To (chyba) nasz ostatni taniec.
Wydawało się że HOYM Industry Fest na stałe zagościł w kalendarzu muzycznych imprez, tym większe było moje zaskoczenie że impreza została zapowiedziana jako ostatnia, w dodatku nie w murach zabytkowej kopalni Ignacy a we wnętrzu klubu w centrum miasta. Zresztą warto wspomnieć że HOYM pisane kapitalikami potrafi zmylić i nie jest to kolejny 4-literowy akronim a po prostu dawna nazwa kopalni Ignacy, pochodząca od nazwiska pruskiego ministra dla prowincji śląskiej, Karla Georga Heinricha von Hoym.
Wydarzenie ostatecznie stało się spotkaniem miłośników festiwalu, na kórym zagrali wykonawcy dobrze znani, także z poprzednich edycji, a wieczór zwieńczył polsko-niemiecki zespół zakontraktowany jeszcze przed pertubacjami organizatorów.
Muzycznie było zróżnicowanie - wieczór z cieżkim gitarowym przytupem rozpoczął bielski Agima Sun, po nim nastąpił zdecydowanie spokojniejszy set jednoosobowego obecnie składu Düsseldorf. Po dawce syntezatorów na scenę wróciły klasyczne instrumenty w postaci swampcore'wego zespołu SmoGGG.
Dla mnie wieczór zakończył elektroniczny set pojektu Mirosława Matyasika - Larmo. Niestety po tym występie musiałem wracać do domu i nie dane było mi ujrzeć w akcji gwiazdy wieczoru - zespołu Human Steel.