Parę chwil po planowanej 16 swój koncert rozpoczęła wrocławska formacja Less is Lessie, tym samym inaugurując jubileuszową, 10. edycję ProgRockFest w Legionowie. Bez celebracji, przemów i fajerwerków, bo jak już po ich występie powiedział ze sceny autor całego przedsięwzięcia, Mikołaj Madejak, nie o to w tym wszystkim chodzi. Tylko o muzykę i ludzi, którzy przybywają w to miejsce cieszyć się nią i przeżywać tę radość z innymi…
Już czwarty raz gościłem na tym festiwalu i tradycyjnie czułem się niezwykle przyjemnie. Przestronny i nowoczesny budynek ratusza miejskiego oraz mieszcząca się w nim sala widowiskowa zawsze zapewniały komfortowe warunki obcowania z muzyką i nie inaczej było tym razem. Dobre brzmienie, oprawa świetlna i wręcz perfekcyjnie realizowana „czasówka” (dwie formacje rozpoczęły chyba nawet chwilkę przed planowaną godziną), pozwoliły faktycznie zapisać tę edycję w rozdziale „chlubna historia festiwalu”. Choć o tym zdecydowały, przede wszystkim, wybrzmiewająca ze sceny muzyka i występy samych artystów.
Tegoroczna edycja zdominowana została przez formacje będące niejako w stajni naszego rodzimego Oskara. Wszak albumy zespołów Less is Lessie, Amarok i Alcàntara noszą logo tego poznańskiego wydawcy. Nie ukrywam, że głównym magnesem, który tego roku przyciągnął mnie do Legionowa, była wspomniana sycylijska Alcàntara, która w czerwcu tego roku wydała świetną koncertówkę z materiałem ze swoich dwóch albumów. To był ich historyczny, pierwszy koncert w naszym kraju i muzycy z pewnością na długo zachowają go w swoich sercach. Bo mimo początkowych problemów technicznych, przez które musieli ponownie rozpoczynać występ utworem Treefingers, oraz awarii gitary „akustycznej” w Sail, zabrzmieli klimatycznie i cudnie a wielkie wrażenie zrobiło wykonanie znakomitego TerryG z Tamam Shud i After The Flood z Solitaire z kapitalnym gitarowym popisem solowym na sam koniec koncertu. A już po występie Włosi rozdali mnóstwo autografów i ustawili się do wielu fotek z fanami.
Rozpoczynający festiwal zespół Less is Lessie zabrał zebranych w muzyczno-multimedialny spektakl, w którym „nieważni” byli muzycy, skąpani w ciemnościach, a dźwięki i filmowe obrazy prezentowane na dużym ekranie. Wraz z artystami wznosiliśmy się windą na kolejne piętra wrocławskiego Mezonetowca i przedpremierowo poznawaliśmy utwory z nadchodzącego nowego albumu grupy, 2 Levels of Truth. Tym samym, ci którzy przybyli do Legionowa, mieli nie lada gratkę słysząc te utwory zanim trafią na srebrny dysk. I trzeba przyznać, że jest na co czekać.
Formacja Lepiarczyk & Smelkowski zagrała w Legionowie drugi w swojej historii koncert (pierwszy odbył się na festiwalu w Toruniu w czerwcu tego roku) i ja miałem okazję oglądać ich w tych występach. Tym razem muzyka zespołu zyskała lepszą oprawę. W zaciemnionej sali, z bogatymi światłami (a nie w palącym słońcu), wszystko brzmiało jeszcze fajniej. Zmianie uległa też setlista, w której pojawiło się więcej utworów z płyt z tekstami naszych poetów, Wyspiańskiego i Asnyka (Jakżeż ja się uspokoję i Album pieśni). Były też oczywiście kompozycje z albumu Padre From Faraway Island,m w tym Last Words zadedykowane – jak mogę się domyślać – zmarłemu niedawno gitarzyście Loonypark, Piotrowi Grodeckiemu. Muzycy zamknęli ten niezwykle ciepło przyjęty koncert energetycznym Meteorem.
Festiwal, jako gwiazda wieczoru, zakończyła formacja Amarok, która już po raz kolejny gościła na ProgRockFest. Występ rozpoczęty potężnym Hope Is, z Martą Wojtas wykonującą swoje melodeklamacje między sceną a publicznością, przyniósł stylowo zagraną mieszankę progresywnego rocka, ambientu i muzyki etno a artyści zagrali wybór kompozycji z Hope, Hero i Hunt. Jak zwykle było intrygująco brzmieniowo za sprawą choćby thereminu Michała Wojtasa i instrumentów perkusyjnych Marty Wojtas. Już pod koniec koncertu pięknie wypadły tak lubiane Hero i It's Not the End, zaś wieczór zakończyła kameralna i subtelna Dolina, która wybrzmiała na dość niespodziewany bis.
Zdjęcia: Mariusz Danielak