ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 22.02 - Warszawa
- 23.02 - Kraków
- 22.02 - Wrocław
- 23.02 - Poznań
- 24.02 - Bydgoszcz
- 25.02 - Warszawa
- 23.02 - Częstochowa
- 24.02 - Łódź
- 01.03 - Wrocław
- 24.02 - Wrocław
- 25.02 - Chorzów
- 01.03 - Kraków
- 07.03 - Wschowa
- 08.03 - Zielona Góra
- 09.03 - Szczecin
- 10.03 - Gorzów
- 24.02 - Przybysławice
- 25.02 - Poznań
- 27.02 - Łódź
- 29.02 - Łódź
- 29.02 - Wrocław
- 01.03 - Gdańsk
- 01.03 - Sopot
- 01.03 - Bydgoszcz
- 08.03 - Kraków
- 08.03 - Gdynia
- 09.03 - Warszawa
- 10.03 - Przeciszów
- 09.03 - Kraków
- 10.03 - Lublin
 

wywiady

04.05.2010

„Ta muzyka daje szeroki wachlarz możliwości i to nas w niej pasjonuje” - rozmowa z gitarzystą Acute Mind – Arkadiuszem Piskorkiem

Kilka chwil przed warszawskim koncertem „Progressive Spring Tour 2010” miałem okazję porozmawiać z gitarzystą i autorem tekstów lubelskiej formacji Acute Mind, Arkadiuszem Piskorkiem. W ciekawy sposób opowiedział mi nie tylko o ich debiucie, ale także o tym, jaki według niego jest słuchacz progresywnej muzyki. Zdradził także, co łączy Acute Mind z… Budką Suflera.

ArtRock.PL: Jutro kończycie swoją pierwszą trasę koncertową, „Progressive Spring Tour”. Dziś, za chwilę, koncert w Warszawie, jutro zakończenie tournee w waszym rodzinnym Lublinie. Jakie wrażenia masz po dotychczasowych występach?

Arkadiusz Piskorek: Myślę, że bardzo dobre. Przede wszystkim, daliśmy radę. To był nasz pierwszy koncertowy wyjazd z domu na tak długi okres. Intensywność tych koncertów z początku trochę nas przerażała. Na szczęście wszystko udało się bardzo dobrze zorganizować – chociażby przejazdy między miastami, noclegi, próby. Nie ukrywam, że korzystaliśmy i korzystamy z ogromnych doświadczeń muzyków Quidamu. To dla nich któryś tam rok takiego funkcjonowania. Maciek (Meller – przyp. MD) już na pierwszym spotkaniu przedstawił nam plan tego wszystkiego – łącznie z takimi detalami, jak godzina przyjazdu do klubów. Tego się trzymaliśmy i trzymamy, dużo przy okazji ucząc się od kolegów.

ArtRock.PL: Wspomniałeś o Quidamie. Przypomnij proszę, w jaki sposób zaczęła się wasza muzyczna przyjaźń?

Arkadiusz Piskorek: Dwa lata temu Quidam, w związku z promocją swojej płyty „Alone Together” skontaktował się z nami i spytał, czy nie bylibyśmy zainteresowani zagraniem, jako goście, podczas ich koncertu w lubelskim klubie Graffiti. I od tego się właśnie zaczęło. Później utrzymywaliśmy kontakt mailowy i telefoniczny, choć przez dłuższy czas nie zrodziła się jakaś wspólna inicjatywa, między innymi dlatego, że muzycy Quidamu byli zajęci. Ale w tym roku pojawił się, dzięki Electrum Production, pomysł wspólnej trasy koncertowej. Dzięki Markowi Kułakowskiemu udało się połączyć te dwie siły i… gramy tę trasę. To dla nas ogromne przeżycie i – nie boję się tego powiedzieć – jesteśmy z tego faktu bardzo zadowoleni i szczęśliwi.

ArtRock.PL: Padła nazwa waszego wydawcy, firmy Electrum Production oraz Marka Kułakowskiego, który, mówiąc krótko, zainwestował w was. Trudno jest dziś zaczynać zespołom progresywnym? Jak na to patrzysz?

Arkadiusz Piskorek: Niewątpliwie jest trudno… i dla Marka i dla nas. My jesteśmy debiutantami, Marek też w jakiś sposób stawia pierwsze kroki w tej branży, gdyż od wielu lat jest związany z… branżą budowlaną. Zatem, w pewnym sensie, uczymy się nawzajem tego rynku. Mamy świadomość, że przed nami jest jeszcze bardzo dużo pracy, że to nie będzie wszystko od razu i że na te pełne sale jeszcze przyjdzie czas. W tym momencie nikt nas tak naprawdę nie zna. Jesteśmy znani na Lubelszczyźnie, natomiast teraz trzeba się pokazać i na Pomorzu i bliżej gór, żeby słuchacz mógł zobaczyć jakim jesteśmy zespołem. Płyty sprzedają się w tak zwanych sklepikach koncertowych, zatem myślę, że jednak coś zostanie po tym wyjeździe i że będą się pojawiać jakieś nowe propozycje. Próbujemy, walczymy, uczymy się branży i jesteśmy zdeterminowani. Mamy podpisany kontrakt na trzy albumy, więc to też w jakiś sposób nas mobilizuje. Chcemy zaczynać pracę nad nowymi utworami po wakacjach i jesteśmy nastawieni bardzo pozytywnie i optymistycznie. Myślę, że to na początek wystarczy. Dopóki Markowi Kułakowskiemu wystarczy zapału i sił, to i nam wystarczy.

ArtRock.PL: A propos. Dlaczego w ogóle rock progresywny, który wielkich profitów komercyjnych zazwyczaj nie przynosi? To taka wspólna miłość wszystkich z was?

Arkadiusz Piskorek: Tak. Pamiętam, że jak miałem kilkanaście lat, to słuchałem zupełnie innych zespołów. Byłem fanem hardrocka, AC/DC i… pewnego dnia na urodzinach u kolegi usłyszałem Porcupine Tree. Wtedy wszystko się u mnie zmieniło i zdałem sobie sprawę, że to jest to, czego w życiu szukałem. Myślę, że z pozostałymi członkami naszego zespołu było podobnie, bo jednak w wyniku jakiegoś splotu zdarzeń spotkaliśmy się na pierwszej próbie i po krótkiej rozmowie zauważyliśmy, że słuchamy tej samej muzyki i tych samych zespołów. Pojawiła się swoista jednomyślność. Kochamy to, co chcemy grać i nie wyobrażam sobie, żebyśmy teraz zaczęli grać np. pop, czy jakiś inny rodzaj muzyki, aczkolwiek – co jest bardzo ważne - słuchamy przeróżnej muzyki. Myślę, że słuchacz, który nazywa siebie fanem muzyki progresywnej, tak naprawdę jest bardzo otwartym człowiekiem, bo rock progresywny jest szeroką i pojemną muzyczną dziedziną. To nie tylko gitara, ale tak jak choćby w Quidamie – flet i skrzypce. Ta muzyka daje szeroki wachlarz możliwości i to nas w niej pasjonuje. Można ciągle szukać, rozwijać się i nie stawiać sobie żadnych ograniczeń.

ArtRock.PL: Wspomniałeś o odbiorcach, którzy takiej muzyki słuchają i muszą mieć otwarty, przenikliwy umysł. Stąd pewnie nazwa - Acute Mind - zupełnie nieprzypadkowa?

Arkadiusz Piskorek: Tak. Kiedyś wyobrażałem sobie takiego słuchacza. Ja nim stałem się z dnia na dzień i w związku z tym zastanawiałem się, jaka może być geneza takiego wewnętrznego przestawienia się. Pomyślałem sobie, że to musi świadczyć o pewnej dojrzałości. W moim przypadku – stałem się gotowy, żeby szukać zespołów, wśród których poznałem Yes, Pink Floyd, Rush. Cofnąłem się wiele lat wstecz, aby poznać klasykę i od niej przechodziłem do rzeczy nowszych. Aczkolwiek do dzisiaj częściej słucham tych klasycznych formacji, niż tych współczesnych. „Przenikliwy umysł”? To taki hołd złożony muzyce progresywnej. Bo ta muzyka wymaga od słuchacza większego przygotowania, jakiegoś skupienia. Spokój i duchowość są takimi narzędziami, które pozwalają zauważać nam tak piękne płyty. Pozwalają doświadczyć ich. Bo to są płyty z podwójnym dnem, w których za sferą muzyki i emocji często kryją się głębokie przemyślenia. Albumy koncepcyjne to często są jakieś godzinne suity, które nie powstają ot tak sobie, bo ktoś ma taki kaprys… Wiadomo, że „topowe” zespoły mają znakomitych muzyków i od strony technicznej w ich twórczości jest mnóstwo fajerwerków. Jednak to nie o to w tym chodzi. To jest tylko narzędzie. Za tym kryją się wielkie uczucia, emocje i myśl, którą artysta chce przekazać. To wszystko powoduje dialog między nim, a słuchaczem. I to jest najważniejsze w tym, co robimy. Gdy jest ów dialog, pojawia się też kontakt na scenie.

ArtRock.PL: Mówiłeś przed chwilą o fajerwerkach w muzyce. Wasza propozycja - z takim progresywno – metalowym zacięciem - nie stawia, moim zdaniem na wirtuozerskie popisy ale na melodię i wytworzenie pewnego klimatu oraz nastroju. Takie mieliście założenie?

Arkadiusz Piskorek: Tak. Zdecydowanie. Zawsze jesteśmy za piosenkami i pewnie tak już zostanie. Jestem tekściarzem w zespole, więc dbam o to, aby było klasycznie: zwrotka - refren. Oczywiście mogą wydarzyć się zupełnie inne rzeczy: ciekawy wstęp, dłuższe zakończenie, połączenie dwóch kompozycji… Niemniej - to mi zostało jeszcze z hard rocka – najważniejsze są: piosenka i klasyczny układ. Jest wiele zespołów, które grają technicznie i… po dwudziestu minutach słuchania ich płyt ma się zwyczajnie dość. Brakuje tam tego czegoś, co pozwalałoby na to, aby wieczorem siąść i wysłuchać tego w skupieniu. Myślę, że u nas chyba nie dojdzie do zmiany tych priorytetów. Zawsze melodia, klimat i sfera słowna będą elementami, o które będziemy dbać. Warto przy okazji podkreślić, że jedynym wykształconym muzykiem u nas jest Dorota (Turkiewicz – przyp. MD), która skończyła akademię muzyczną w klasie fortepianu i z jej strony nie ma jakiegoś parcia na to, aby jej sekwencje dominowały. Jest wspólne myślenie o kompozycji jako całości.

ArtRock.PL: W przeciwieństwie do wielu zespołów progresywnych nie nagraliście ogromniej „kolby”, tylko 40 – minutową, zwartą płytę z krótkimi formami. Takie było założenie, czy – i tu się przyznaj (śmiech) – nie mieliście więcej materiału?

Arkadiusz Piskorek: Tak, to jest prawda! Nie mieliśmy więcej materiału, natomiast, paradoksalnie, to dobrze przysłużyło się tej płycie. Wiele osób mówi nam, że atutem tej płyty jest ta zwarta forma i fakt, że nie ma na niej tak zwanych „zapchajdziur”. Nie było więc sytuacji takiej, że wstawiamy jakiś utwór, bo producent, czy wytwórnia żąda od nas materiału 55 – minutowego. Poza tym, jak się spojrzy na niektóre płyty progresywne – niektóre mają nawet krócej niż 40 – minut…

ArtRock.PL: …w latach siedemdziesiątych, klasyczne płyty ukazujące się na winylach miały właśnie taką długość…

Arkadiusz Piskorek: Dokładnie. Myślę zatem, że idziemy z tym duchem klasycznym. Ale wracając do naszej płyty. Niektóre utwory są nowsze, lecz są i takie, które mają cztery lata. Ciągle nad tym materiałem pracowaliśmy i taką kropkę nad „i” postawił Sławek Gładyszewski, który to wszystko zebrał, odkurzył i dał jakiś element spójny, pozwalając nam tę płytę zmontować z tych dźwięków. Jesteśmy bardzo zadowoleni z końcowego efektu. Liczymy, że sprzedaż albumu ruszy i będziemy mieli możliwość częstszego kontaktu z publicznością poprzez koncerty.

ArtRock.PL: Opowiedz zatem jeszcze o warstwie słownej, czyli twojej ulubionej działce…

Arkadiusz Piskorek:
Ulubionej? (śmiech). Cóż, staram się zawsze, pisząc tekst, brać się za bary z jakimś ważnym problemem, który dotyka młodych ludzi. Rozczarowania w sferze uczuć, rozstania, moralne dylematy, lęk… Mnóstwo z tych tematów przenoszę od siebie, ze swoich przeżyć. Najważniejsze w tym jednak jest to, że nie staram się dawać gotowych odpowiedzi na jakieś pytania. My, poprzez nasze płyty, je zadajemy i jesteśmy otwarci na rozmowę. Taka jest generalnie nasza koncepcja sztuki. Sztuka służy wzbudzaniu pewnych emocji, które tworzą dialog – jednym się to podoba, innym nie. Nie ma u nas zasady: „skoro tak, to tak”. Temat jest otwarty…

ArtRock.PL: …jest możliwość indywidualnej interpretacji.

Arkadiusz Piskorek: Tak. Jesteśmy bardzo otwarci na wszelkie sugestie. Ostatnio poproszono nas o zamieszczenie opisu piosenek i powiem szczerze, że mam z tym duży problem, bo w jakiś sposób zamknie to tę sferę domysłów. Hmm…, może spróbujemy, zresztą już zacząłem to robić. Mam pomysł stworzenia krótkich opowiadań do piosenek, które być może jeszcze bardziej będą zachęcały słuchacza do skupienia i zastanowienia się nad przekazem.

ArtRock.PL: Gdy słucham ciebie, widzę jak duże znaczenie ma dla was muzyka i jej przekaz. Dopełnieniem tych elementów jest szata graficzna waszych dwóch wydawnictw, stojąca na wysokim poziomie. Słówko na ten temat?

Arkadiusz Piskorek: Poprzeczkę – zresztą bardzo wysoko – postawił Marek Kułakowski. Powiedział od razu: jeżeli robimy coś wspólnie, to robimy to na poważnie i dbamy o każdy szczegół. Ściągnięcie producenta, omówienie z nim zasad współpracy i jego wizji, wynajęcie profesjonalnego studia, nasza inwestycja w instrumenty i wreszcie kwestia graficzna – to te podstawy. Znaleźliśmy bardzo fajne zdjęcia Marcina Stawiarza, który zgodził się nam je udostępnić. Całość domknął Dominik Broniek, mój kolega ze Świdnika, który robi ilustracje do jednego z wydawnictw książkowych i jakoś to razem udało się połączyć i zmontować. Myślę, że efekt jest bardzo ciekawy i spójny z tym, co jest na płycie. To jest dla nas najważniejsze, że to wszystko łączy się w całość. Wiadomo, że w dobie „empetrójek” trzeba ten produkt dopieścić, aby na półce przyciągnął wzrok. Gdy kupuję i otwieram oryginalną płytę pojawia się ten efekt, zapach, ciekawość tego, co jest w książeczce, bo muzykę znam już być może z radia czy z telewizji. Ale po otworzeniu płyty pojawia się ten bonus – tajemnica tego, co jest w środku. Tak samo było z nami. Chcieliśmy zrobić produkt na bardzo wysokim poziomie i myślę, że się udało.

ArtRock.PL: Ostatnie pytanie jest troszkę zaskakujące i być może padnie na nie krótka odpowiedź: „nie”, ale nie mogę sobie odmówić jego zadania. Siedzibą zespołu jest Lublin, miasto, z którego wywodzi się wielka polska formacja – Budka Suflera – która zresztą w latach siedemdziesiątych tworzyła podwaliny pod rock progresywny w Polsce. Mieliście kiedyś jakieś kontakty z tą legendarną formacją, była dla was inspiracją? A może łączy was tylko miasto i nic poza tym.

Arkadiusz Piskorek: Nie! Oprócz tego że gram w Acute Mind, prowadzę wraz ze swoim ojcem sklep i pan Romuald Lipko jest naszym klientem. Zatem często się widujemy. On wie że gram i otrzymał od naszego zespołu płytę. Ponadto pan Tomasz Zeliszewski prowadzi „Studio Lublin” – kiedyś „Hendrix” (Budka Suflera przejęła opiekę artystyczną nad byłym studiem Hendrix, będącym zawsze własnością Polskiego Radia Lublin – przyp. MD) a my byliśmy na rozmowie z nim w sprawie ewentualnego nagrywania tam naszego materiału, więc również mieliśmy okazję się poznać. W najbliższym czasie Budka Suflera ma grać w Lublinie (grupa zagrała w Lublinie 2 maja - przyp. MD) a potem w moim Świdniku, choć w tym momencie chyba zauważa się u nich takie spowolnienie…

ArtRock.PL: …ale widać, że drogi Acute Mind i Budki Suflera jakoś się zeszły i wspólne miasto was połączyło?

Arkadiusz Piskorek: Tak, jak najbardziej.

ArtRock.PL: Dziękuję serdecznie za wywiad.

 

Zdjęcia:

Acute Mind - Misery Acute Mind
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2024 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.