ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 30.09 - Częstochowa
- 07.10 - Poznań
- 08.10 - Wrocław
- 14.10 - Rzeszów
- 22.10 - Kraków
- 30.09 - Kraków
- 30.09 - Piekary Śląskie
- 01.10 - Poznań
- 01.10 - Warszawa
- 01.10 - Konin
- 09.10 - Kraków
- 10.10 - Warszawa
- 11.10 - Kraków
- 12.10 - Warszawa
- 13.10 - Gdańsk
- 12.10 - Wrocław
- 13.10 - Wrocław
- 13.10 - Toruń
- 14.10 - Gdańsk
- 14.10 - Warszawa
- 19.10 - Katowice
- 22.10 - Kraków
- 23.10 - Wrocław
- 27.10 - Warszawa
- 29.10 - Zabrze
- 29.10 - Warszawa
- 30.10 - Katowice
- 31.10 - Poznań
- 31.10 - Wrocław
- 01.11 - Warszawa
 

koncerty

01.09.2022

INO-ROCK FESTIVAL [[Wishbone Ash, Leprous, Villagers Of Ioannina City, Besides, Baśnia), Inowrocław, Teatr Letni, 27.08.2022

INO-ROCK FESTIVAL [[Wishbone Ash, Leprous, Villagers Of Ioannina City, Besides, Baśnia), Inowrocław, Teatr Letni, 27.08.2022

Za nami już czternasta edycja „najsympatyczniejszego festiwalu letniego w Polsce” czyli Ino-Rock Festivalu, który odbył się, jak to zwykle bywa, w ostatnią sobotę sierpnia w inowrocławskim Teatrze Letnim. W tym roku na scenie było bardzo różnorodnie i myślę, że każdy znalazł coś dla siebie. Ja w szczególności oczekiwałem na występy trzech zespołów, których twórczość bardzo lubię i cenię… Ale, po kolei.

Na pierwszy ogień (można powiedzieć, że dosłownie, bo gorąco było podczas tego występu a słońce świeciło prosto w twarz) zaprezentowała się nam Baśnia Lipińska z zespołem. Był to kilkudziesięciominutowy set, w którym przeplatały się kompozycje z dwóch płyt długogrających: „No Falling Stars and No Wishes” oraz „In Parts Messed Up”. Mnie w szczególności przypadła do gustu kompozycja tytułowa z drugiego albumu oraz singiel ją promujący czyli „Photographs”. Nie dało się przejść obojętnie obok głębokiego basu, który może bardziej zauważalny jest na nagraniach na płycie, ale robił tutaj dobrą robotę. Cały koncert uważam za poprawny, idealnie wpisujący się w początek festiwalu.

Po krótkiej przerwie (tutaj ukłony dla obsługujących scenę, bo wszystko było przygotowane sprawnie i bez zbędnych dłużyzn) prowadzący: Baśnia (tak, pełniła tego dnia dwie role) i Michał Kirmuć zaprosili zgromadzoną publiczność na koncert zespołu Besides. Z piątką z Brzeszcz znamy się nie od dziś i widziałem ich na scenie wiele razy. I mogę powiedzieć, że pomimo, że ta muzyka może lepiej smakować w małym klubie z minimalistycznym oświetleniem, to mnie występ w Inowrocławiu „pozamiatał”. Gdy ze sceny popłynęły dźwięki intro z ostatniego, bardzo przejmującego albumu „Bystanders” byłem autentycznie wzruszony. Ale chyba o to w tym wszystkim chodzi, żeby sztuka dotykała naszych emocji. To był według mnie najlepiej nagłośniony koncert tego dnia (może dlatego, że nie było wokalu, bo to z nim zauważałem największe problemy podczas każdego z koncertów). W setliście pojawiły się najbardziej rozpoznawalne kompozycje takie jak „Linnet’s Flight”  czy „May I Take You Home” z debiutu. Panowie z Besides od lat tworzą zgrany zespół i było to słyszalne podczas tego występu.

Gdy słońce chowało się za drzewami na scenie pojawił się zespół, na który czekałem najbardziej. Villagers of Ioannina City zwrócili moją uwagę po wydaniu kilka lat temu płyty „Age of Aquarius” a po majowym koncercie w Krakowie apetyt na kolejny występ Villagersów tylko wzrósł. I ponownie nie zawiedli, tak mnie jak i zebranej w Teatrze Letnim publiczności, która żywiołowo reagowała pod sceną. Panowie zaprezentowali 80-minutowy set, w którym zawarli cały, wspomniany wcześniej album przeplatany utworami z debiutanckiej płyty Greków, jak m. in. znakomite „Ti Kako” czy instrumentalny „Skaros”. Zabrakło mi jedynie monumentalnej kompozycji „Zvara” ale już nie starczyło na nią czasu. Pomimo początkowych problemów z dźwiękiem czy wokalem podczas drugiego utworu, występ był bardzo udany i szkoda tylko, że panowie nie zabrali ze sobą żadnego merchu, bo usatysfakcjonowana publiczność zapewne ruszyłaby i kupiła pamiątkową koszulkę czy płytę.

I tak po kilku godzinach od rozpoczęcia zapadł zmierzch w Teatrze Letnim a na scenie pojawili się Norwegowie z bardzo lubianej w naszym kraju formacji Leprous. Einar Solberg i jego koledzy zabrali nas w podróż po większości dyskografii. Co ciekawe, w przeważającej ilości pojawiły się utwory z poprzedniej, przepięknej, emocjonalnej płyty „Pitfalls” (aż cztery z „Below”  na czele, do którego teledysk był kręcony w Polsce, we Wrocławiu, o czym wspomniał również Einar ze sceny myśląc, że to właśnie w tym samym mieście będą grać ten sobotni koncert). Ale nie zabrakło również najnowszych kompozycji z „Aphelion”, jak otwierające setlistę „Out of Here” (tutaj słyszalne były problemy z wokalem ale tylko podczas tego utworu na szczęście) czy „Nighttime Disguise” z niesamowitym growlowym zakończeniem. I muszę przyznać, że koncert był rewelacyjny właśnie pod względem brzmieniowym, bo wszystkiego nie było za dużo, jak podczas ostatniego, listopadowego koncertu w Warszawie. Można nawet powiedzieć, że ten koncert nie tłamsił tak słuchacza a dał mu przestrzeń do wysłuchania każdej melodii płynącej z muzyki wykonywanej przez Leprous. Do tego jeszcze świetny pomysł z rozstawieniem case’ów na scenie, gdzie każdy z muzyków (poza oczywiście Baardem Kolstadem) mógł na niego wskoczyć, będąc widocznym z każdego miejsca w teatrze, ułatwiając dodatkowo robienie zdjęć fotografom. Zapewne, gdy panowie wrócą do Polski w marcu przyszłego roku, będę chciał ponownie ich zobaczyć i posłuchać, bo zawsze jest to ogromna przyjemność.

Gwiazdą tegorocznego Ino-Rocka był brytyjski gigant rockowy czyli zespół Wishbone Ash. Andy Powell niezmienne od ponad już 50-ciu lat stoi na czele tej formacji co jest ogromnym wyczynem. I szczerze powiedziawszy największym zaskoczeniem dla mnie była forma wokalna frontmana. Jego śpiew był czysty jak na osobę z tak dużym stażem koncertowym. Zresztą, ruch sceniczny jest również niczego sobie a przypomnijmy, że Andy to już pan po 70-tce. W samym występie wszystko się zgadzało (chyba najbardziej selektywnie zabrzmiał ten koncert). No może poza oświetleniem, które było najgorsze podczas tego festiwalu, a do tego jeszcze w pewnym momencie coś strzeliło i światło zgasło na krótką chwilę, szybko jednak udało się je naprawić. Trudno mi się wypowiadać na temat setlisty ale z uzyskanych informacji usłyszałem, że wybrzmiały największe przeboje zespołu na czele z „Phoenix” oraz zagranym na bis oczekiwanym przez wielu „Persephone”. To było ponad 90 minut świetnej muzyki, którą słuchało się z przyjemnością od początku do końca.

Podsumowując, to był bardzo udany festiwal, który może nie powalił frekwencją tak jak to bywało jeszcze kilka lat temu, ale każdy z przybyłych wiedział po co tam przyjechał, bo każdy mógł znaleźć coś dla siebie poprzez ścianę post-rockowych dźwięków, gotyckie rytmy czy klasyczne riffy gitarowe. Zabrakło może jedynie interakcji z zespołami po koncertach, aby można było z nimi zamienić kilka słów, zdobyć autograf czy zrobić pamiątkowe zdjęcie tak jak to bywało dawniej. Pewnym jest, że pięcioletnia absencja na tym festiwalu była w moim przypadku zbyt długa i już dziś rezerwuję sobie ostatni weekend sierpnia 2023 roku, aby ponownie pojawić się na tym sympatycznym festiwalu i posłuchać dobrej muzyki, zrobić zdjęcia oraz przyjąć niezliczoną ilość uścisków i „piątek” od muzycznych i nie tylko muzycznych znajomych. Wierzę, że organizatorom starczy sił (i środków finansowych), aby to święto muzyki trwało w tym kultowym jak dla mnie miejscu na progresywnej mapie Polski.

Fot. Michał "Angelus" Majewski

 

 

Zdjęcia:

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.