Szwedzka formacja Oh Hiroshima, po 15 latach od wydania swojej debiutanckiej płyty, „Resistance Is Futile”, wreszcie dotarła do Polski!

Absolutnie pierwszy koncert (z trzech) na polskiej ziemi odbył się w miniony czwartek w kameralnym warszawskim klubie Afterdark na Nowym Świecie. Dziś Oh Hiroshima to bracia, gitarzysta i wokalista Jakob Hemström oraz perkusista Oskar Nilsson, którym na scenie towarzyszą drugi gitarzysta i sesyjny basista.

W takim zestawieniu artyści zagrali siedemdziesięciominutowy koncert, którym promowali swój niezwykle udany, najnowszy, wydany w tym roku, krążek And the Dead Tree Gives No Shelter. I z niego poleciały trzy kompozycje, w tym na samym początku dwie znakomite, otwierające album Servant of All i Meridian, niebawem wszak uzupełnione gorącym, rockowym i „krzykliwym” Broken Sunlight. Drugim, szerzej reprezentowanym w setliście albumem był oczywiście ich klasyk In Silence We Yearn, który w zeszłym roku obchodził swoje 10-lecie (wtedy też ukazała się jego jubileuszowa reedycja). I nie powinno dziwić, że takie numery jak Ellipse, Holding Rivers i zagrane na jedyny bis Drones robiły wrażenie i zostały przyjęte najgoręcej. Koncert miał jednak bardzo przekrojowy charakter, bo muzycy sięgnęli jeszcze po dwie kompozycje z All Things Shining i Myriad oraz Darkroom Aesthetics z Oscillation.

Muzycy nie są jakimiś scenicznymi lwami, stawiają na wytworzenie atmosfery i właściwego post-rockowego klimatu, koncentrując się na wykonywaniu swoich partii. Zresztą, niewielka scena dawnego klubu Stereo i tak większą ekspresję by uniemożliwiała. Za to już chwilę po występie, niezwykle skromni i sympatyczni bracia wyszli „na mercz” na podpisy, fotki i pogaduchy z fanami, którzy dla nich zostali.

Przed gwiazdą wieczoru zagrało nasze rodzime Beyond The Event Horizon, które widziałem już w tym miesiącu po raz drugi. Grupa zagrała, podobny, choć nieco krótszy set od tego w Zabrzu, w ramach Mostly Autumn Weekend. Ponownie było mrocznie, gitarowo, transowo i kosmicznie, z obowiązkowymi materiałami filmowymi towarzyszącymi muzyce. Co ciekawe, klipy nie były prezentowane za muzykami z tyłu sceny, tylko – ze względu na wielkość klubu – na bocznej ścianie, co tworzyło mały dyskomfort w spójnym odbiorze muzyki z ważnym dla niej wizualnym tłem.