Przy okazji zbliżającego się gitarowego rekordu świata, który odbędzie się pierwszego maja, odbyliśmy krótką rozmowę z głównym dyrygentem największego gitarowego zespołu świata.
ArtRock.pl: Dzisiejszym gościem jest Leszek Cichoński, gitarzysta, autor popularnej szkoły Blues-Rock Guitar Workshop, będący jednocześnie dyrygentem Thanks Jimi Festival oraz pomysłodawcą Gitarowego Rekordu Świata, który odbędzie się we Wrocławiu już w najbliższy piątek, pierwszego maja. Leszku, mam do Ciebie zasadnicze pytanie: za kilka dni wrocławski Rynek - miejsce, w którym biją nasze serca - zamieni się w największą orkiestrę świata. Zgromadzą się tam tysiące gitarzystów i jeszcze więcej widzów. Czy czujesz już to specyficzne „napięcie strun”, które narasta przed pierwszym dniem maja?
Leszek Cichoński: Oczywiście, towarzyszy nam pewien wyścig z czasem. Nasza impreza jest niezwykle spontaniczna i niemal do ostatniej chwili pojawiają się nowe, bardzo sympatyczne elementy, których trudno sobie odmówić. Zgłaszają się kolejni muzycy, a ponieważ formuła wydarzenia jest otwarta, staramy się ich gościć. W tym roku program opiera się na trzech najważniejszych filarach. Pierwszym z nich jest klasyka polskiego rocka. Zagramy wielkie przeboje wspólnie z kolegami z Perfectu: Darkiem Kozakiewiczem, Jackiem Krzaklewskim i Łukaszem Drapałą. Dołączą do nas także Jurek Styczyński oraz Marek Raduli. Razem tworzymy projekt, który po koncercie w Rzeszowie półtora roku temu zyskał miano Guitar Jedis, czyli „Dżedajów Gitary”. Rok temu pod tym hasłem wykonaliśmy dwa utwory, a teraz, w pełnym składzie z Markiem i Jurkiem, zagramy „Chcemy być sobą”.
To planowany „powrót Jedi”. Hasło to i sam tytuł utworu idealnie konwenują z ideą UniVibe, którą promuję od lat - ideą budowania jedności nie tylko wśród muzyków, ale po prostu między ludźmi. Myślę, że „Chcemy być sobą” zadziała fantastycznie. Jacek Krzaklewski nagrał już lekcję tego utworu, która powinna być dostępna w naszej aplikacji. Warto wspomnieć, że na stronie gitarowyrekord.pl dostępna jest specjalna aplikacja rekordowa. Można ją otworzyć na telefonie, znaleźć tam wszystkie niezbędne informacje, a co najważniejsze - zarejestrować się bez kolejki. Po zapisaniu się otrzymuje się kod QR, który wystarczy pokazać przy wejściu. To ogromna wygoda. W aplikacji są też lekcje do „Hey Joe” i innych utworów; wkrótce pojawi się tam również wspomniane „Chcemy być sobą”.
Jeśli chodzi o klasykę polskiego rocka, zagramy jeszcze „Nadzieję” z kolegami z IRA - Piotrkiem Łukaszewskim i Kubą Płuciszem - oraz „Dorosłe dzieci”. To piękne, inspirujące numery, które zawsze mnie poruszały. Pamiętam, gdy „Dorosłe dzieci” ukazały się pod koniec lat 70. - to był chyba jakiś wczesny format teledysku - byłem pod ogromnym wrażeniem piękna tej kompozycji. Teraz nadarza się okazja, by zagrać ją wspólnie z muzykami Turbo: Wojtkiem Hoffmannem i Grzegorzem Kupczykiem. Zupełną nowością będzie wspólny występ z Luxtorpedą i ich najnowszy przebój „Lubię to”. Ma on bardzo pozytywny przekaz, który świetnie wpisuje się w ideę UniVibe - Uniting Vibrations of Music. Mamy więc cztery potężne filary polskiego rocka: Perfect, Turbo, IRA i Luxtorpeda.
Kolejnym, niezwykle istotnym elementem programowym, jest wykonanie „One Love” razem z Alem Andersonem, gitarzystą Boba Marleya, oraz wokalistą grupy The Wailers, Chettem Samuelem. Do tego utworu również warto się przygotować. Al Anderson udostępnił już lekcję na swoim Facebooku, a my ją właśnie opracowujemy, dodając akordy, by niebawem pojawiła się w aplikacji. No i oczywiście nie zabraknie naszych sztandarowych utworów, jak rekordowe „Hey Joe” czy „Foxy Lady”, które gramy co roku. Bardzo mi zależy, aby jak najwięcej osób grało jak najwięcej utworów. W tym roku jest ku temu wyśmienita okazja.
ArtRock.pl: Skąd właściwie wzięła się idea, by to właśnie „Hey Joe” stało się symbolem hołdu dla Hendrixa? Przecież to nawet nie jest jego autorska kompozycja, a Jimi miał w dorobku mnóstwo innych, genialnych utworów.
Leszek Cichoński: To prawda, autorem „Hey Joe” jest Billy Roberts, a Hendrix jedynie spopularyzował ten utwór. Wybór tej piosenki był poniekąd dziełem przypadku, choć wierzę, że przypadki nie istnieją. Wszystko zaczęło się w 2000 roku - uczestnicy warsztatów w Zakrzewie poprawili mnie, bo myślałem, że to był 1997 lub 1998 rok. Podczas finałowego koncertu zagraliśmy „Hey Joe” na szesnaście gitar. Odbyło się to niemal bez próby, a zabrzmiało rewelacyjnie. To był dla mnie dowód, że można przygotować utwór w kilka minut, zagrać go wspólnie i uzyskać niesamowitą moc, energię oraz „cios”.
Wtedy nie miałem jeszcze wizji tysięcy gitar na wrocławskim Rynku. To był po prostu silny ślad energetyczny w sercu. Później spróbowałem powtórzyć to na Przystanku Woodstock. Zaprosiłem gitarzystów na scenę, ale szybko pomyślałem: „Dlaczego tylko na scenie? Przecież mogą przyjechać wszyscy, także amatorzy”. W 2002 roku podjąłem pierwszą próbę realizacji tego pomysłu we Wrocławiu. Promowałem akcję w programie Zbyszka Hołdysa w MTV Classic, przywiozłem gitarę i wzmacniacz, zagrałem „Hey Joe” i kilka patentów Hendrixa. Niestety, z powodów urzędowych nie udało się wtedy wystartować, ale od 2003 roku robimy to skutecznie. Gramy już 24 lata i nawet pandemia nas nie powstrzymała - wtedy również zagraliśmy.
ArtRock.pl: Zaczynaliście od skromnej grupy, prawda? Wspomniałeś o szesnastu gitarach.
Leszek Cichoński: Wtedy to wcale nie wydawało się mało! Sądziłem, że za pierwszym razem na Rynku pojawi się może 100 lub 200 osób, a przyszło 588. Dla nas to był wtedy „pełen Rynek”, bo gitary było widać wszędzie, mimo tłumów turystów. To była sytuacja zjawiskowa, a energia była czymś absolutnie wyjątkowym. Moment, w którym na koniec wszyscy spontanicznie unieśli gitary do góry, był niesamowitym zaskoczeniem. Mam z tego wydarzenia piękne zdjęcie: las gitar wyrastający nagle z tłumu. Dzisiaj jesteśmy do tego widoku przyzwyczajeni, ale wtedy to był prawdziwy wstrząs. To moje ulubione zdjęcie z Rekordu, które mnie zawsze inspirowało do tego, żeby to zrobić jeszcze raz i robiłem sobie zbliżenia, by popatrzeć w oczy tym ludziom. Ten zastrzyk energii trwa we mnie do dziś.
ArtRock.pl: W takim razie, jak z tej perspektywy postrzegasz współczesne ujęcia z drona, które pokazują cały wrocławski Rynek wypełniony ludźmi biorącymi udział w tym wydarzeniu?
Leszek Cichoński: Robi to kolosalne wrażenie. Widok tysięcy uniesionych gitar z lotu ptaka to najpiękniejszy obraz Wrocławia, jaki potrafię sobie wyobrazić. Co ważne, ten widok imponuje całemu światu. W 2008 roku pobiliśmy rekord wynikiem 1951 gitar. Kilka miesięcy później Amerykanie odpowiedzieli wynikiem 2052 gitar i ich rekord miał zostać oficjalnie zarejestrowany. Jednak 1 maja 2009 roku zebraliśmy we Wrocławiu 6346 „nawiedzonych” gitarzystów. To był taki wynik i taki „cios”, że Ameryka już się po nim nie podniosła i przestała się z nami ścigać.
Od tamtej pory nikt na świecie nie pobił naszego wyniku. Mamy oficjalnie zarejestrowany rekord Guinnessa w Londynie, a teraz bijemy już własne rekordy, nawet nie zawsze to zgłaszając. Robiliśmy to chyba siedmiokrotnie. W czasie pandemii frekwencja nieco spadła, ale ostatnio zawsze przekraczamy 7 tysięcy. Rok temu było to dokładnie 8122 gitarzystów, a w tym roku potrzebujemy przynajmniej jednego więcej. Dlatego apeluję do wszystkich: korzystajcie z aplikacji na stronie. Znajdziecie tam „Poranki Rekordzisty”, aktualności, lekcje. Jest mapa, na której można się zorientować gdzie są jakieś sceny, co się dzieje i pełny program. Rejestracja przez aplikację to komfort - brak kolejek, szybki kod QR i już jesteście częścią Rekordu.
ArtRock.pl: Jakie to uczucie, gdy wychodzisz na scenę i widzisz przed sobą te tysiące osób? Młodzi, seniorzy, dzieci z gitarami, ukulele, a nawet instrumentami własnej produkcji.
Leszek Cichoński: To ogromna satysfakcja. Cieszę się, że udało się wygenerować taką energię i poczucie jedności. W tym tłumie wszyscy są dla siebie życzliwi. To pokazuje, że wszelkie próby manipulacji, którym jesteśmy poddawani na co dzień, na wrocławskim Rynku po prostu nie działają. Jesteśmy jednością, cieszymy się muzyką i sobą nawzajem. To wartość niespotykana nigdzie indziej. Głęboko uświadomiłem to sobie, tworząc znak UniVibe. To zjednoczona wibracja muzyki, ale i coś więcej - rezonujemy ze sobą na głębszym poziomie, a muzyka jest wspólnym językiem, który nam to umożliwia.
ArtRock.pl: Chciałbym zapytać o gości, ponieważ co roku przyjeżdżają do nas fantastyczni artyści. Trudno byłoby wymienić ich wszystkich na jednym wydechu, bo to prawdziwe tuzy sceny rockowej, bluesowej i jazzowej. To niesamowite, jak jednoczą się pod szyldem tych kilku akordów.
Leszek Cichoński: Uważam, że największą chlubą tego festiwalu jest te 8000 ludzi, którzy tu przyjeżdżają - to oni są najważniejsi. Ale oczywiście dzieje się to także dzięki gwiazdom. W zeszłym roku Orianthi była zachwycona atmosferą Rekordu. W tym roku wraca do nas Al Anderson, który bardzo chciał ponownie zagrać „One Love” ze wszystkimi. Będzie Neil Zaza oraz wymienione wcześniej gwiazdy polskiej gitary: Darek Kozakiewicz, Jurek Styczyński, Marek Raduli czy Piotr Łukaszewski.
Będziemy mieli też wyjątkową okazję do świętowania: mija 35 lat od wydania mojej szkoły „Blues-Rock Guitar Workshop”, która w latach 90. była biblią dla gitarzystów. Był to podręcznik z kasetami audio. Ludzie piszą na forach i w grupie „Uczniowie Leszka Cichońskiego”, że spędzali upojne noce, przewijając te kasety, bo wiedza tam zawarta była praktyczna i skuteczna. Większość osób po dwóch tygodniach zaczynała grać własne solówki. Z okazji festiwalu wznawiam to wydanie w formie podręcznika z plikami audio i nowymi komentarzami wideo. Przesłuchiwałem ten materiał - on się wcale nie zestarzał. Zapraszam więc wszystkich „Workshopowców” na zlot podczas Gitarowego Rekordu Świata. Spróbujemy zagrać razem unisono temat z początku taśmy. Na moim Facebooku zamieściłem instruktaż w wolnym tempie. Podręcznik będzie można nabyć w internecie - linki pojawią się w moich mediach społecznościowych.
ArtRock.pl: Ten podręcznik to chyba pozycja obowiązkowa na półce każdego gitarzysty w tym kraju. Kogo bym nie odwiedził, widziałem go u niego w domu.
Leszek Cichoński: To prawda. Na Rekordzie pojawi się Robert Drężek, który kupił go w 1991 roku, będzie Piotrek Łukaszewski, który się z niego uczył, czy Łukasz Sojka, uczestnik moich pierwszych warsztatów w Zakrzewie. Właśnie z Łukaszem i grupą Hardrockers, a także z Mietkiem Jureckim, uruchomiliśmy akcję Hey Joe Challenge. Polega ona na tym, by zagrać dowolny fragment „Hey Joe” we własnej aranżacji, w ciekawym miejscu lub z zabawną inscenizacją. Zapraszamy całą Polskę do tego wyzwania! Szczegóły i zasady są na stronie gitarowyrekord.pl. Ważne, by pozdrowić wszystkich znakiem UniVibe (trzy palce oznaczające: One Love, One Vibe, UniVibe). Nagrajcie swój filmik - w wannie, na łódce, z kotami - i wrzućcie na swoje profile. Gramy razem!
ArtRock.pl: Wróćmy na chwilę do sceny i gości. Na liście tuzów, którzy u nas występowali, są m.in. Orianthi, Steve Morse, Steve Vai czy Al Di Meola. Czy są jednak artyści, których wciąż bardzo chciałbyś zaprosić, a których z różnych powodów nie udało się jeszcze gościć we Wrocławiu?
Leszek Cichoński: Co roku staram się o wielkie nazwiska. W tym roku wysłałem dwa zaproszenia do Carlosa Santany. Niestety, z powodu jego problemów zdrowotnych, a także choroby jego małżonki, nie udało się doprowadzić do tego występu. Santana jest mi bardzo bliski – od początku lat 70. w jego twórczości zawsze obecna była głębia i duchowość. Płyta „Love Devotion Surrender” nagrana z Johnem McLaughlinem czy jego książka „The Universal Tone” są ideowo bardzo bliskie mojej koncepcji UniVibe, czyli powszechnej wibracji łączącej ludzi. Carlos Santana to numer jeden na mojej liście wymarzonych gości.
Próbowałem w tym roku zaprosić także Erica Claptona, ponieważ będzie grał koncert w Krakowie zaledwie dwa dni wcześniej. W przypadku gwiazd tego formatu logistyka i negocjacje są jednak bardzo trudne. Niemniej jednak nie rezygnuję. W przyszłym roku obchodzimy 25-lecie Gitarowego Rekordu i z pewnością będziemy celować w wielkie nazwiska. To będzie ogromne wydarzenie i wielkie przeżycie dla nas wszystkich.
ArtRock.pl: Jakie przesłanie masz dla początkujących gitarzystów? Jako nauczyciel tysięcy muzyków, jak widzisz przyszłość tego instrumentu?
Leszek Cichoński: Najlepszą radą dla zaczynających jest: przyjedźcie na Gitarowy Rekord. Uczestnicy są tu jednocześnie wykonawcami. Przeżywamy muzykę razem. Czasem ściszam zespół na scenie, by usłyszeć potęgę tysięcy gitar akustycznych. To bakcyl miłości do muzyki, którego nie da się złapać, ćwicząc samotnie w domu. Jeśli chodzi o samą grę, stosuję prostą zasadę: więcej słuchać, mniej grać. Mniej nut, więcej wrażliwości na to, co robią inni. Ważny jest timing i uważność - czy to z metronomem, czy w kontakcie z przyjaciółmi. Uważność jest receptą na rozwój w każdej dziedzinie życia. Eckhart Tolle uczy o byciu „tu i teraz” - na tym właśnie polega improwizacja: na skupieniu, oddaniu siebie poprzez dźwięki, ale w spójności z całością kontekstu muzycznego. Tak więc to jest taka prosta rada myślę dla każdego do zastosowania: więcej słuchać, mniej grać.
ArtRock.pl: I ostatnie pytanie: jaki jest Twój oczekiwany wynik w tym roku?
Leszek Cichoński: Nie mam oczekiwań co do liczb. Najważniejsza jest wspaniała atmosfera i radość, którą się dzielimy. W tym roku mamy mnóstwo utworów do wspólnego zagrania i genialne gwiazdy. Występ Al Andersona z Chettem Samuelem w bloku poświęconym Bobowi Marleyowi będzie magiczny - rok temu mieliśmy ciarki na plecach podczas ich setu. Potem zagra Luxtorpeda. Przez trzy dni we Wrocławiu będzie się działo mnóstwo rzeczy na różnych scenach. To trzeba po prostu przeżyć, by poczuć ten vibe.
ArtRock.pl: Jak widać po mojej koszulce z poprzednich lat, ArtRock.pl od dawna relacjonuje to wydarzenie. Wrocławski Rynek zamienia się wtedy w jedno wielkie gitarowe miasteczko i wszystkich gorąco tam zapraszamy. Leszku, bardzo dziękuję za rozmowę.
Leszek Cichoński: Dziękuję również i do zobaczenia 1 maja na Rynku we Wrocławiu!
ArtRock.pl: Dziękujemy.
Leszek Cichoński: Dzięki!