ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 28.11 - Wrocław
- 30.11 - Warszawa
- 01.12 - Wrocław
- 02.12 - Sosnowiec
- 03.12 - Kraków
- 08.12 - Gdańsk
- 09.12 - Elbląg
- 02.12 - Kraków
- 03.12 - Warszawa
- 03.12 - Kraków
- 03.12 - Leszno
- 05.12 - Warszawa
- 05.12 - Gliwice
- 06.12 - Kraków
- 09.12 - Kraków
- 10.12 - Kraków
- 10.12 - Kraków
- 11.12 - Kraków
- 14.12 - Gliwice
- 27.12 - Kraków
- 23.01 - Warszawa
- 24.01 - Warszawa
 

wywiady

21.05.2010

O koncertach, nowym albumie i wierze we własne życie – wywiad z Danielem Cavanagh

O koncertach, nowym albumie i wierze we własne życie – wywiad z Danielem Cavanagh Danny Cavanagh słynie ze swojej małomówności podczas wywiadów. Jednak rozmowa z nim nie jest wcale mniej interesująca, niż rozdmuchane odpowiedzi zajmujące pół strony. Starałem się wyciągnąć z niego jak najwięcej o teraźniejszości. Wkrótce, już 31-ego maja, Anathema wyda swój najnowszy album – „We’re Here Because We’r Here” i przyjedzie do Polski… jak się okazało podczas rozmowy, nie tylko na Ino-Rock Festival...

ArtRock.PL: Jak się masz, Danny?

Daniel Cavanagh: Świetnie, dzięki.

ArtRock.PL: Zacznijmy od najbardziej elektryzującego od niedawna tematu dla polskich fanów. Przyjedziecie do Inowrocławia na Ino Rock Festival… Przyjedziecie tylko na jeden koncert?

Danny Cavanagh: Kiedy to jest?

ArtRock.PL: We wrześniu.

DC: To festiwal, tak?

AR: Tak, zagra tam również Ozric Tentacles oraz Airbag.

DC: Aaaa, tak. Jestem pewny, że zrobimy pełną trasę po Polsce. Mamy takie plany na późniejszą część roku. Na pewno występ na festiwalu nie będzie naszym jedynym.

AR: Więc niedługo poznamy szczegóły?

DC: Teraz właśnie są ustalane. Lubię grać u was. Publiczność jest fantastyczna. Przyjemnie się gra, kiedy przychodzi dużo osób, a w Polsce zawsze jest wiele. Dlatego to kocham.

AR: Niektórzy muzycy twierdzą, że nasz kraj to jedno z najlepszych miejsc do grania koncertów.

DC: Tak, to zdecydowanie jedno z tych, gdzie gra się najlepiej. Po prostu przez ilość osób przychodzących na koncerty i przez ich zapał, entuzjazm podczas słuchania muzyki na żywo.

AR: Na waszej stronie internetowej jest niewiele dat koncertów, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie widziałem tylko termin dla Londyn…

DC: Nie… Będzie więcej. We wrześniu i sierpniu wyjedziemy w wielką trasę po Europie. Na razie wszystko jest w fazie przygotowań.

AR: Nie tak dawno, w lutym, miałeś małą, solową trasę akustyczną. Odwiedziłeś dwa polskie miasta – Gdynię i Warszawę. Jak oceniasz te występy?

DC: Były spoko, chociaż… Przyznam szczerze, że ta trasa nie była wielkim sukcesem, ale fajnie jest pograć czasem trochę kameralnych koncertów, dla mniejszej publiczności. Miałem też okazję podczas tych występów zebrać kilka jeszcze nie nagranych utworów i je zademonstrować. Więc oceniam to pozytywnie.

AR: A powiedz mi… Masz wrażenie, że Anathema ma wiele fanów w Polsce? Jak to wygląda z twojego punktu widzenia?

DC: Zawsze ich było sporo. Zawsze.

AR: Miło słyszeć, że tak uważasz. OK., zakończmy tematy koncertowe i przejdźmy do studyjnych. Miałem już okazję wysłuchać waszego najnowszego albumu – „We’re Here Because We’re Here”. Od poprzednika, „A Natural Disaster”, dzieli tę płytę aż 6 lat. Dlaczego? Gdzieś czytałem coś o tym, że nie chciałeś się spieszyć…

DC: Są jeszcze inne powody. Przez długi czas nie mieliśmy menadżera, nie mieliśmy też wydawnictwa. Music For Nations przestało istnieć. Kiedy już odnaleźliśmy menadżera i firmę, nagranie nowego albumu nie zajęło nam sporo czasu. Jeszcze może niektórzy członkowie zespołu nie byli przez długi okres czasu gotowi, ale o tym nie chcę rozmawiać. Ważne, że jesteśmy tutaj teraz.

AR: Kiedy słucham albumu „We’re Here Because We’re Here” nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest naprawdę dopracowany. Zaprosiliście też sporo gości, w tym orkiestrę i Stevena Wilsona, żeby zajął się miksem. To rezultat poświęcenia czasu?

DC: Tak… Utwory są tak dobre, jak są, ponieważ mieliśmy czas, żeby je naprawić, czy też zmienić. Mogliśmy podążać za nimi. Pozbieraliśmy nasze pomysły, przefiltrowaliśmy je i zmiksowaliśmy. I jest super. Uwielbiam nasz nowy album. Uważam, że jest fantastyczny.

AR: Też tak uważam. Jest też trochę inny od waszych poprzednich dzieł.

DC: Chcieliśmy zrobić naprawdę, naprawdę, naprawdę fantastyczny album. I tyle.

AR: (śmiech) Prosta taktyka.


DC: Zgadza się. Każdy z członków zespołu tego chciał.

AR: Czyli celem nie było usatysfakcjonowanie fanów, słuchaczy…?


DC:
Nie. Tylko usatysfakcjonowanie nas samych.

AR: Zrezygnowaliście również z eksperymentów. To raczej cały album jest eksperymentem.


DC: Tak... Nie wiem do końca, co przez to rozumiesz, ale myślę, że jest kolorowy... Kolorowy, piękny, ekspansywny, ponadczasowy. Wiesz, pełen energii.

AR: A co z eksperymentami?

DC: Myślę, że powrócą w przyszłości. Nagraliśmy w sumie 13 utworów. Trzy, które nie weszły ostatecznie na album, pewnie pojawią się na kolejnych wydawnictwach. Są utrzymane w innym klimacie.

AR: Ciekawi mnie jeszcze tytuł. Czy kryje się za nim jakiś koncept?


DC: W sumie nie ma żadnego konceptu, ale podoba mi się bardzo ta nazwa. Sugeruje, że jesteśmy tutaj dla siebie samych. To moje rozumienie tego tytułu. Również chodzi o to, że zespół jest dla ludzi w zespole. Bardzo lubię tę interpretację.

AR: I pasuje ona do muzyki, która nie jest tak smutna. Wystarczy porównać tytuł „A Natural Disaster” z tą frazą.

DC: To nie była świadoma decyzja, że zrobimy taką muzykę. Po prostu odbijające się w niej życie. Tak szybko się ono zmienia. Muzyka jest odbiciem, czy też wyrazem silnych uczuć w życiu. A moje ostatnio przybrało bardziej szczęśliwe barwy. To się przejawia w utworach, które piszę. Również gatunek mojej muzyki nie już jest tak zainteresowany bardzo, bardzo przygnębiającymi klimatami. To już nie nasza broszka.

AR: Nie każdy muzyk sprawia wrażenie tak związanego ze swoją muzyką.

DC: Tak, jestem bardzo z nią związany. Zawsze pochodziła prosto z serca. Nigdy nie było inaczej.

AR: A jak myślisz, co będzie w przyszłości z twoją muzyką?

DC: Może będzie podnosząca na duchu, może emocjonująca, trochę mroczniejsza, tajemnicza… Ale nie będę grał nic „przygnębiającego”.

AR: „A Natural Disaster” było praktycznie twoim autorskim dziełem. Czy tak samo jest w przypadku „We’re Here…”

DC: Nie, nie! Tym razem podzieliliśmy między siebie obowiązki autorskie, postanowiliśmy więcej współpracować ze sobą. Dwa utwory – Get Off, Get Out i Universal napisał nasz perkusista, John Douglas.

AR: Mówi się, że praca w rodzinnej firmie jest o wiele trudniejsza…

DC: Osobiście uważam to za czynnik ułatwiający pracę. My z Vincentem…, chociaż mamy swoje trudności, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Zna mnie lepiej, niż ktokolwiek. Pod tym względem to dobre. Jest między nami wiele miłości. Oczywiście mamy swoje codzienne problemy, gorsze dni, kłótnie. Mamy nasze ega i negatywne cechy i inne takie bzdety, ale mimo wszystko jest między nami miłość. Między wszystkimi. I to jest najbardziej widoczne. Nie mam porównania do tej sytuacji, w każdym razie nam to sprzyja. Trzeba zaznaczyć, że John Douglas i Lee Douglas to również rodzeństwo.

AR: A czego możemy się spodziewać po Anathemie w Inowrocławiu?


DC: Na pewno będzie super.

AR: Słówko dla czytelników?

DC: Wierzcie w życie, ufajcie życiu. Mogę śmiało powiedzieć, że ufanie życiu to najlepsza rzecz na świecie.

AR: A czego tobie życzyć, Danny?

DC: Tylko miłości. Miłości i pokoju. I przyjaźni, sukcesu…

[rozmawiał Roman Walczak]

 

recenzja albumu "We're Here Because We're Here"

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.