ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 16.04 - Gdańsk
- 17.04 - Kraków
- 18.04 - Rzeszów
- 19.04 - Gdańsk
- 20.04 - Chorzów
- 26.04 - Ostrów Wielkopolski
- 27.04 - Wrocław
- 28.04 - Poznań
- 04.05 - Lublin
- 10.05 - Łódź
- 11.05 - Warszawa
- 17.05 - Gorzów
- 18.05 - Szczecin
- 19.05 - Bydgoszcz
- 20.04 - Bielsko Biała
- 21.04 - Radom
- 22.04 - Kielce
- 20.04 - Lipno
- 20.04 - Gomunice
- 25.04 - Bielsko-Biała
- 24.04 - Warszawa
- 25.04 - Kraków
- 25.04 - Poznań
- 26.04 - Szczecin
- 27.04 - Koszalin
- 28.04 - Gdynia
- 10.05 - Piekary Śląskie
- 11.05 - Kraków
- 12.05 - Lublin
- 26.04 - GDAŃSK
- 07.05 - Chorzów
- 08.05 - Siemianowice Śląskie
- 09.05 - Siemianowice Śląskie
- 25.05 - Łódź
- 25.05 - Zabrze
- 26.05 - Zabrze
- 13.07 - Katowice
- 14.07 - Katowice
 

koncerty

12.10.2013

Fish, The Moveable Feast Tour 2013, Poznań, Eskulap, 10.10.2013 r., godz. 20.00

Z niecierpliwością oczekiwałem na audycję w Trójce, która miała być światową premierą najnowszego krążka Fisha zatytułowanego A Feast of Consequences. A potem, pewnego spokojnego wrześniowego popołudnia dotarło drogą elektroniczną całe wydanie najnowszej płyty Ryby. I tak po usłyszeniu kilku dźwięków i pierwszego zdania na płycie, bilety zostały zamówione…

Spośród trasy koncertowej zatytułowanej The Moveable Feast Tour aż 8 koncertów zaplanowano w Polsce w terminie od 8-17 października 2013 roku początek o 20:00. Wybór padł na „rodzinne” miasto Poznań mimo iż koncert Fisha organizowany w Poznaniu odbyć się miał w klubie ESCKULAP – skąd inąd znanym ze swej duchoty i raczej słabej akustyki. Ale nie usłyszeć i zobaczyć Fisha skoro będzie tuż obok – cóż jakoś nie mieściło mi się to w głowie.

Szybki dojazd samochodem, parkowanie i o 19:15 wchodzę przez bramkę do Klubu Eskulap, gdzie słyszę odpowiedź jednego z ochroniarzy na pytanie zadane przez panią przed nami, że suportu nie będzie bo „zespół Weekend” nie dojechał – „Weekend” - a co to za zespół? - pyta mnie żona, jakbym to ja miał wiedzieć  :D. Sporo ludzi już wewnątrz. Cześć przy stoisku pieczołowicie ogląda wystawione płyty i koszulki. Czynię podobnie i bez zbytniego zastanawiania się kupuję u Tary (córka Fisha)  piękne wydanie DeLux A Feast of Consequences – 150 zł, Koszulkę z trasy - 80 zł i płytę CD – 60 zł, dla tego który mnie tą muzyką zaraził, a sam nie mógł być na poznańskim koncercie (ceny podaję informacyjnie). W sali sporo osób już pod sceną, ale przemykam z żoną miedzy nimi i prawie na środku 2,5m od sceny zajmujemy swoje miejsce. Wszystko jak na dłoni z racji wzrostu. Nad sceną rozpięty ekran. Układ typowy od lewej gitara, perkusja, wokal, instrumenty klawiszowe, bas.

Godzina 20:05. Na ekranie pojawia się samolot lecący nad kanałem La Manche, a z głośników dolatuje monotonny dźwięk silników. Pierwszy na scenie pojawia się Gavin Griffiths – perkusja, wkrótce po nim wchodzą Robin Boult – gitara – zastąpił Franka Ushera, który odszedł z zespołu , Foss Paterson – instrumenty klawiszowe, Steve Vantsis – bas. Ostatni jak zwykle Fish z gustowną chustą wokół szyi, w okularach i…. z siwą brodą.

Rozpoczęli od Perfume River. Dokładnie tak, jak na płycie. Przy dźwiękach gitary Robina Boulta i rytmicznym pulsie klawiszy, basu i perkusji, przenoszę się do prowincji Thừa Thiên-Huế położonej w środkowym Wietnamie, gdzie przez miasto Huế przepływa rzeka Sông Hương potocznie zwana  „Rzeką Perfumową”. Rzeka zawdzięcza swój zapach płatkom orchidei wpadającym do niej w dużych ilościach i powodującym, że rzeka specyficznie pachnie.  Słowa jakby zakłócały ten magiczny zakątek do którego przeniósł mnie zespół.

There were no sirens, I heard no alarms,
This situation has somehow got completely out of hand
It’s no illusion; it’s not a dream,
My eyes are open and all is as appears,
It’s a perfect nightmare; it’s a perfect nightmare,
In an imperfect world

Perfekcyjny dźwięk. Bez trudu mogę wyłowić poszczególne instrumenty. I ta wokaliza Fisha która wywołuje pierwszy dreszcz na ciele. Potwierdziły się opinie czytane na forach, że głos Fisha jest w szczytowej formie ostatnich lat. Po słowach „Message pending, I know just what it says, should I accept another lie?” krótkie solo Robina Boulta wywołuje kolejne ciarki na skórze.

I swallow all the lies
I live the lie

Klawisze imitują bicie serca… długie bicie, jednostajne… zmiana gitary przez Robina i zaczyna się druga część Perfume River. Jakże odmienna – jakby Fish siłą wyrwał nas z podróży, z pięknego snu w który wpadliśmy na początku utworu, choć przecież taki rozwój wypadków zapowiadały wcześniej śpiewane słowa. Doskonała rytmika Griffithsa, bas Vantsisa. I te cuda wykonywane na gitarze akustycznej… Doskonały początek koncertu. Krótkie wprowadzenie do następnego utworu i rozpoczyna się Feast of consequences. Ależ ten utwór ma energię na żywo! Potem następuje zapowiedź utworu dla „tych wszystkich którzy nie mają włosów na głowie”. I pierwsze słowa So here I am once more i  dźwięki Script for a Jester's Tear zostają przywitane gromkimi oklaskami. Co za niespodzianka!!! Celowo nie śledziłem set listy wcześniejszych koncertów. Wolę to zaskoczenie na koncercie. Odmienne wykonanie, ale ilość przekazywanych emocji nieporównywalnie większa niż w oryginale choć przecież ten utwór ma już z górką 30 lat. Na ekranie pojawia się jakże znany Błazen. Teraz cała publiczność śpiewa z Fishem:

Remember the jester that showed you tears, the script for tear..

Solo gitarowe odegrane przez Boulta kolejny raz wywołuje dreszcze. Ekran zmienia barwę na ciemno niebieską i rozpoczyna się Dark Star. Hipnotyczny śpiew i doskonałe solo gitarowe. Drugi głos Paterson’a doskonale zażera się z głosem Ryby. Podziękowanie za 24 miejsce na liście Trójki dla  All loved up i potwierdzenie, że ten utwór słusznie pnie się coraz wyżej w Trójkowym zestawieniu. Tempo nie spada. What colours is God daje się ostro we znaki zarówno zespołowi jak i publiczności. Temperatura w sali klubu Eskulap sięga chyba czterdziestu stopni. Nie ma już czym oddychać. Fish opróżnia butelkę z wodą część do gardła reszta na głowę dla ochłody. Niewiele to pomaga wymusza więc przy wtórze publiczności otwarcie drzwi ewakuacyjnych i wpuszczenie świeżego powietrza do sali. Ostentacyjnie wciąga głębokie wdechy zapowiadając, że teraz niestety „trzeba będzie grać ciszej”.  Blind to the beautiful daje odrobinę wytchnienia na to co ma nastąpić chwilę później. Mr 1470 i nagle znajome dźwięki z pierwszej płyty Marillion, a na ekranie Błazen rozdzierający swą maskę to wstęp do He knows you know – zagrany nieco inaczej i odśpiewany z publicznością.

W przerwie Fish przedrzeźnia psa wyjącego na zewnątrz Aaaauuuuuu, aaaauuuuu… Śmiech na sali.

Krótkie wprowadzenie i suita High Wood. Na ekranie film pokazujący starcia w bitwie nad Sommą w 1916 roku, gdzie w pierwszym jej dniu zginęło około 60 tys. brytyjskich żołnierzy, a w walkach o Wysoki Las toczonych od 14 lipca do 15 września 1916 roku zaginęło 8 tys. żołnierzy – dokładna liczba nigdy nie będzie znana i do dziś rolnicy orzący okoliczne pola odnajdują szczątki żołnierzy. Piękny, mocny i wzruszający tekst suity.

In the cornfields speckled poppies glow in a twilight, moving shadows,
From the High Wood the reaper walks,
a harvest to be gathered,
The skylark’s solo fateful cry, the hares alert now scattered,
The pheasant raised by beating drums
in a field prepared for battle

Godzina i 30 minut koncertu strzeliło jak z bicza. A zespół z Fish’em nie odpuszczają. Kolejne utwory z „przeszłości”.  Assasing odśpiewany z publicznością podobnie jak Credo. Potem Tongues i powrót do Assassing który wprowadził w kończącą sekcję Fugazi i na zakończenie White Feather. Doskonale wykonane utwory. Śpiewane na przemian z publicznością i potwierdzające, że nic nie straciły na swym uroku i mimo upływu czasu na koncertach brzmią świeżo i bardzo energicznie. Fish nadal potrafi złapać doskonały kontakt z publicznością. Podziękowanie i zejście ze sceny.

21:55 – Bis nr I

Zespół nie pozwolił długo czekać na siebie krzyczącej publiczności. Wyszli i zagrali fenomenalnie Freaks. Temperatura zrobiła swoje choć od ponad godziny grali przy otwartych drzwiach. Fish mimo oznak zmęczenia nadal śpiewał na najwyższych obrotach  Lucky, Lucky, Lucky!!

22:15 – Bis nr II

Mimo ponad 2 godzin koncertu nikt kto był w sali poznańskiego klubu nie myślał o tym że zespół nie wyjdzie na jeszcze jeden Bis. Pojawili się po dłuższych owacjach i wywoływaniu. Na otarcie łez Goldfish and Clowns. Ech.. to już koniec?!!! „Do zobaczenia następnym razem, nie dajcie się” - krzykną Fish.

To był mój piąty koncert Fisha na przestrzeni lat 1995-2013. Dwa pamiętam szczególnie. Poznańską Arenę kiedy Fish w swej Szkockiej Spódnicy bawił publiczność w 1995 roku i CK Zamek w Poznaniu 3 października 1999 r. kiedy oczarował mnie 25-minutową suitą Plague Of Ghosts. Te dwa koncerty pamiętałem do dziś najlepiej. Pamiątką pierwszego jest wspomnienie dwumetrowego Szkota w spódnicy, którego widać było z każdego miejsca Sali, pamiątką z 1999 r. jest zapalniczka z wygrawerowanym Raingods With Zippos.  Do dziś były dwa. Do dziś. Teraz mam kolejny którego nie zapomnę. Mimo upływu czasu Fish trzyma poziom, i choć mówi się że ryby głosu nie mają lub dawno go straciły – cóż powiem tak… Ryby mówią, mają całkiem sporo do powiedzenia, i jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa.

Kto nie był ma czego żałować. To było Wyśmienite, Wieczorne Czwartkowe Danie Rybne.

Set Lista – Poznań Esculap 10 październik 2013 r. gdzieś miedzy 20:05 a 22:25:

1.Perfume river
2.Feast of consequences
3.Script
4.Dark Star
5.All loved up
6.What colours is God
7.Blind to the beautiful
8.Mr 1470
9.He knows you know
10.Crucifix corner
11.The gathering
12.Thistle alley
13.Assasing/Credo/Tongues/Assassing (reprise)/Fugazi(end section)/White feather
I bis
14.Freaks
15.Lucky

II bis

16. Goldfish and Clowns

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2024 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.