Wojtek Szadkowski, przed wydaniem Evening Games, powiedział, że następna płyta Satellite będzie krótsza od debiutu, co miało być nawiązaniem do najlepszych albumów z lat 70., które nie trwały dłużej niż 50 minut. Początkowo nie zrozumiałem tej wypowiedzi, uważałem, że im więcej muzyki, tym lepiej. Jednak jeżeli się zastanowić… Wojtek Szadkowski miał rację.
Ale tak nie jest! Dzisiaj płyty są zdecydowanie za długie. Czyja to wina? Oczywiście płyty kompaktowej. O tym, jak ciężko nagrać świetną, równą płytę, która by trwała przeszło godzinę i przy słuchaniu której ani razu by się nie ziewało i nie pomyślało „Ten fragment można by wyciąć.” świadczy fakt, że naprawdę ciężko taką płytę znaleźć. Parę rzeczy mi się kojarzy: Lateralus Toola czy Unfolded Like Staircase Discipline. Jednak większość współczesnych tasiemców jest zbyt rozwlekła. Nie uważam, że obecnie muzycy są mniej zdolni, bo nie wierzę, że na przykład Led Zeppelin byłby w stanie nagrać 75-minutowy album, który byłby równie genialny jak ich pierwsze cztery albumy. Skądinąd bardzo dobre Tales From Topographic Ocean, The Lamb Lies Down On Broadway czy nawet The Wall nie są pozbawione dłużyzn.
Muzycy dalej tworzą tyle, żeby zapełnić cały nośnik, niestety dzisiaj próg się zatrzymał na 80 minutach. Bez względu na uprawiany gatunek muzyki, płyty trwające przeszło 70 minut są za długie; w przypadku muzyki intensywnej (na przykład prog metal) męczą, z kolei spokojnej, monotonnej (post rock) nudzą. Kto nie jest intelektualnie spocony po wysłuchaniu wymagającego sporej uwagi i naszpikowanego różnymi smaczkami Octavarium Dream Theater, kto nie zaśnie podczas półtoragodzinnego Lift Your Skinny Fists… Godspeed You! Black Emperor? A są to przecież płyty bardzo dobre.
Bardzo mnie cieszy postawa Riverside. Każdy inny zespół starałby się wcisnąć jak najwięcej materiału na płytę. Riverside zaś zrozumiał, że chociaż ma przeszło 80 minut równego, bardzo dobrego materiału, który szczelnie by wypełnił Rapid Eye Movement, to jednak taki zabieg rozmyłby spójność płyty (bo argument, że aby trylogia była spójna, na każdej płycie musi znaleźć się dziewięć utworów, jakoś do mnie nie trafia). Dlatego „odpadki” (żeby inne zespoły miały takie odpadki…) wydaje na singlach. Muzycy Riverside mówili, że wiele podpatrzyli od Dream Theater podczas wspólnej trasy. Ciekawe, czy twórcy Metropolis nauczyli się od suportu, jak nagrywać płyty, żeby nie zamęczyć słuchacza. Bo ich płyty są jak obrazy, na których nie dość, że znajdują się łosie na rykowisku, tęcza, rzeczka, a w tle zamek w Neuschweistein i właśnie zachodzi słońce, to jeszcze to wszystko jest w rozmiarze XXL.