ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 22.02 - Warszawa
- 23.02 - Kraków
- 22.02 - Wrocław
- 23.02 - Poznań
- 24.02 - Bydgoszcz
- 25.02 - Warszawa
- 23.02 - Częstochowa
- 24.02 - Łódź
- 01.03 - Wrocław
- 24.02 - Wrocław
- 25.02 - Chorzów
- 01.03 - Kraków
- 07.03 - Wschowa
- 08.03 - Zielona Góra
- 09.03 - Szczecin
- 10.03 - Gorzów
- 24.02 - Przybysławice
- 25.02 - Poznań
- 27.02 - Łódź
- 29.02 - Łódź
- 29.02 - Wrocław
- 01.03 - Gdańsk
- 01.03 - Sopot
- 01.03 - Bydgoszcz
- 08.03 - Kraków
- 08.03 - Gdynia
- 09.03 - Warszawa
- 10.03 - Przeciszów
- 09.03 - Kraków
- 10.03 - Lublin
 

wywiady

11.01.2010

„Nigdy nie kręciła nas zabawa z matematyką w muzyce” – rozmowa z Łukaszem Lisiakiem, wokalistą i basistą Osady Vida

Łukasz Lisiak jest osobą mającą spory dystans do otaczającej rzeczywistości i duże poczucie humoru. Zauważycie to z pewnością czytając jego obszerne i ciekawe wypowiedzi...

ArtRock.pl: Gratuluję świetnej płyty, która, jak zdążyłem zauważyć, zbiera wszędzie bardzo dobre recenzje. Był tuż przed jej premierą jakiś lęk, stres, związany z odwieczną już kwestią: „co ludzie powiedzą?!”. Czy raczej dwa poprzednie albumy umocniły was na tyle, iż jesteście mocno przekonani do tego, co oddajecie w ręce fanów?

Łukasz Lisiak: Dzięki Mariuszu za miłe słowa. Faktycznie album „Uninvited Dreams” spotkał się z wyjątkowo ciepłym i życzliwym przyjęciem – cieszę się, że nowa płyta podoba się także tobie. Zawsze przed premierą nowego materiału mamy takie coś, że zaczynamy przeskakiwać niecierpliwie z nóżki na nóżkę, w oczekiwaniu na pierwsze reakcje słuchaczy. Bo w każdą płytę wkładamy masę serca i pracy, i zawsze liczymy na to, że będziemy mogli potem usiąść i powiedzieć sobie: „warto było”. Nie nazwałbym tego jednak lękiem czy stresem. Na pewno recenzje poprzednich naszych płyt pozwoliły nam dowiedzieć się nieco więcej o nas samych, czego dajemy za dużo, czego za mało, ale z drugiej strony nigdy nie robimy nic na siłę. Zawsze robimy swoje, gramy i nagrywamy to, co w danym momencie chcemy i czujemy. Każda z naszych poprzednich płyt pokazuje Osadę w konkretnym czasie, pokazuje to, co mieliśmy do zaprezentowania. Nie inaczej jest i tym razem, choć doświadczenia poprzednich albumów z pewnością wykorzystujemy na nowej płycie. Cały czas jednak rozwijamy się – mniej lub bardziej świadomie (śmiech). Wydając nowy album nie myślimy o tym, czy jesteśmy mocni – jak to ująłeś – czy nie. Udostępniamy naszą nową muzykę z przekonaniem, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby nagrać dobrą płytę i pozostajemy z nadzieją, że nowe osadowe dźwięki spotkają się z na tyle pozytywnym odbiorem słuchaczy, że będą odczuwali oni przemożną i nieodpartą chęć, aby spotkać się ponownie z tymi dźwiękami na koncertach (śmiech).

ArtRock.pl: Czy nad „Uninvited Dreams” pracowaliście może jakoś inaczej, niż to miało miejsce w wypadku poprzednich albumów, czy raczej zdecydowaliście się na sprawdzone wzory?

Łukasz Lisiak: Tym razem było jednak nieco inaczej niż zazwyczaj (śmiech). Więcej rzeczy tworzyliśmy jako zespół. Wiele czynników na to wpłynęło, ale ja osobiście jestem bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy. Podczas prac nad „Uninvited Dreams” zmieniliśmy nieco system prób – zamiast spotykać się kilka razy w tygodniu na 3 godzinki, spotykaliśmy się raz, fundując sobie maratony dźwiękowe (śmiech). Efekt tego był taki, że przynajmniej nie musieliśmy kończyć grania w chwili, kiedy akurat zaczynaliśmy być rozgrzani (śmiech). A tak bardziej serio – spotykaliśmy się bez ciśnienia czasowego, że trzeba będzie się szybko zwijać, więc graliśmy, szukaliśmy odpowiednich aranżacji, rozmawialiśmy, znowu graliśmy… Każda z tych prób była przez nas nagrywana, więc nie musieliśmy się obawiać tego, że jeśli zaczyna coś fajnego rodzić się podczas improwizacji, to musimy szybko to zapisać, bo nam umknie. Tak nie raz bywało w przeszłości. Tym razem mogliśmy spokojnie ciągnąć taki motyw dalej, czekając, co też się z niego wykluje (śmiech). Natomiast w kwestii tekstów raczej nic się nie zmieniło – to w dalszym ciągu pozostało działką Adasia Podzimskiego – naszego perkusisty.

ArtRock.pl: Tradycyjnie już jesteście na nim bardzo eklektyczni: jest rock, progmetal, jazz, flamenco, trochę orientalizmów… To tradycyjny wyraz różnych muzycznych fascynacji członków kapeli? A może raczej „proste założenie” – „mieszajmy i zaskakujmy”?

Łukasz Lisiak: Od takich założeń jesteśmy baaardzo dalecy (śmiech). Nigdy nie kręciła nas zabawa z matematyką w muzyce – uważam, że na dłuższą metę jest to cholernie nużące i wtórne. Nie wyobrażam sobie grania czegoś, co byłoby w jakiś sztuczny sposób wyliczone i narzucone któremuś z naszej czwórki przez któregoś z naszej czwórki (śmiech). Eklektyzm w muzyce Osady Vida wynika raczej z naszych osobistych gustów i fascynacji. Uważam za fantastyczny i szczęśliwy zbieg okoliczności fakt, że zespół ten tworzą cztery osoby, z których żadna nie jest ortodoksyjnie przywiązana do jednego gatunku muzycznego. To by znacznie zubożyło nasze horyzonty i możliwości. Każdy z nas lubi słuchać i słucha bez przymusu rocka (w bardzo szerokim aspekcie), jazzu, metalu (nawet jego ekstremalnych odmian), fusion, muzyki klasycznej, bluesa. To, co potem tworzymy jest podświadomą wypadkową tego, czego sami lubimy słuchać, jednak w takiej formie, w jakiej taka mieszanka jest atrakcyjna dla nas samych. Zaznaczam, że żaden z naszych utworów nie powstał na bazie jakiejś chłodnej kalkulacji i „mieszania” na siłę celem zaskoczenia słuchacza. Wręcz przeciwnie – są utwory, które my postrzegamy jako chwile oddechu, ballady wręcz, a potem okazuje się, że słuchacze myślą odwrotnie i twierdzą, że to trochę zbyt skomplikowane, by nie nazwać tego bardziej dosadnie… No i to my jesteśmy potem zaskoczeni, że znowu przestrzeliliśmy się z propozycją hitu na lato (śmiech).

ArtRock.pl: „Uninvited Dreams” jest nie tylko waszą najlepszą, ale także chyba najbardziej przystępną płytą. Ilość zgrabnych, zapamiętywalnych, a momentami naprawdę uroczych melodii, jest warta odnotowania. Cieszę się na to, gdyż przy okazji recenzji jednej z waszych płyt, utyskiwałem nieco na to. Zwracają uwagę szczególnie piękne gitarowe sola Bartka Bereski. Momentami brzmicie bardziej progrockowo, niż mistrzowie gatunku! (śmiech)

Łukasz Lisiak: Dzięki serdeczne! No więc sam widzisz, co miałem na myśli, mówiąc wcześniej o korzystaniu z doświadczeń poprzednich płyt i ich recenzji (śmiech) Zgadzam się z Tobą, że Bartek na tej płycie pozostawił wiele pięknych melodii i klimatów. Cieszę się z faktu, że choć potrafi grać bardzo szybko, to potrafi również doskonale wyczuć moment, kiedy ta „nadświetlna” nie jest wskazana (śmiech). Zresztą Rafał Paluszek miał również spory udział w tym, że harmonie na nowym albumie są bardziej przystępne i zapamiętywalne. Bardzo chcemy, aby muzyka spod znaku Osady Vida była bardzo melodyjna. Nie jest to jednak takie proste. Bardzo trudno jest stworzyć rzecz, która będzie bardzo melodyjna, będzie łatwo wpadać w ucho, ale jednocześnie będzie świeża i oryginalna. Jest masę nowych płyt, które przynoszą melodyjną, rockową muzykę, ale w większości przypadków ma się wrażenie, że gdzieś już te melodie brzmiały… My unikamy takich rozwiązań. Co do mistrzów gatunku? Nie wiem, których dokładnie masz na myśli, ale skoro tak to słyszysz, to super… (śmiech). Podejrzewam niestety, że nigdy nie uda nam się zbliżyć do mistrzów progrockowego grania, bo nie jesteśmy oceniani jako zespół grający w 100% prog rocka. Zostało to zresztą w trafny sposób zauważone przez Tomka Kamińskiego w recenzji „UD”, którą można znaleźć na Artrock.pl Ważne jest to, żebyśmy dobrze czuli się z tym, co gramy i – przede wszystkim – żeby ludziom się to podobało, bo dla nich gramy (śmiech).

ArtRock.pl: Na albumie pojawił się żeński wokal, który przyczynił się także do złagodzenia obrazu tej płyty. Wiem, że początki Osady pamiętają wokalistkę ale… Skąd pomysł na gościnny udział Natalii Krakowiak?

Łukasz Lisiak:
To nie pomysł, to przypadek (śmiech). Przyznam, że przystępując do nagrania „Uninvited Dreams” nie było planów wykorzystania żeńskiego wokalu. Natalia Krakowiak to młoda, bardzo zdolna wokalistka, która uczy się śpiewu u zawodowców i uczestniczy w kilku jazzowych i gospelowych projektach – to są raczej jej klimaty. Choć miałem sygnały, że Osadę zna i lubi (śmiech). Natalia jest bowiem dobrą znajomą mojego młodszego brata, Marcela, z którym zazwyczaj siedzę przy opracowywaniu linii wokalnych. Marcel śpiewa w rockowej kapeli, fajnie mu to wychodzi, więc „podkradam” mu pomysły (śmiech). Siłą rzeczy w pewnym momencie spotkaliśmy się w trójkę. A że spotkaliśmy się również w studio, to poprosiłem Natalię, aby nagrała pewną wymyśloną wspólnymi siłami linię, w charakterze tzw. „pilota”. Natalia weszła, zaśpiewała, a ja razem z Marcinem Chlebowskim (naszym producentem) spojrzeliśmy na siebie i już wiedzieliśmy, że to musi być na płycie. Niezależnie od tego w jakiej formie (śmiech). No i jest! Choć były zapędy z mojej strony, żeby w pewnych utworach całkowicie zrezygnować z mojego śpiewania, to jednak uznaliśmy, że byłaby to zbyt duża rewolucja (śmiech). Docelowo mamy zatem duety w trzech utworach.

ArtRock.pl: Za szatę graficzną albumu odpowiedzialny jest – podobnie zresztą jak przy poprzednich wydawnictwach – Rafał Paluszek. Okładka „Uninvited Dreams” jest jednak diametralnie inna od tych zdobiących dwa pierwsze krążki. To też wyraz świadomego dążenia do pewnej odmiany?

Łukasz Lisiak: Tak, jak najbardziej. Choć do momentu, kiedy Rafał nie przedstawi nam jakiegoś konkretnego projektu, reszta zespołu raczej nie miesza się w sprawy graficzne, bo wszystko sprowadzałoby się do gołych… Nieważne (śmiech) Po wydaniu „The Body Parts Party” czuliśmy pewien niedosyt, może nawet żal, że ta płyta przeszła tak ledwo zauważona, głównie w Polsce. Pokładaliśmy w niej wiele nadziei. Dlatego chcieliśmy, aby nowy album Osady Vida był totalnie bezkompromisowy: nie będziemy robić nic z tego, czego się wobec nas oczekuje – zrobimy wszystko po swojemu, zmienimy podejście i będzie to zmiana widoczna. Wiesz Mariusz, powiem ci otwarcie: podczas przygotowywania i nagrywania „UD” mieliśmy bardzo – powiedziałbym – „punkowe” podejście. Nie mam tu na myśli muzyki oczywiście (śmiech). Ale już sposób komponowania czy właśnie kwestie graficzne, jak najbardziej tak. Przy kompozycjach przestaliśmy się oglądać na jakiekolwiek kanony wydawnicze – po prostu graliśmy, tworząc kompozycje. Skończyło się to tak, że mamy mega problem z wybraniem singla, bo krótkich utworów u nas jak na lekarstwo (śmiech). A jeśli chodzi o grafikę, to Rafał postawił tym razem jeszcze bardziej na „klimat” szaty graficznej, na wyobraźnię odbiorcy. Jak widać, chyba odniósł sukces, bo zostało to zauważone i docenione – także przez ciebie (śmiech)

ArtRock.pl: Mijający rok był dla was niezwykle udany. Premiera trzeciego albumu i wreszcie więcej koncertów! W lutym mieliście nawet okazję dobrze się bawić podczas wspólnej trasy z francuskim The Black Noodle Project. Jakie wspomnienia zachowałeś z tego krótkiego tournee?

Łukasz Lisiak: Liczę na to, że właśnie rok 2010 będzie dla nas szczególnie udany (śmiech) Planujemy kilkanaście koncertów w całym kraju – tym zajmuje się nasz obecny menago Maciek Machura, który odwala kawał solidnej pracy, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Jak zapewne wiesz, większość z tych koncertów zagramy wspólnie z Indukti – bardzo się cieszę, że Induktowa ekipa wyraziła chęć wspólnego koncertowania z Osadą, bo niezmiernie ich cenię, a nowa płyta Indukti jest u mnie swoistym powerplayem (śmiech). Trochę nam się temat przesunie w czasie ze względu na kontuzję Adasia (Podzimskiego – perkusisty OV), ale myślę, że w marcu zaczniemy już sezon koncertowy na dobre. Poprzedni rok kojarzy mi się głównie z ciężką pracą (śmiech). Choć koncerty z TBNP to bardzo miłe wspomnienie – nie będę rozwijał tematu, bo może ktoś czyta to przed 22… (śmiech). A bardziej serio – liczę na to, że nie było to nasze ostatnie spotkanie z Jeremie i ekipą (śmiech). Żałuję, że w Koninie ze względów technicznych nie udało nam się zaprezentować pełnego koncertu OV – mam tu na myśli wizualizacje, które są integralną częścią naszych występów na żywo. Wierzę, że w tym roku będziemy mieli okazję wynagrodzić fanom w Koninie ten niedostatek – na pewno na to zasługują, bo są po prostu niesamowici (śmiech).

ArtRock.pl: Koncertów było więcej, kolejne, o czym przed chwilą mówiłeś, przed wami, jednak czy zaczniecie z nimi docierać także za granice naszego kraju? Odzew na waszą muzykę płynie stamtąd całkiem sympatyczny.

Łukasz Lisiak: Zgadza się, zagraniczny odzew na każdą z naszych płyt zawsze przekracza nasze oczekiwania (śmiech). Propozycji koncertowych jest wiele, ale… Nie jest to prosty temat. Dla nas wyjazd na koncert to oczywiście radość z grania, ale też niestety konkretne koszty, które ponosimy i które muszą nam się zwrócić. To nie jest żadna filozofia. Dlatego też póki co, nie planujemy wyjazdów poza Polskę. Ale jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje spoza Polski, więc: promotorzy, do dzieła! (śmiech)

ArtRock.pl: Przy okazji spraw koncertowych. Myślicie powoli o rejestracji pierwszego albumu koncertowego? A może od razu DVD? W końcu trzy studyjne płyty na karku już są. No i… wasz wydawca, który na tym polu ma spore doświadczenie.

Łukasz Lisiak: Owszem, nasz wydawca ma spore doświadczenie w kwestii DVD – pytanie tylko czy ma takie plany? (śmiech) A bardziej serio – szczerze mówiąc na pytanie, czy myślimy o płycie koncertowej, musiałbym odpowiedzieć: i tak, i nie (śmiech). Dlaczego? Ano dlatego, że póki co nie mamy planów wydawania płyty koncertowej z materiałem z dotychczas wydanych płyt. Ale pracujemy nad całkowicie nowymi, premierowymi utworami, które chcielibyśmy zarejestrować na żywo podczas koncertu i wydać w formie płyty koncertowej (śmiech). Taki mamy zamysł i zobaczymy, co uda się z tego uzyskać. To byłoby pewnego rodzaju nawiązanie do klasycznych płyt koncertowych z premierowym materiałem, jak np. Krzak. Oczywiście są to plany dosyć odległe, bo przecież dopiero co na rynku pojawiła się płyta „Uninvited Dreams”… (śmiech).

ArtRock.pl: Na koniec pytanie nieco zaskakujące… Chciałbym cię Łukaszu zapytać o twoje… dosyć specyficzne poczucie humoru. Czuć je czasami w wywiadach z tobą, doskonale zauważalne jest na koncertach. Miałem okazję widzieć was tym roku w Koninie i twoje celne riposty, zabawne komentarze i natychmiastowe reakcje na to, co dzieje się wokół, mogły imponować. To fajne rozluźnienie do niełatwych dźwięków płynący ze sceny. Jakiś komentarz?

Łukasz Lisiak: Cieszę się, że tak to odbierasz (śmiech). Nie wiem, czy moje poczucie humoru jest jakoś specjalnie specyficzne – musiałbyś wpaść na chociaż jedną próbę OV, tam dopiero jest specyficznie… (śmiech). Zapraszam! (śmiech) Ja po prostu na każdym koncercie dobrze się bawię i liczę na to, że Ci, którzy wybrali się na koncert Osady, przyszli także po to, by zrelaksować się przy lubianej przez siebie muzyce na żywo, pożartować i poczuć się luźno i swobodnie. Bez zaciskania szczęk, wydumanych ideologii i sztucznej pompy. A komentarz? Może być tylko jeden: nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji! (śmiech)

ArtRock.pl: Dziękuję za wywiad.

[rozmawiał: Mariusz Danielak]

 

Zdjęcia:

Osada Vida - Osada Vida Osada Vida - Three Seats Behind A Triangle Osada Vida - The Body Parts Party Osada Vida - Uninvited Dreams
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2024 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.