ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 28.11 - Wrocław
- 30.11 - Warszawa
- 01.12 - Wrocław
- 02.12 - Sosnowiec
- 03.12 - Kraków
- 08.12 - Gdańsk
- 09.12 - Elbląg
- 02.12 - Kraków
- 03.12 - Warszawa
- 03.12 - Kraków
- 03.12 - Leszno
- 05.12 - Warszawa
- 05.12 - Gliwice
- 06.12 - Kraków
- 09.12 - Kraków
- 10.12 - Kraków
- 10.12 - Kraków
- 11.12 - Kraków
- 14.12 - Gliwice
- 27.12 - Kraków
- 23.01 - Warszawa
- 24.01 - Warszawa
 

wywiady

09.06.2010

“Równowaga jest kluczem, także i w muzyce” – wywiad z muzykami Disperse - Marcinem Kicykiem, Rafałem Biernackim i Jakubem Żyteckim

“Równowaga jest kluczem, także i w muzyce” – wywiad z muzykami Disperse - Marcinem Kicykiem, Rafałem Biernackim i Jakubem Żyteckim Są bardzo młodzi a już mają na swoim koncie wspólną trasę z Riverside oraz wydany w tym roku bardzo udany krążek - „Journey Through The Hidden Gardens”. I głównie te dwa wątki zdominowały mój wywiad z muzykami tej przeworsko - biłgorajskiej formacji…

ArtRock.PL: Jak zaczęła się wasza znajomość z Riverside? Trzeba przyznać, że dla startującego zespołu, zagranie wspólnej trasy z tak uznaną formacją, jeszcze przed debiutem, to duży prestiż, ale i wyzwanie...

Marcin Kicyk: Nasza znajomość z Riverside zaczęła sie w styczniu 2009 roku. W tamtym czasie byliśmy już ponad pół roku po nagraniu dema "Promo 2008" i w zasadzie mieliśmy już, łącznie z tekstami, gotowy materiał na " Journey..." Styczeń to był dla nas ten okres, gdzie mieliśmy dość zespołowej stagnacji. Zaczęliśmy sie rozglądać za wytwórniami płytowymi, które byłyby w stanie zapewnić nam środki na nagranie debiutu a także wydanie go. Skończyło się niestety na wysyłaniu płyt i emaili bez jakiegoś tam większego zainteresowania. Były prowadzone też rozmowy z niemieckim wydawcą i szwajcarską wytwórnią płytową. Lecz oni, biorąc pod uwagę nasz wiek, mieli pomysł zrobienia z nas jakiegoś nowego plastikowego produktu, gdzie w grę wchodziło wyrzeczenie się nazwy zespołu na rzecz innej, wymyślonej przez nich, zmienienie stylu muzyki itd. na co oczywiście nie mogliśmy sobie pozwolić (śmiech). Ogólnie to mieli strasznie żenujące podejście i pertraktowanie z nimi sprawiało nam dużo frajdy. W między czasie, bardzo spontanicznie, ot tak, napisaliśmy do Piotrka Kozieradzkiego, opisując mu naszą sytuację i przesyłając mu w załączniku "Promo 2008". Nie spodziewaliśmy się, że odpisze... Odpisał, podał numer telefonu i kazał koniecznie zadzwonić. Akurat wtedy kończył nagrywanie bębnów na ADHD. Zaprosił nas do Warszawy, poznaliśmy "Progresję" i jej całą, przesympatyczną i wariacką ekipę. Natomiast na koncertach z Riverside zobaczyliśmy jak wygląda trasa z prawdziwego zdarzenia. Wyciągnęliśmy z niej dużo wniosków. To fakt, że stres, jak i wyzwanie, były wielkie. Granie przed publicznością składającą się z 700 osób jest bardzo specyficznym doświadczeniem, zwłaszcza, gdy na wcześniejszych koncertach Disperse publika nie była większa niż 50 ludzi. Cytując Mittloffa "jak zaczynać to z grubej rury" (śmiech). Jemu spodobała się nasza muzyka, a i on nam również (śmiech). Dalej już z górki poszło...

ArtRock.PL: A jak dziś wspominacie tych dziewięć koncertów „ADHD Tour”?

Jakub Żytecki: Wspominamy je jak najbardziej pozytywnie. Jak już wcześniej powiedzieliśmy, było to wielkie wyzwanie, ale i niesamowita przygoda. Zagranie dla tak dużej publiki przed tak wielkim zespołem - to było coś! Poznaliśmy wielu ciekawych ludzi i zaprzyjaźniliśmy się z chłopakami z Riverside. Zwiedziliśmy zakątki naszego kraju, w których część z nas jeszcze nigdy nie była. Były to 3 tygodnie poza czasem i przestrzenią, z daleka od szkół, studiów i codziennych problemów. Oby takich tygodni było jak najwięcej.

ArtRock.PL: Z pewnością wiele osób pyta was o... młody wiek. I ja nie odejdę od tej sztampy (śmiech). Wiem, że nie jesteście pierwszymi zaczynającymi tak wcześnie. Zapytam jednak przewrotnie. Chce wam się, zamiast korzystać z „luksusów” i „nowości” XXI wieku, parać „staromodną” muzyką, mającą korzenie w zamierzchłych latach 70 – tych? (śmiech)

Marcin Kicyk: W miarę możliwości korzystamy z luksusów XXI wieku. Nie unikamy internetu, zamiast pocztówki zdarza nam sie przesłać mms, lubimy gry komputerowe, ale jeśli chodzi o gust muzyczny to trochę różnimy się od reszty młodzieńców w naszym wieku, którzy puszczają "miliony monet" z telefonu komórkowego. W przypadku „Journey…” trochę czuć ducha starszych lat, ale granie oldschool'owego progrocka nie do końca nas interesuje, co zresztą będzie można usłyszeć na naszej nowej płycie. Polska, ku Naszej Wspólnej Polszej uciesze, staje się bardzo bogatym krajem, jeśli chodzi o staromodną, przedziwną i progresywną muzykę. Coraz więcej ludzi zaczyna jej słuchać, więc miejmy nadzieję, że patriotyzm się w nas wyzwoli, stara moda znów powróci i niektóre, "gówne" festiwale się odkomercjalizują, bo jakby nie było, mamy się czym światu pochwalić. Obecnie jest multum polskich zespołów, które wbijają w ziemie, a grają w garażu. Odpowiadając zwięźle na pytanie - Tak, chce nam się i to cholernie, nawet mającą korzenie w latach 2070.

ArtRock.PL: Po wysłuchaniu krążka widać u was sporą znajomość „tematu”. Od jak dawna siedzicie w progresywnej muzyce? Pamiętacie swoje pierwsze płyty, fascynacje, a może i inspiracje?

Rafał Biernacki: Przygoda z muzyką progresywną w przypadku moim i Kuby  zaczęła się dosyć późno w porównaniu do tego, jak długo siedzi w niej Marcin, czyli jakieś 3 lata temu. Zaczęło się od Dreamów. Podejrzewam, że każdy od nich zaczyna, ale czy jest najlepszą inspiracją - nie wiem (śmiech). W każdym bądź razie, z każdym dniem, tygodniem, miesiącem, Marcin zarażał nas czymś nowym albo sami szukaliśmy w necie zespołów progresywnych. Cynic… no tę formację też mogę zaliczyć do zespołów, które jednym słowem wbijają mnie w ziemię!! Mnóstwo jest zespołów, które nie mają nic wspólnego z progresywnym graniem. Są to między innymi Poluzjaci, Dave Matthews Band, Lamb, Imogen Heap, Jamiroquai, Michael Buble, PRODIGY. Ostatnimi czasy z chłopakami poznaliśmy zespół Periphery! Polecam każdemu kto lubi ciężkie, połamane granie

Marcin Kicyk: Moja przygoda z muzyką zaczęła się, gdy miałem 5 lat, kiedy to dużo ode mnie starszy brat przyniósł do domu kupiony na baltonie gramofon i kilka płyt winylowych m.in. Sting - Nothing Like The Sun, George Michael - Faith, Sinead O'Connor - Nothing Comparse 2 You. Już samo włączanie tego gramofonu sprawiało mi wielką frajdę, a słuchanie płyt w jakości analogowej to był totalny odlot (śmiech). Później brat miał manię SBB i przyniósł płyty takie jak Welcome, Ze słowem biegnę do ciebie, Pamięć, Memento z banalnym tryptykiem i jeszcze kilka. Podstawówka, gimnazjum i szkoła średnia to był i w zasadzie nadal jest okres fanatyzmu takich zespołów i wykonawców jak The Cure, Pearl Jam, L. Janerka, starszych płyt Hey, O.N.A, Prodigy, Coroner, który mnie wciągnął w muzykę progresywną i metal, Tool, Jimi Hendrix, Smashing Pumpkins, Dead Can Dance, King Crimson, Atheist, Primus, A.M. Jopek, wszystkie projekty związane z Masvidal'em, i Reinert'em, czyli Cynic, Portal, Aeon Spoke, Aghora, Gordian Knot, Death, Massive Attack, Bjork, Portishead, Pink Floyd, Riverside i tak dalej. Ostatnio, od dłuższego czasu wraz z chłopakami, nie mogę się odgonić od debiutu Periphery, Animals As Leaders, a także Bar-do-Travel gdańskiej formacji Proghma - C.

ArtRock.PL: Macie naprawdę talent do tworzenia ciekawych tematów melodycznych, których pełno na waszym debiutanckim krążku. Stanowią one bez wątpienia o sile tego albumu, tworząc ciekawy nastrój i klimat. Niemniej wplatacie w wielu momentach sekewncje bardziej „połamane” i skomplikowane, które według mnie – napisałem to zresztą w recenzji – burzą narrację płyty. Rozumiem, że macie w tym względzie zupełnie inny pogląd? (śmiech)

Marcin Kicyk: Każdy kto tworzy muzykę, ma swoją wizję, jak powinna ona wyglądać i niezależnie od opinii kieruje się swoją ścieżką. Tak naprawdę żadnemu słuchaczowi nie da się w 100 % dogodzić, gdyby się przyjrzeć temu bliżej. Zawsze się znajdą zwolennicy i przeciwnicy, albo to cięższej odsłony zespołu, albo lirycznej, bądź cukierkowej, itd. Jeśli chodzi o Disperse, to muzyka przede wszystkim nam się powinna podobać i sprawiać nam frajdę z jej grania. Melodie i dziwne podziały rytmiczne bez wątpienia lubimy grać, byleby chodziło w nich o coś więcej, niż o ćwiczenia na rozciąganie palców i wzajemne popisy (śmiech). Na debiucie znalazło się kilka elementów "karate" które mogą męczyć ucho, zdajemy sobie z tego sprawę. Są też dwa utwory, które mogłyby się nie znaleźć na płycie (śmiech). Z biegiem czasu, po osłuchaniu się dziwnej muzyki, ciężko jest stworzyć coś prostego - mając nawet taki zamiar. Niektóre rzeczy wchodzą w krew i ciężko się ich pozbyć, człowiek ewoluuje, poszukuje coraz to nowych rozwiązań, łamie schematy itd. Granie stricte art, czy prog na dłuższą metę może być monotonne, w przypadku, gdy głowa puchnie od pomysłów. Dlatego uważam, iż równowaga jest kluczem, także i w muzyce. Budowanie i burzenie nastrojów, łączenie ciężaru z melodiami, eklektyzm, dźwięki natury, etniczne wpływy, emocje i kolor, są jedynymi z tych aspektów w muzyce, które zawsze nas kręciły. Rejony muzyczne są niezbadane jak kosmos, można cały czas poszukiwać, burzyć i dalej budować i niekoniecznie być zamkniętym w jednym kierunku. J.T.T.H.G jest jedynie przedsmakiem, który półtora roku temu siedział w nas.


ArtRock.PL: Dlaczego właśnie „Above Clouds” i „Far Away” z „Promo 2008” zdecydowaliście się jeszcze raz powtórzyć na debiucie?

Marcin Kicyk: To były dwie ostatnie z 4 kompozycji na Promo. Natomiast dwie pierwsze, były tak jakby szukaniem swojej tożsamości muzycznej, ale odbiegały dosyć poważnie od reszty utworów z „Journey…”, a poza tym przestały już dawno nam się podobać. „Above” i „Far Away” naszym zdaniem komponowały się stylistycznie do reszty utworów stąd ich miejsce na debiucie. Poza tym Promo, ewentualnie demo jak kto woli, to przedprodukcja. Całość została nagrana w 3 dni. Bardzo szalony pomysł, ale nie mieliśmy więcej czasu w studio. Oczywiste dla nas było, iż z racji innego spojrzenia na te utwory, nagramy je jeszcze raz na LP.

ArtRock.PL: Ostatni „Circle’s Complete” jest bardzo neoprogrockowy. Jakby nieco z innej bajki. Melancholijny, nastrojowy, podkreślony rozmarzoną wokalizą Uli Wójcik ze Spiral? Skąd pomysł na tę kompozycję i współpracę z tą wokalistką?

Marcin Kicyk: Chcieliśmy podsumować płytę specyficznym numerem na koniec. Lubimy tego typu klimatyczne kompozycje z tzw. oddechem, a owy utwór równoważy tą bardziej pokręconą stronę Disperse. Z zespołem Spiral przyjaźnimy się od jakiegoś już czasu i poprosiliśmy Ulę o to, aby użyczyła w kilku fragmentach swojego magicznego głosu. Ula jest przemiłą i skromną dziewczyną. To dla nas zaszczyt, że zgodziła się u nas zaśpiewać. Nie spodziewaliśmy się natomiast, że efekt będzie aż tak "fantastyczny" (śmiech). Pozdrawiamy elfową Dziewczynkę i jej brodatych Olbrzymów!

ArtRock.PL: W jednej z zapowiedzi albumu, mówiąc o warstwie tekstowej, pisaliście, iż „płyta opowiada o refleksjach na temat dzisiejszego świata i ludzi na nim żyjących. Zaślepieni iluzją posiadania, uwikłani w swoje namiętności i pragnienia, nieczuli na bodźce i skupieni wyłącznie na sobie, nie dostrzegamy otaczającego nas piękna w postaci natury i darów, które nam oferuje”. Wybaczcie, że jeszcze raz męczę was nazwą Riverside (śmiech), ale troszkę podobnie do nich postrzegacie współczesny świat – patrz album „ADHD”. Duda jednak jest trzydziestoparolatkiem, wy zaś nieco młodsi. Faktycznie przeszkadza wam i razi was ten wszechogarniający pęd do przodu?

Marcin Kicyk: Wiesz, współczesny świat może podobnie postrzegać setki tysięcy innych ludzi, tudzież więcej, tudzież mniej. Tego, że np. Mariusz go tak postrzega, akurat nie wiedzieliśmy, gdyż teksty na J.T.T.H.G powstały dużo wcześniej niż ukazał się jakikolwiek news na temat ADHD. Poza tym to dla nas miłe zaskoczenie, że na podobnych "falach" i odczuciach funkcjonujemy. W każdym razie nasza płyta nie dotyka tylko tego fragmentu, który wymieniłeś. Album odnosi się przede wszystkim do naszej planety, jednostki człowieka, a także jego ciągłego poszukiwania nieodkrytych prawd, lub rozmytych przez czas, władze, państwo, kościół, odpowiedzi na nurtujące wciąż pytania. Są to nas wszystkich refleksje na dany stan rzeczy, który zmusza nas do pewnego kwestionowania autorytetów, a nie łykania wszystkiego jakby to było podane nam na tacy. Sami też umiemy myśleć i wyciągać wnioski, a zespół jest jedyną w naszym przypadku formą przekazu, dzięki której możemy sie podzielić z ludźmi swoim protestem i przemyśleniami. Oczywiście, wygodniej byłoby nie myśleć o tym i funkcjonować jak reszta śmiertelników, ale to jest bardzo inspirujące i nie potrafimy przestać (śmiech). Natomiast wszechogarniający pęd do przodu nie razi nas i nie przeszkadza nam. Wydaje się, że taka jest kolej rzeczy kapitalizmu i XXI wieku. Przyzwyczailiśmy się do tego. Każdy szuka swojego celu. Ludzie dążą do wysokiego standardu życia, które nie jest tanie i w którym trzeba się napocić, by wiązać jeden koniec z drugim. Myśmy swój cel znaleźli i jesteśmy szczęśliwi, że dane nam było urodzić się w Polsce, a nie np. w kraju trzeciego świata, poznać się ze sobą i "bawić się wspólnie w muzykę". Poza tym pochodzimy ze wsi i małego miasta, chodzimy do szkoły i studiujemy, więc nie jest owy pęd tak przez nas odczuwalny, jak przez ludzi żyjących samodzielnie w wielkich miastach.

ArtRock.PL: Udostępniliście cały krążek „Journey Through The Hidden Gardens” na swoim profilu MySpace. Uważacie, że to dobra forma promocji? Jaki jest wasz stosunek do takiego sposobu prezentacji muzyki?

Marcin Kicyk: Uważamy, że skoro nasz album można od dłuższego czasu bez problemu ściągnąć w jakości 320 kbps wpisując w wyszukiwarkę tytuł płyty, to może też widnieć na naszym profilu myspace, gdzie jakość majspejsowkiego odtwarzacza jest obleśna, w zasadzie brzmi jak przez słuchawkę telefoniczną. Poza tym, dzięki całej płycie, więcej osób zatrzyma sie na profilu i ma pełniejszy wgląd w twórczość zespołu. Przed wakacjami zrobimy też tam porządek, gdyż czerwona czcionka nie do końca przyjazna jest dla oka, wyrzucimy kilka utworów z J.T.T.H.G i zamieścimy utwór jak dotąd niepublikowany.

ArtRock.PL: Skoro mowa o promocji. W rozpisce na stronie widzę pojedyncze, majowo – czerwcowe występy. W planach jest trasa koncertowa. O nową muzykę pytać jeszcze chyba nie wypada. A może jednak już coś tworzycie?

Marcin Kicyk: Mamy kilka koncertów ustalonych na czerwiec i lipiec. W sierpniu będziemy grać w Dolinie Charlotty m.in przed Marillion. Jest to dla nas wielki zaszczyt, mając tak krótki staż grania, wystąpić przed zespołem światowego formatu, który przyczynił się do powstania wielu niesamowitych płyt i był/jest nadal inspiracją dla wielu zespołów. Natomiast na jesieni odbędzie się długo oczekiwana trasa koncertowa z Division by Zero. Jeśli chodzi o nowy materiał, to tak.... tworzymy. W zasadzie skomponowany materiał na drugą płytę już mamy od jakiegoś czasu. W tej chwili jesteśmy na etapie kończenia tekstów i układania linii wokalnych. Ale dużo pracy jeszcze przed nami i wiele rzeczy się może jeszcze zmienić....
 

 

Zdjęcia:

Disperse - Journey Through The Hidden Gardens Disperse - Marcin Kicyk Disperse - Jakub Żytecki Disperse - Rafał Biernacki
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.