ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

14.06.2022

THE NEAL MORSE BAND, KRAKÓW, Klub Studio, 03.06.2022

THE NEAL MORSE BAND, KRAKÓW, Klub Studio, 03.06.2022

W piątek, 3 czerwca w Krakowie, byłem świadkiem najlepszego koncertu w 2022 roku jaki do tej pory widziałem i fotografowałem. A pomyśleć, że miało mnie tam nie być, ale jak to w życiu, zdarza się tak, że koleje losu zmieniają się jak w kalejdoskopie. Neal Morse był na mojej „liście marzeń” więc gdy w czwartek otrzymałem informację o akredytacji, to perspektywa wyjazdu do Krakowa napawała mnie jeszcze większym optymizmem.

Koncert rozpoczął się punktualnie o 20:00. Gdy wszedłem do fosy, już wiedziałem, że będzie pięknie. Panowie od oświetlenia nie byli oszczędni i świecili idealnie. Do tego selektywność każdego z instrumentów była słyszalna pod samą sceną (później również, gdy przemieszczałem się, aby zrobić zdjęcia z innych miejsc sali).

Występ NMB  w Krakowie był częścią trasy promującej najnowsze wydawnictwo zespołu „Innocence & Danger” dlatego też większa część podstawowego setu pochodziła z wydanego w 2021 r. krążka. Na sam początek usłyszeliśmy „Do It All Again” oraz „Bird on a Wire”. Neal Morse z uśmiechem na ustach przywitał się ze zgromadzonymi w Klubie Studio fanami i zapytał ze sceny czy już tu kiedyś grał (chodziło o występ z roku 2013 roku w „starym” Klubie Studio podczas Międzynarodowego Festiwalu Perkusyjnego, na którym też miałem przyjemność być). Uzyskał odpowiedź połowicznie poprawną, bo miejsce było to samo, ale nie zrozumiał, że budynek został postawiony na nowo. Następnie wybrzmiały trzy kolejne kompozycje z ostatniego albumu („Your Place in the Sun”, „Another Story to Tell”, „The Way It Had to Be”).  Ciekawy zwrot akcji nastąpił, gdy ze sceny popłynęły dźwięki „Breathe” Pink Floyd, co zapowiedziało część coverową tego występu. Przepiękne aranżacje  „Breathe” oraz intra z „The Great Gig In The Sky” połączone zostały ze znakomitym „Bridge Over Troubled Water” z repertuaru duetu Simon & Garfunkel. Chwile pełne wzruszeń, a może i nawet uronionych łez mogliśmy przeżyć, gdy czterech artystów (bez basisty Randy’ego George’a) zaśpiewało balladę „Waterfall” (z płyty „The Grand Experiment” z 2015 roku).  Przed tym utworem zza swojego zestawu perkusyjnego wyszedł Mike Portnoy i powiedział coś pięknego do zgromadzonej publiczności. Porównał ją do Ronniego Jamesa Dio, który był niewielkiego wzrostu ale głos miał potężny. Mike nawiązał tym do niewielkiej frekwencji podczas  występu. Później jeszcze raz odniósł się do swoich słów, gdy po jednym z utworów pokazał to w postaci symbolu serca. I tu muszę napisać jedno: rzeczywiście przykre było to, że tak mało ludzi przyszło na koncert, ale trzeba przyznać, że nie było tam ani jednej przypadkowej osoby, co według mnie kompensowało liczbę zgromadzonej publiczności.

Na zakończenie - jeśli można tak powiedzieć o dwóch utworach podstawowego seta - wybrzmiały najdłuższe kompozycje z „Innocence & Danger” - „Not Afraid,  Pt.2” i „Beyond The Years” i była to niesamowita, ponad 50-minutowa przyjemność, kunszt na najwyższym poziomie artystycznym. Rzadko ma się okazję usłyszeć tak długie kompozycje podczas koncertów, które mają swój niewątpliwy urok. Utrzymać uwagę widza i słuchacza przez tak długi czas nie jest łatwo, a myślę że muzykom NMB to się udało.

Artyści zeszli ze sceny ale nie kazali długo na siebie czekać. Po gromkich owacjach zagrali kompilację z różnych albumów Neal Morse Band trwającą około 30 minut, którą rozpoczął i zakończył utwór „Long Day” i jego repryza z albumu „The Similitude of a Dream”.

Trzeba przyznać, że mała frekwencja nie wpłynęła szczególnie na cały zespół. Wszyscy brzmieli znakomicie. Sam Neal szalał na scenie od pierwszej do ostatniej minuty. Dla mnie wielkim odkryciem był Eric Gillette, który czarował swoją grą na gitarze i niemniej dobrym śpiewem. Zresztą wszyscy członkowie The Neal Morse Band śpiewać potrafią, co można było usłyszeć w wielu fragmentach tego występu a w szczególności, gdy śpiewali w wielogłosie.

Podsumowując, wieczór w krakowskim klubie Studio był jednym z najbardziej chwytających za serce spotkań z rewelacyjnymi muzykami, jaki było mi dane zobaczyć i posłuchać. Muzykami, którzy przemierzyli tysiące kilometrów, aby dać nam takie show, którego długo nie zapomnę. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie kolejna okazja aby spotkać się z Neal’em Morsem i jego zespołem, oby przy liczniejszym udziale publiczności. Bo najzwyczajniej warto.  

 

 

Zdjęcia:

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.