Brytyjczycy z Haken wielokrotnie gościli w naszym kraju, sam widziałem ich już po raz piąty, jednak wczorajszy warszawski występ był szczególny, gdyż odbywał się w dość wyjątkowym momencie dla formacji…
Bo choć w grupie miały miejsce zmiany w składzie, to jednak generalnie przez lata Londyńczycy słynęli z jego stabilności. Na początku 2026 roku doszło jednak pod tym względem do prawdziwego trzęsienia ziemi. W styczniu zespół niespodziewanie opuściło jednocześnie dwóch kluczowych muzyków: gitarzysta Charlie Griffiths i basista Conner Green. I już bez nich, w tym roku, formacja nagrała nowe wydawnictwo, niespełna półgodzinną EP-kę In a Fever Dream, którą przybyła do nas promować. Warto było zatem zobaczyć zespół w zmienionym zestawieniu (z zatrudnionym na trasę basistą Freddie Draperem) i posłuchać nowego materiału.
Moje zdanie zresztą podzieliło wielu, bowiem warszawski klub Oczki na koncercie gwiazdy wypełnił się naprawdę bardzo szczelnie. Trwający dokładnie 80 minut występ Haken pomieścił oczywiście wszystkie nagrania ze wspomnianej EP-ki, wymieszane wszakże z innymi kompozycjami. Dwa z nich spięły koncert: In A Fever Dream otworzyło występ, zaś Lotus zakończyło podstawowy set. Po nim było już tylko Prosthetic na jedyny bis. Fajnie było usłyszeć te nowe nagrania, bo odświeżają one nieco obraz zespołu, który – swego czasu okrzyknięty wręcz nową nadzieją progresywnego metalu – zaczął chyba trochę dreptać w miejscu. Na In A Fever Dream mamy sporo dobrych pomysłów i więcej przestrzeni na dobre melodyczne tematy. Poza tym, grupa sięgnęła po reprezentantów Affinity (w tym moje ukochane Initiate, jako drugie w zestawie), Vector (z porywającą wersją technicznego i szaleńczego Nil by Mouth), Virus oraz Fauna, rezygnując z pierwszych trzech albumów. Spośród wszystkich występujących tego dnia składów mieli najlepsze nagłośnienie, uzupełnione ponadto bardzo dynamicznymi i ekspansywnymi światłami.
Wieczór otworzył czesko – słowacki Ions, który półgodzinny set zdominował pięcioma najlepszymi nagraniami z wydanego w 2023 roku albumu Counterintuitive (The Same as You, Faith, A Terrible Mistake, Plinth of Shame i True Friendship) uzupełniając go najnowszym singlem Entropy of Me z września tego roku, nagranym już z nowym wokalistą, Danielem Handakiem, który też w 2026 roku dołączył do Prażan. Co ciekawe, choć na płycie artyści brzmią bardziej atmosferycznie, tu wypadli zdecydowanie mocniej, wręcz djentowo. To był ich szósty, pożegnalny koncert trasy z Haken i Ihlo i trzeba przyznać, że warszawska publiczność przyjęła ich bardzo ciepło nie tylko z tego powodu.
Brytyjczyków z Ihlo widziałem w tym roku już po raz trzeci. Najpierw przed Leprous we Wrocławiu a potem na Ostrów Rock Festival. I mogę tylko powtórzyć to, co napisałem o Ions. Grupa na koncertach prezentuje się zdecydowanie energetyczniej i ciężej, niż choćby na ostatnim albumie Legacy, który zdominował ich występ w postaci czterech nagrań uzupełnionych dwiema kompozycjami z wcześniejszego Union. Wraz z otwierającym koncert Wraith mieli jednak pecha, bo brzmieniowo nic się w nim nie zgadzało i wokalista Andy Robison nawet żartobliwie powitał wszystkich na próbie. Mimo falstartu humor mu dopisywał, bo był tego wieczoru najbardziej gadatliwym frontmanem a atmosfera przez to była na tyle luźna, że w pewnym momencie publiczność zaczęła skandować słynne „pokaż d**ę”.
To był naprawdę udany wieczór z dobrym, technicznym, progmetalowym graniem w trzech odsłonach.