ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 19.04 - Gdańsk
- 20.04 - Chorzów
- 26.04 - Ostrów Wielkopolski
- 27.04 - Wrocław
- 28.04 - Poznań
- 04.05 - Lublin
- 10.05 - Łódź
- 11.05 - Warszawa
- 17.05 - Gorzów
- 18.05 - Szczecin
- 19.05 - Bydgoszcz
- 20.04 - Bielsko Biała
- 21.04 - Radom
- 22.04 - Kielce
- 20.04 - Lipno
- 20.04 - Gomunice
- 25.04 - Bielsko-Biała
- 20.04 - Sosnowiec
- 24.04 - Warszawa
- 25.04 - Kraków
- 25.04 - Poznań
- 26.04 - Szczecin
- 27.04 - Koszalin
- 28.04 - Gdynia
- 10.05 - Piekary Śląskie
- 11.05 - Kraków
- 12.05 - Lublin
- 26.04 - GDAŃSK
- 07.05 - Chorzów
- 08.05 - Siemianowice Śląskie
- 09.05 - Siemianowice Śląskie
- 17.05 - Wrocław
- 25.05 - Łódź
- 25.05 - Zabrze
- 26.05 - Zabrze
- 13.07 - Katowice
- 14.07 - Katowice
- 17.07 - Warszawa
 

wywiady

12.10.2009

Progressive Nation Tour okazał się wspaniałą okazją do wymiany paru słów z wokalistą Dream Theater Jamesem LaBrie.

Śledząc w mediach setki wywiadów jakie udzielili członkowie Dream Theater coraz trudniejszym jest wymyślenie pytań, które by się nie powtarzały. To stresujące dla dziennikarza. Postanowiłem zatem zapytać o rzeczy, które nurtują mnie osobiście jako fana, który śledzi karierę zespołu od samego początku czyli od prawie 20 lat.
Ddarek: Dream Theater to obecnie zespół – ikona, niekwestionowany król progresywnego metalu, pod wpływem muzyki którego powstawało setki młodych bandów tworząc nawet jakby oddzielny gatunek „DT-like”. Czy czujecie presję bycia kreatorem gatunku? Co sądzisz o zespołach grających muzykę, na kształt której mieliście bezpośredni wpływ?

LaBrie: Nie czujemy się pod presja. To, że tyle młodych zespołów wymienia nas jako główną inspiracje jest wspaniałym komplementem. My również inspirowaliśmy się kimś na początku naszej kariery, np. takimi zespołami jak Pink Floyd, Rush, Yes, Metallica, Iron Maiden, Deep Purple, Judas Priest... To naturalne, ze poprzez status, jaki osiągnęliśmy na całym świecie, mogliśmy zainspirować tylu muzyków. Oczywiście nie uderzyła nam z tego powodu woda sodowa do głowy. Cały czas jesteśmy sobą, a to, że tyle osób uważa nas za numer jeden gatunku i źródło inspiracji, dodaje nam skrzydeł. Przy pracy nad nowym albumem liczy się przede wszystkim to, co czujemy, co chcemy przekazać. Nigdy nie sugerujemy się tym, ze jesteśmy ikona, wiec nasza płyta musi brzmieć, jak ikona progmetalu. Nie czujemy się także zagrożeni zespołami typu DT. Gramy już od wielu lat, zawsze podążaliśmy swoja droga i będziemy nią podążać, nieważne co się wokół nas dzieje. Mamy ogromny szacunek do zespołów, które się nami inspirują, jednak zazwyczaj bardziej podobają nam się zespoły, które pomimo inspiracji nami starają się tworzyć cos własnego i nie są tylko DT kopiami.

Ddarek: Jak sądzisz, jaka jest przyszłość progresywnego metalu? Czy mieszanie się stylu z jazzem, black metalem, death metalem jest kreatywne i czy to jest właściwy kierunek?

LaBrie: Uważam, ze artysta nie powinien się ograniczać do jednego gatunku muzyki. Im szersza jego paleta muzycznych zainteresowań, tym więcej może tworzyć i wyrazić siebie w lepszy sposób. Jazz, muzyka klasyczna, death metal, metal progresywny czy tez pop - wszystkie te gatunki maja w sobie cos dobrego, wiec jeśli muzyk potrafi z wszystkich tych stylów wyciągnąć to, co najlepsze, ma większe pole do popisu. Unexpect na przykład jest zespołem niesamowicie eklektycznym, dlatego są tak nietuzinkowi. Przyciągają do siebie wielu rożnych odbiorców, bo każdy może odnaleźć w ich muzyce cos dla siebie. Mam ogromny szacunek do zespołów, które maja pomysł na swoja muzykę. Takie zespoły jak Pain of Salvation, Porcupine Tree, Shinedown, Slipknot, Muse, Dredg... wszystkie te kapele nie sa jednolite w swoim gatunku i na pewno czerpią swe inspiracje z wielu stylistyk. Jestem pewien, ze gdyby spytać muzyków powyższych kapel, okazałoby się, ze maja szerokie spektrum muzycznych zainteresowań. I to właśnie sprawia, ze są unikalni, ze bazując na tym wszystkim, zbudowali swój własny styl.

Ddarek: Każda z kolejnych płyt DT jest zapewne wypadkową tego co czuje każdy z Was, która z Waszych płyt jest Tobie najbliższa i dlaczego?

LaBrie: Oczywiście Images & Words, płyta, która była takim naszym międzynarodowym debiutem i dzięki której dotarliśmy do większego grona fanów. Był to muzycznie dość ryzykowny album i nie spodziewaliśmy się aż takiego sukcesu, gdyż w tym czasie królował grunge. Tymczasem nam udało się przebić z metalem progresywnym.  Lubię także A Change Of Seasons, Scenes From A Memory, uwielbiam Six Degrees... to wciąż jeden z moich ulubionych albumów pod względem lirycznym jak i muzycznym – to bardzo zróżnicowana płyta. Również ostatni album jest dla mnie ważny - pokazuje, ze wciąż kochamy to, co robimy, ze idziemy z duchem czasu, idziemy do przodu. Jesteśmy dojrzalsi wraz z każdym albumem, rozwijamy się.

Ddarek: DT wykorzystuje i wspiera nowe technologie. Czy planujecie sprzedaż swojej muzyki poprzez internet w postaci plików? Czy przysłowiowy szelest folii na płycie, czy zapach farby drukarskiej, oglądanie bookletu jest jeszcze ważne czy tez nie? Co o tym sądzisz?

LaBrie: Oczywiście wraz z nadejściem nowej, 'cyfrowej' ery, przemysł muzyczny diametralnie się zmienił i tego nie da się zignorować. Za jednym kliknięciem można zdobyć ulubiony album, szybko i za darmo. Pomimo to DT wciąż dobrze się sprzedaje, za co serdecznie dziękujemy fanom. Ja sam pamiętam, jak bardzo chciałem posiadać płyty Yes, Pink Floyd czy Rush. Chciałem mięć płytę w ręku, śledzić teksty w książeczce, taki kontakt fizyczny z muzyka i mysle, ze tak samo jest z fanami DT, którzy wciąż kupują nasze płyty. Pomimo faktu, ze nasza muzyka jest łatwo dostępna w sieci, oni wciąż chcą mieć z nami ten fizyczny kontakt. Oczywiście nie potępiam ściągania muzyki – internet to dla nas wspaniały sposób, żeby się promować, żeby dotrzeć do tych, którzy w inny sposób pewnie nigdy by o nas nie usłyszeli. Z drugiej jednak strony poprzez tak łatwy dostęp do muzyki ludzie tracą szacunek do tego, na co tak ciężko pracowaliśmy przez te wszystkie lata. Oficjalnie wydany album, książeczka, teksty w niej zawarte – wszystko to jest naszym małym dziełem sztuki, wszystko to tworzy całość i niestety cały ten rytuał związany z rozpakowywaniem płyty i studiowaniem książeczki odchodzi w niepamięć. Przyszłe generacje nie będą już o to dbać. Dla nich to będzie bez różnicy, czy posiadają płytę czy tez nie - przecież jeżeli będą chcieli, obejrzą sobie booklet w internecie.

Ddarek: Jesteś zdecydowanie autorytetem dla młodych wokalistów. Jakieś wskazówki praktyczne jak ćwiczyć, jak dbać o gardło itp.?

LaBrie: Biegam 5 kilometrów dziennie. Biorę witaminy takie jak witamina C, B12, D, wapno, magnez... Pije dużo płynów, głownie woda, czasem sok pomarańczowy. Dużo śpię. Rozgrzewam się ok. 45 minut przed koncertem. Staram się całkowicie zrelaksować, zanim wyjdę na scenę, gdyż im bardziej napięte mięśnie, tym trudniej czysto śpiewać i traci się przy tym więcej energii. Bardzo ważne jest, by po koncercie stopniowo powrócić do mówienia. Glos musi naturalnie powrócić z pozycji 'śpiewanej' do 'mówionej' tak, by nie ucierpiały na tym struny głosowe. Nie można np. od razu po koncercie pójść spać. Śpiewanie jest czynnością fizyczna, ale tez psychiczna, o czym wiele się nie mówi. Trzeba być wewnętrznie przygotowanym do śpiewu, trzeba być rozluźnionym i dobrze się czuć z własnym głosem, wtedy efekty są najlepsze. Jeśli jesteś spięty i stresujesz się swoim występem, na pewno cos się nie uda. W latach 90tych miałem krwiaka na strunach głosowych i dużo czasu zajęło mi, by powrócić do formy. Kiedyś próbowałem śpiewać ponad swoje siły, co nie było dobre i o mało co nie strąciłem przez to głosu. Dziś śpiewam tak, jak mogę i czuje się świetnie.

Ddarek: Gdybyś miał wymienić wokalistów, których podziwiasz...

LaBrie: Oczywiście Freddie Mercury. Niesamowita osobowość sceniczna i wielki głos. Poza tym Steve Perry z Journey, Nat King Cole, Tony Bennet, Robert Plant... David Coverdale za piękna barwę głosu... lubię tez  wokal Roberta Halforda, potrafi dosięgnąć takie dźwięki, których ja nigdy bym nie był w stanie dosięgnąć. Podoba mi się tez klasyczny głos Lou Gramma z Foreigner. Nigdy nie byłem fanem tego zespołu, ale jego wokal jest niesamowity. Steve Tyler to kolejne świetne, rockowe gardło. Wokaliści Muse czy Hours to kolejne wspaniale  głosy. Mógłbym wymieniać i wymieniać.


(...w tym momencie mój dobry duch w osobie Asi Szyra z Metal Mind – serdecznie pozdrawiam – dyskretnie dał mi znać, że moich parę chwil z Jamesem dobiegło końca...)


Ddarek: Dziękuje za wywiad i życzę wspaniałego występu.

LaBrie: Również dziękuje, baw się dobrze.


P.S. Serdeczne podziękowania dla Martyny Moyry Hałas za pomoc i wsparcie.
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
Picture theme from BloodStainedd with exclusive licence for ArtRock.pl
© Copyright 1997 - 2024 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.