ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

wywiady

17.03.2016

"Spodobało mi się to pomieszanie świętości i kiczu." - wywiad z duetem Rebeka

Już jutro (piątek, 18.03) premierę będzie miał drugi album duetu Rebeka zatytułowany Davos. Z tej okazji udało nam się porozmawiać z muzykami między innymi o inspiracjach, sztuce i planach koncertowych.

KS: Za chwilę premiera Davos. Powiedzcie, czym ten album będzie się różnił od debiutu?

Bartosz: Na debiucie uczyliśmy się produkować muzykę, aranżować, rozwiązywać kwestie typu „coś tu jeszcze nie gra, ale nie wiemy co”. Druga płyta powstawała już po ograniu się na koncertach, po uzupełnieniu instrumentarium o nowe syntezatory i efekty oraz po porządnym zapoznaniu się z nimi. Myślę, że jest to bardziej ekspresyjny album, na którym poszerzamy brzmienie Rebeki.

Iwona: Davos powstał na pewno szybciej i bardziej spontanicznie. Nad Helladą siedzieliśmy w chacie trzy lata, a Davos powstał w pół roku. Resztę z tych trzech ostatnich lat spędziliśmy na podróżach i koncertach.

KS: Singiel „Perfect Man” jest stonowany, spokojniejszy i nieco mroczniejszy niż Wasze poprzednie dokonania. Planujecie iść w takim kierunku?

Bartosz: Faktycznie na tle całej płyty „Perfect Man” jest czymś pomiędzy – mamy utwory jeszcze mroczniejsze, ale są też weselsze. Płyta jest bardzo różnorodna, choć nie da się ukryć, że większość kawałków ma w sobie dużą dozę melancholii.

Iwona: Myślę, że „Perfect Man” jest takim mostem między Helladą i Davos. Ogólnie jednak płycie daleko do „stonowania”. Jest wręcz przeciwnie – kipi od barw i ryzyka.

KS: A dlaczego Davos? Skąd zaczerpnęliście ten tytuł? Jest on powiązany z „Czarodziejską górą”? Czy może nawiązuje do czegoś jeszcze innego?

Iwona: Ta lektura byłą jedną z ważniejszych książek w moim życiu, a w ogóle rok 2015 stał dla mnie pod znakiem literatury jako najważniejszej ze sztuk. W trakcie trasy po Europie, gdy przejechaliśmy 6000 kilometrów siedziałam i czytałam tego osiemsetstronicowego „kloca” i nie mogłam się oderwać, mimo, że właściwie … mało się tam dzieje (śmiech). Wiedziałam, że muszę w tytule nawiązać do Manna, szukałam tylko właściwego konceptu. „Davos” było perfekcyjne. Zapraszamy do naszego Davos, do naszego muzycznego uzdrowiska!

KS: Na Davos pierwszy raz słyszymy Was po polsku. Dlaczego zdecydowaliście się na nasz ojczysty język?

Iwona: Chodziło to za mną od dawna, a zapalnikiem był udział w akcji miejskiej polegającej na tym, że mieszkańcy jednego z łazarskich bloków stworzyli listę starych polskich piosenek, które miałam wykonać literalnie pod ich blokiem. Obcowanie z Grechutą, Manamem, Krajewskim mnie natchnęło i tak powstały „Białe Kwiaty”.

KS: Swój debiut wydaliście w Brennessel Records. Skąd pomysł na tą akurat wytwórnię?

Bartosz: Znaliśmy się z chłopakami z Kamp!, namówili nas! Podobało się nam, że robią wszystko niezależnie.

Iwona: To wyszło zupełnie naturalnie. Bartosz wydawał tam solowy materiał, Kamp! Byli naszymi idolami i chcieliśmy być częścią tego, co działo się w muzyce za ich przyczyną.

KS: Przy Davos pracujecie z ART2 Music i Agorą. Dlaczego zdecydowaliście się na zmianę?

Bartszo: ART2 jest naszym wydawcą, a Paweł i Adam pracowali wcześniej z dystrybucją Agory. Adam jest też naszym managerem i w takiej sytuacji praca była szybsza i prostsza. Jest nam bardzo miło, że tak dużo osób robi dla nas tak wiele, a promocja albumu będzie z pompą i rozmachem!

Iwona: Tak naprawdę i przy Helladzie Agora była naszym dystrybutorem, więc zmiana nie jest aż tak wielka. Jednakże ART2 jest większą wytwórnią, która ma jednak podobną filozofię, co Brennessel, czyli stawia na jakość, a nie ilość. I to nam odpowiada.

KS: Czego możemy się spodziewać podczas koncertów promujący Davos?

Iwona: Na scenie zobaczycie dwie gitary – basową i elektryczną, a do tego każde z nas ma po jednym syntezatorze monofonicznym i po jednym polifonicznym, większość z nich analogowa. Beat maszyna i wokal. No i do tego oczywiście komputer, który wysyła komunikaty do syntezatorów i poprzez niego kontrolujemy aranże. Na pewno będzie żywo, ekspresyjnie i tanecznie, a elektronika łączyć się będzie z piosenką i żywymi gitarami.

Konrad Siwiński (Artrock.pl): Skąd w ogóle pomysł na nazwę Rebeka?

Iwona: Grając w poprzednim projekcie potrafiłam godzinami wpatrywać się w plakat piosenkarki Sandy, wiszący na ścianie. Bardzo ejtisowy. Spodobał mi się koncept imienia jako nazwy projektu. Rebeka była mocna i egzotyczna zarazem. Z czasem znajomi podchwycili ją i zaczęli podsuwać mi różne skojarzenia. Rebeka jako bohaterka książki, film Hitchcock’a, bohaterka opery mydlanej, postać z Biblii, Rebecca Black i „Friday”. Spodobało mi się to pomieszanie świętości i kiczu.

KS: Iwono, a dlaczego zdecydowałaś się w pewnym momencie zaprosić do współpracy Bartosza?

Iwona: Odczułam pewien brak. Na koncertach występowałam sama i nie miałam zbyt dużego pola manewru grając tylko na keyboardzie Casio. To było bardzo urocze, ale po pewnym czasie monotonne. Początkowa Bartek miał być szarą eminencją, ale szybko okazało się, że muzyka zyskuje dzięki niemu tak bardzo. I tak Rebeka stała się duetem.

KS: Czy Wasza praca artystyczna przekłada się na życie prywatne? Spędzacie razem czas poza studiem nagraniowym i trasami koncertowymi?

Bartosz: Tak! Ale nie popadamy w skrajność, bo od siebie czasami również warto odpocząć. Niemniej początkowo na urlop po ostatniej trasie mieliśmy jechać razem (wyszło inaczej, ale intencja też jest ważna).

Iwona: Jesteśmy trochę jak brat i siostra, pomagamy sobie jeśli trzeba, ale na tyle dużo czasu zajmuje nam praca, że nie starczyłoby czasu na innych przyjaciół! (śmiech)

KS: Jak zdefiniowalibyście Artystę (tego przez duże A)?

Bartosz: Osoba, która przez swoją twórczość potrafi ulżyć sobie i innym oraz zainspirować.

Iwona: Dodałabym, że jest to osoba, która odczuwa potrzebę tworzenia bez konkretnej przyczyny i wyraża siebie poprzez to, co wytwarza.

KS: Jakie współczesne zespoły najbardziej cenicie?

Bartosz: Z Polski trudno wymienić jeden zespół – na pewno Kamp!, The Dumplings, Rysy. Z zagranicznych stawiam na Radiohead, Machinedrum, Flume…

Iwona: Ja UL/KR, Niweę, Napszyklat, a z zagranicy też Radiohead, CocoRosie, Annę Calvi, Moderat, Antonego and the Johnsons.

KS:  W dzisiejszych czasach coraz popularniejsze są serwisy streamingowe. Konsumenci nie chcą płacić za muzykę, a wytwórniom trudno rozstać się z zyskiem. Gdzieś w tym wszystkim musi odnaleźć się artysta, który chciałbym normalnie zarabiać z własnej twórczości. Jaka jest Wasza opinia, zespołu, który powstał już w cyfrowym świecie, na temat współczesnego rynku muzycznego?

Bartosz: Obserwujemy. Cyfrowy rynek to dla nas ciągle ciężki temat, bo Polacy nie mają nawyku wydawania dużych kwot na muzykę. Właściwie mam wrażenie, że małych kwot też nie chcą się pozbywać, aby kupić jeden czy dwa utwory… Ogólnie robimy co możemy, ale nie łudzimy się, że ludzie nagle zaczną kupować pliki mp3, a serwisy streamingowe będą płaciły artystom kwoty, dzięki którym nikt nie będzie starał się maksymalizować sprzedaży plików. Rynek zmienia się, wiele osób łamie sobie głowę „jak to robić”, pojawiają się nowe koncepcje … ciekawe czasy!

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.