rewelacyjny, tak samo jak i kulturę obsługi, to jest to z gatunku, gdzie w temacie nagłaśniania imprez  akustyk może robić doktorat i habilitację za jednym zamachem. Nie wiem, czy to kwestia zainstalowanego nagłośnienia, konstrukcji lokalu, no nie chcę narzekać, ale na selektywny odbiór muzyki naprawdę ciężko tam liczyć, albo już tak mam rozpieszczone ucho i się po prostu czepiam. Dla przykładu klub Łącznik o podobnym post-industrialnym charakterze, ale o wiele mniejszej kubaturze, brzmi wzorcowo. Jak do tej pory jedynie inżynierom dźwięku od Leprous udało się wysterować akustykę pod ten zespół, zresztą w przypadku wszelakich koncertów to już taki standard, że tylko headliner się liczy. Reszta brzmiała nieselektywnie, ale były koncerty, gdzie niestety i gwieździe przytrafiało się brzmieć gorzej niż zespół rozgrzewający publiczność. Na szczęście nie tym razem, tylko szkoda mi zespołu Kalandra. Ale to taka uwaga, jak się za młodu bujało do filharmonii pomorskiej w Bydgoszczy na Porcupine Tree czy do Zabrza do Domu Muzyki i Tańca na Camel, to niestety człowiek się przyzwyczaił do dobrego.

Za to brawa dla promotora i organizatora – szczerze mówiąc lepszego miejsca nie dałoby się znaleźć, nie licząc akustycznego malkontenctwa powyżej. Taki set i jeszcze zamknięty w tej cenie biletu, to po prostu miód dla fanów tego zespołu. Promotor nie dość, że ma bardzo dobrego nosa co do wyboru sal, to stara się jeszcze, aby fanów było stać na koncerty. Stąd może taki sukces? 960 osób!

 

Zdjęcia:

Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Leprous, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Kalandra, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Kalandra, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Kalandra, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Monuments, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Monuments, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Monuments, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Monuments, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Monuments, CK A2, Wrocław, 13.11.2023 Monuments, CK A2, Wrocław, 13.11.2023
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2024 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.