ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 25.09 - Wrocław
- 26.09 - Warszawa
- 27.09 - Kraków
- 29.09 - Bydgoszcz
- 29.09 - Warszawa
- 30.09 - Warszawa
- 30.09 - Kraków
- 01.10 - Poznań
- 04.10 - Wrocław
- 05.10 - Łódź
- 06.10 - Bydgoszcz
- 07.10 - Szczecin
- 08.10 - Gdynia
- 12.10 - Bełchatów
- 13.10 - Grudziądz
- 14.10 - Gliwice
- 05.10 - Kraków
- 06.10 - Poznań
- 07.10 - Lublin
- 08.10 - Piekary Śląskie
- 07.10 - Kraków
- 08.10 - Poznań
- 09.10 - Wrocław
- 10.10 - Wrocław
- 13.10 - Warszawa
- 13.10 - Grudziądz
- 14.10 - Kraków
- 15.10 - Poznań
- 16.10 - Lublin
- 21.10 - Kraków
 

koncerty

03.02.2023

DREAM THEATER, ARION, Warszawa, COS Torwar, 29.01.2023

DREAM THEATER, ARION, Warszawa, COS Torwar, 29.01.2023

Był lipiec 2019 roku, gdy po raz ostatni pojechałem na koncert zespołu Dream Theater. Kapeli, która w moim osobistym rankingu była zawsze na topie. I pamiętam z tego koncertu jedynie długie rozmowy ze znajomymi i przyjaciółmi przy pobliskich ławeczkach, bo niestety nie dało się słuchać tego co zespół prezentował na scenie a w szczególności chodziło o bardzo słaby głos Jamesa LaBrie...

Dlatego też z niemałą obawą jechałem do Warszawy na koncert popularnych „Dreamów”. Tym bardziej, że koncert odbywał się na bardzo trudnej do nagłośnienia hali Torwaru, gdzie byłem kilka razy i nigdy nie słyszałem dobrze ustawionego koncertu.

I muszę przyznać, że może nie było idealnie i czasami suwaki pana za konsoletą wędrowały za wysoko lecz był to chyba najlepiej nagłośniony koncert, który słyszałem na Torwarze. Rozpoczęli punktualnie o 20 singlem promującym album „A View From the Top of The World” czyli utworem “The Alien” (który był jednym z czterech przedstawicieli tej płyty podczas tego wieczoru). Przyznam, że najnowszy album nie wpadł mi w ręce w zeszłym roku i myślę, że nie sięgnę po niego również po ostatnim koncercie. Te utwory bardziej są przesycone technicznym graniem niż melodiami, co po pewnym czasie męczy. Było to słychać, gdy pojawiły się kompozycje z albumu „Awake („6AM” oraz „Caught in the Web”). W pewnym momencie James LaBrie powiedział, że tego dnia miały miejsce dwa ważne wydarzenia. Po pierwsze, ich Production Manager April obchodziła urodziny (z tego powodu był mały tort a panowie zaintonowali „Happy Bithday”, które według Jamesa było najgorszym wykonaniem jakie słyszał). Po drugie, tego dnia była kolejna rocznica wydania albumu „Six Degrees of Inner Turbulence” (dwudziesta pierwsza). I z tego też powodu wybrzmiały kompozycje z tej płyty na czele z przepięknym „Solitary Shell” (sprawdzałem jednak setlisty z innych koncertów i zawsze w tym momencie grali ten utwór także był to tylko zbieg okoliczności). Później pojawił się chyba największy hit Dream Theater czyli „Pull Me Under” a podstawowy set zakończyli tytułową suitą z ostatniego albumu. Po krótkiej przerwie piątka z Bostonu pojawiła się na 15-minutowy bis, który wypełniła kompozycja „The Count of Tuscany” z ostatniego albumu z Mikem Portnoyem czyli „Black Clouds & Silver Linings”.

Najjaśniejszymi punktami tego wieczoru byli John Myung i John Petrucci (choć ten drugi czasami miał za wysoko ustawioną gitarę a nawet raz przy „Bridges in the Sky” nie było go w ogóle słychać na wstępie). Przy dużej intensywności pozostałych instrumentów gubiły się gdzieś klawisze Jordana Rudessa. Jeśli chodzi o śpiew Jamesa LaBrie to był przyzwoity. W porównaniu do koncertu, o którym wspomniałem na wstępie to był on bardzo dobry. Jednakże słychać, że z roku na rok z jego głosem jest coraz gorzej. Może gdyby wszystkie instrumenty były trochę cisze,j to lepiej by się i jemu śpiewało i nam go słuchało, bo przy spokojniejszych partiach było naprawdę przyzwoicie. Niemniej jednak koncert był lepszy niż się spodziewałem. W szczególności jeśli chodzi o wykonanie starszych kompozycji, do których mam bardzo duży sentyment. Nie sposób nie wspomnieć jeszcze o robiących wrażenie (choć czasami wydaje mi się niewyraźnych) wizualizacjach za zespołem. Szczególnie jeśli chodzi o krajobrazy podczas „A View of The Top OF The World” czy „The Count of Tuscany”.

Wspomnieć jeszcze należy o supporcie, który towarzyszy zespołowi na ich trasie po Europie. Panowie z zespołu Arion zrobili bardzo dobrą robotę rozgrzewając zebraną publiczność. Wykonują oni bardzo klasyczny power metal, który mnie osobiście ujął. Te 30 minut to był bardzo miły czas, gdzie Lassi Vääränen i jego koledzy z Helsinek dwoili się i troili aby umilić nam ten wieczór. Zabawne było jak ustawione klawisze miał odpowiedzialny za te partie Arttu Vauhkonen. Ma on klawiaturę skierowaną w stronę publiczności czego nigdy wcześniej nie widziałem. Arion wykonał dla zebranej publiczności mieszankę utworów z albumów Life Is Not Beautiful” oraz „Vultures Die Alone”.

Podsumowując, ten wieczór był naprawdę udany i myślę, że jeśli w przyszłości zespół zawita do Polski to chętnie wybiorę się raz jeszcze, szczególnie gdy przyjadą w ramach jakiejś trasy, która będzie jubileuszem płyty ze starych czasów, które tak dobrze wspominam.

Serdeczne podziękowania dla Winiary Bookings za możliwość uczestnictwa w tym wydarzeniu.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2023 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.